Karsin

Go down
Bhadramurti
Bhadramurti
Strażnik

Zwykła Łąka - Page 2 Empty Re: Zwykła Łąka

on Sob Kwi 15, 2017 12:37 pm
Przyszedł dumnym krokiem nie zważając na nic co by go mogło zatrzymać.W oddali słyszał już stukot kopyt i widział siwą klacz,ale nie śpieszno mu było do niej.Postanowił jednak upolować sobie kolejną.
Bo czemu by nie?Podszedł blisko niej.-Co tu robisz?-Twardy głos obił się zapewne o uszy siwej.
Błysnął zębami w dziwnym grymasie,niczym wilk.-Bhad-legnął po tym jak przestawił swoje imię.
Nie było mu obojętne przy jakiej klaczy leży ,więc musiał mieć do niej plany,a zapewne te plany ,albo będą korzyścią dla ich dwojga,albo oboje korzyść ominie.To będzie zależeć od sytuacji...

_________________
[You must be registered and logged in to see this image.]

„Tylko wtedy, gdy ostatnie drzewo umrze i ostatnia rzeka zostanie zatruta i ostatnie ryby zostaną złowione zdamy sobie sprawę, że nie można jeść pieniędzy.”
Selena
Selena
Zwykły koń

Zwykła Łąka - Page 2 Empty Re: Zwykła Łąka

on Nie Kwi 16, 2017 9:57 am
Selena dawno tak dobrze się nie bawiła. Romulus właśnie odprawiał cyrk ganiając ptaka, więc ona przekrzywiła głowę w lewą stronę i przypatrywała się jego brykaniu. Jak się okazało, stała tyłem do zbliżającego się ogiera.
Stoję, a nie widać? Może jakieś dzień dobry? - rzekła uszczypliwie.
W tej chwili nie potrzeba jej było do towarzystwa nikogo. Sela czasem już taka była po prostu - bawiła się tu i teraz tak wspaniale, że resztę świata miała głęboko w z... głębokim poważaniu. Ogier położył się nieopodal. Kiedy obróciła się na ułamek sekundy, zobaczyła jego wyszczerzone zęby i momentalnie skojarzyła je z pyskiem Romka.
Dooobra. Skoro i tak nie masz zamiaru stąd iść... jestem Selena. A to Romulus. - przedstawiła siebie i towarzysza, głęboko wzdychając.
Romkowi uciekł ptak, więc najeżył sierść na grzbiecie i przybliżył się do przyjaciółki i nieznajomego.
Bhadramurti
Bhadramurti
Strażnik

Zwykła Łąka - Page 2 Empty Re: Zwykła Łąka

on Nie Kwi 16, 2017 11:50 am
Spojrzał na nią tylko z wyrzutem oraz wyższością.-Bardziej miałem na myśli co cię tu sprowadza.-Wywrócił teatralnie oczami.Była młodsza,rozumiał więc też to zachowanie.Nie miała pojęcia jeszcze o ogierach a tym bardziej o kryciu ,czy też miłości.Chodź może w dzieciństwie doświadczyła jakiegoś zauroczenia.
Patrzył na nią.Nie miał zamiaru od tak odejść,a klacz mogła robić wszystko żeby się go pozbyć,ale i tak by nie odszedł...To jego wola,nie jej.-Ja już się przedstawiłem.-Uniósł głowę wysoko po czym wstał,otrzepał się i podszedł stępem do klaczy.Nie obchodziły go głupie zagrywki typu:Kopnięcie,czy ugryzienie.I tak by nie poczuł.Gruba skóra chroniła go od tego.Natomiast klaczy jeszcze nic nie zrobił więc też nie powinna tak grać.Spojrzał na chwile w jej oczy po czym przerzucił wzrok w dal.Po chwili przejechał chrapami po szyi klaczy.Zwyczajnie,bez uczuciowo.chodź klacz mogła to odczuć inaczej.

_________________
[You must be registered and logged in to see this image.]

„Tylko wtedy, gdy ostatnie drzewo umrze i ostatnia rzeka zostanie zatruta i ostatnie ryby zostaną złowione zdamy sobie sprawę, że nie można jeść pieniędzy.”
Nairiva
Nairiva
Zwykły koń

Zwykła Łąka - Page 2 Empty Re: Zwykła Łąka

on Czw Gru 14, 2017 5:35 pm
/Nikogo tu nie ma, eo
Spokojnie wkroczyła na łąkę... Czekaj, wróć. Spokojnie wdarła się na łąkę, próbując wydeptać sobie ścieżkę wśród trawy. I mając nadzieję, że nie zrobi z niej labiryntu. Nie spodziewała się, że to miejsce jest tak pełne przeróżnych krajobrazów - tu pustynia, tam kilkumetrowe zaspy śniegu, a jeszcze gdzieś indziej lasy deszczowe. Cóż, najwyraźniej natura lubi zaskakiwać.
Przystanęła na chwilę, biorąc głęboki wdech. Rozejrzała się: z przodu trawa, z tyłu trawa, po bokach trawa. Wszędzie ta trawa. Zwariować można.
Nairiva westchnęła i ruszyła naprzód. W końcu co innego miała robić? Przedarła się przez jakieś prawdopodobnie dwumetrowe krzaki, wreszcie wchodząc na coś w stylu polany, gdzie rosłą w miarę niska trawa. Zadowolona zaczęła ją skubać.

_________________
[You must be registered and logged in to see this image.]
[You must be registered and logged in to see this image.]
Lilitch
Lilitch
Zwykły koń

Zwykła Łąka - Page 2 Empty Re: Zwykła Łąka

on Czw Gru 14, 2017 6:07 pm
Kopyta pocierały o ziemię. Powoli, spokojnie... Lilitch szła. Cichutko stąpała po trawię, która porastała tutejsze miejsce. Akurat ktoś wydeptał jej ścieżkę... Uh, jak miło. Była oczywiście wdzięczna.
Podążała ścieżką wolnym krokiem. Chciała podziwiać spokojnie widoki, a nie spieszyć się.
Trawa delikatnie oplatała jej ciało, przez co czuła się osaczona, ale kiedy dotarła na niższą zieleń ujrzała jakąś klacz. W sumie pierwszą tutaj na Karsin i w sumie gdyby nie jej charakter... Mogłaby się ucieszyć, ale nie z nią te numery. Nie chciała podejść acz może by się jej przydało? W żadnym wypadku!

_________________
[You must be registered and logged in to see this image.]


- Za kretyna, który odważył się podnieść na ciebie rękę - wzniosła toast. - Niech jego jądra zgniją, odpadną i zostaną pożarte przez sępy.
Nairiva
Nairiva
Zwykły koń

Zwykła Łąka - Page 2 Empty Re: Zwykła Łąka

on Pią Gru 15, 2017 11:56 pm
Spokojnie stała na polanie i skubała trawkę rozmyślając o sensie życia, kiedy usłyszała szelest trawy za sobą. Odwróciła się i zobaczyła klacz idącą wydeptaną przez Nai ścieżką. Trochę od niej wyższa, ciemna i poruszająca się dumnym i pewnym krokiem. Może chciała ją przestraszyć? Na wypadek siwka uniosła głowę, prostując się.
- Witaj - zmrużyła delikatnie oczy oraz przekrzywiła głowę, lustrując sylwetkę nieznajomej. Mocnej, acz subtelnej postury, ze skarpetkami na nogach, jasnymi oczami i nie przedstawiającym żadnych emocji pyskiem. Raczej nie sprawiała wrażenia miłego typa czy śmieszka - bardziej gbur, ponury i wściekły na świat (niczym taki emo, che che). Ira wprawdzie również mogła przypominać takiego pesymistę, ale cóż, taki out look.
- Jestem Ira. - przedstawiła się, oczekując iż również tamta to zrobi.

_________________
[You must be registered and logged in to see this image.]
[You must be registered and logged in to see this image.]
Lilitch
Lilitch
Zwykły koń

Zwykła Łąka - Page 2 Empty Re: Zwykła Łąka

on Sob Gru 16, 2017 7:43 pm
Widać, klacz się wyprostowała. Lilitch spojrzała na nią swym rutynowym wzrokiem. W zasadzie to nawet nie obchodziła jej postawa tej drugiej. Przyszła pobyć tu sama, ale być może kiedy była skazana na tę klacz w końcu jakkolwiek się otworzy na świat? To by było niemożliwe, ale nawiązanie z nią jakiejś relacji powoli się spełniało... Mogło być nawet wrogie nastawienie, acz LL nie była głupia... Potrzebowała sojusznika. Kiedyś go znajdzie NA PEWNO, a może właśnie teraz znalazła? W sumie było jej jedno.
-Li- Odpowiedziała. Od jej imienia można było tyle przezwisk wymyślać, że nie martwiła się o to.
Mimo wszystko Lilith schyliła się i ponowiła swój obiad specjalnie nie przejmując się stojącą obok klaczą. Na razie nie zależało jej na sojuszach.
-Po co tu przyszłaś?- Odezwała się w końcu. Co prawda nie była tego ciekawa, ale wolała jednak się raz na jakiś czas odezwać. W końcu wypadało się jakoś zachowywać, ale co LL miała poradzić na to, że kiedy jej się nie chce.... To jej się nie chcę.

_________________
[You must be registered and logged in to see this image.]


- Za kretyna, który odważył się podnieść na ciebie rękę - wzniosła toast. - Niech jego jądra zgniją, odpadną i zostaną pożarte przez sępy.
Nairiva
Nairiva
Zwykły koń

Zwykła Łąka - Page 2 Empty Re: Zwykła Łąka

on Czw Gru 21, 2017 9:24 pm
W takich chwilach ubolewa się nad tym, że konie nie mają brwi, które mogłyby unosić. Bo gdyby Ira je miała, z pewnością poleciałyby w tejze chwili do góry. Klacz zaskoczyła ją całkowicie obojętnym zachowaniem, jednak skoro equus caballus nie posiadają wyżej wspomnianych, nie pokazała tego zbytnio po sobie.
Kwinęła lekko głową na znak zrozumienia i powtórzyła ruch ciemnej, przeżuwając jednak z wyprostowaną głową. Życie nauczyło ją czujności i bycia ciągle skoncentrowanym, co często się przydawało (na przykład w ucieczce przed drapieżnikami). Nie zwracała zbytniej uwagi na towarzyszkę, póki ta nie zadała pytania - zwróciła łeb i wzrok w jej stronę. Nowe zaskoczenie - mimo pozorów potrafi tworzyć zdania.
- Nic konkretnego. - mruknęła zdawkowo. Nie nadawała się do rozpoczynania konwersacji, zresztą jednak Li nie wydawałą się chętna do rozmowy.

_________________
[You must be registered and logged in to see this image.]
[You must be registered and logged in to see this image.]
Lilitch
Lilitch
Zwykły koń

Zwykła Łąka - Page 2 Empty Re: Zwykła Łąka

on Pią Gru 22, 2017 9:30 pm
Spojrzała na klacz. Zdawała się dumna? Z czego? Z tego, że tkwi tu przy nieznajomej... Yh, Li odeszła kilka metrów od Iry. Nie słuchała jej, nie miała takiej potrzeby. Może... Kiedy powiedziała by coś ciekawego, ale teraz... Teraz nic ciekawego nie gadała. Lilitch oddalała się miarowo. Krok po kroku, metr po metrze. Szukała dobrego miejsca na odpoczynek. Doszła w końcu na większe zbiorowisko trawy po czym legła.Cóż tu ciekawszego zrobić? Li nie miała korzyści, więc ignorowała obecność drugiej klaczy.

_________________
[You must be registered and logged in to see this image.]


- Za kretyna, który odważył się podnieść na ciebie rękę - wzniosła toast. - Niech jego jądra zgniją, odpadną i zostaną pożarte przez sępy.
Juet
Juet
Uczeń
Tytuły : Admin Negocjator

Zwykła Łąka - Page 2 Empty Re: Zwykła Łąka

on Wto Cze 26, 2018 9:39 pm
Szedłem dumnym krokiem z wysoko uniesionym łbem. Rozglądałem się uważnie dookoła, w końcu mimo rozmiarów raczej nie wygram walki z lwem. Nie mam kłów, pazurów, potrafię dotkliwie ugryźć, o czym już niejedna klacz i niejeden ogier się przekonali kiedy zakrwawieni lub lżejsi o kawałek ucha uciekali w popłochu tam, gdzie pieprz rośnie, ale koń to koń a wielki kot to odrębna kategoria przeciwnika.
Nie dostrzegłem nic niepokojącego.
Na tych terenach łatwo się zagubić.
Jedynymi punktami odniesienia są średniej wysokości drzewa w niesamowicie rozłożystą koroną.
Wybrałem jedno z nich i uparcie maszerowałem w jego stronę. Byłem już nieco zmęczony piekielnie ciepłym słońcem, grzejącym moją kruczą sierść, dlatego z nieopisaną ulgą zaległem na ubitej nieco trawie kryjącej się w cieniu drzewa.
Leniwie oparłem się o niezbyt gruby pień i westchnąłem zrelaksowany.
Zachowanie moje, nie zaprzeczę, było lekkomyślne. Jestem nisko, nic nie widzę, leżę, więc ataku ni jak wyprowadzić nie mogę. Lekkomyślność ponad miarę.
Po chwili niezmąconego odpoczynku wciągnąłem suche, bezwonne powietrze i wstałem powoli, gotowy do dalszej wędrówki.
Spojrzałem w górę i uznałem, że jeszcze jeden luksus mi nie zaszkodzi.
Stanąłem dęba, wyprostowanymi przednimi nogami oparłem się o drewnianą łodygę, a szyję wyciągnąłem wysoko, sięgając korony. Skubnąłem raz, drugi. Przyznam, że liście nawet miały smak.
Pomyślałem chwilę obliczając ile mniej więcej zajmie mi dojście do celu. Zastanowiłem się i uświadomiwszy sobie, iż jeszcze mam czas w niesamowitym skupieniu, jakby to był mój ostatni posiłek, kontynuowałem szamanie zieleniny z akacji.

_________________
KP

I am failure and perfection.
Tantzano
Tantzano
Szeregowy
Tytuły : Admin Pomocnik
https://www.wattpad.com/user/camparix

Zwykła Łąka - Page 2 Empty Re: Zwykła Łąka

on Wto Cze 26, 2018 10:13 pm
Przyszedłem tu zgrabnym kłusem. Było tu niemal tak ciepłu, jak na terenach mojego stada. Wysoka trawa i mój "przerażający" wzrost nie pomagały mi raczej widzieć szczególnie dużo, przez co, by cokolwiek widzieć, musiałem niemiłosiernie zadzierać głowę. I może właśnie to uchroniło mnie przed całkiem bolesnym spotkaniem z drzewem. Kłusując tak nie zauważyłem korzeni stojącej sobie jak gdyby nigdy nic rośliny. Poskutkowało to tym, że kilka mniejszych drzazg wbiło mi się boleśnie w strzałkę prawego przedniego kopyta. Zakląłem w myślach niecenzuralnie. Jako, iż natura sprawiła, że aktualnie delikatnie kulałem, postanowiłem jak najszybciej ulotnić się z tego miejsca. Czort jeden wie, co czai się i tej cholernie wysokiej trawie. Na wszelki wypadek zastrzygłem uszami i zacząłem kuśtykać w stronę terenów Stada Szalejących Piorunów. Gdy przeszedłem, może dziesięć metrów, usłyszałem, jak coś podnosi się z traw. Spojrzałem w tamtą stronę i dostrzegłem konia. Nie byle jakiego konia. Stojącego dęba, karego konia zimnokrwistego. Nie do końca wiedziałem, czy stoi dęba, ponieważ mnie zauważył, czy z innego powodu. Mniejsza o to. W takim stanie nie było nawet sensu wszczynać bójki. Zacząłem iść jeszcze szybciej, co jakiś czas oglądając się za siebie, czy zarzucając ogonem, by sprawdzić, czy kary za mną idzie. Za którymś razem dostrzegłem, że zajada się on spokojnie liśćmi z wrogo nastawionego do mnie drzewa. Skorzystałem z chwili i przystanąłem, by zobaczyć stan własnego kopyta. Podniosłem nogę do góry i aż mnie wmurowało. Miałem całą strzałkę rozoraną przez drzazgi. niestety niewiele na razie mogłem zrobić. Musiałem udać się do medyka. Starałem się iść, jednakże odzyskałem czucie w nodze. Palący ból paraliżował moją nogę. Przy każdym kroku potykałem się.
- Cholera! - wymsknęło mi się, gdy jeden z kawałków drewna wszedł prawie do końca swojej długości. Nie miałem jak iść. Widocznie czekała mnie powolna i bolesna śmierć poprzez zjedzenie przez dzikie zwierzęta.

_________________
Sasageyo Sasageyo
Shinzou wo Sasageyo!
Subete no gisei wa ima kono toki no tame ni
Sasageyo Sasageyo
Shinzou wo Sasageyo!
Susumu beki mirai wo sono te de kizuke



Juet
Juet
Uczeń
Tytuły : Admin Negocjator

Zwykła Łąka - Page 2 Empty Re: Zwykła Łąka

on Wto Cze 26, 2018 11:11 pm
Spokojnie zajadałem się soczystymi, jak na tutejsze warunki atmosferyczne, liśćmi, rozkoszowałem się ich niemalże niewyczuwalnym smakiem.
Usłyszałem jakieś poruszenie w wysokiej trawie nieopodal. Zastrzygłem uszami i spojrzałem w tamtą stronę. Powoli, bezszelestnie opuściłem przednie nogi i stanąłem stabilnie. Zwierze oddalało się, uciekało, jednak ja wyczułem tu podstęp. Odgłos kroków był znajomy, to nie był nosorożec, lampart czy lew tylko koń. Spokojnie podążałem żwawym stępem za ofiarą. Obniżyłem łeb aby mieć pewność, że ta nie zobaczy mnie zanim ja nie zobaczę jej.
Nagle wszystko w okół ucichło. Dyskretnie zaciągnąłem się piaszczystym powietrzem.
Mała wilgotność nie pomaga w wyczuwaniu zapachów. Stałem po środku niczego, cały spięty, gotowy by odeprzeć atak.
Większość moich zmysłów poszła na spoczynek, albowiem wodzę przejął słuch.
Minęła sekunda, dwie.
Kolejny szelest w oddali, któremu już po chwili zawtórowało siarczyste przekleństwo wypowiedziane tonem niesamowitej złości i irytacji.
Tyle mi wystarczyło.
Gotowe do biegu ciało ruszyło same w kierunku, skąd dochodziły odgłosy. Już zaledwie kilka wystarczyło abym znalazł się tuż obok celu.
Nie mam przy sobie lin, co utrudnia sytuację, ale również sprawia, że mam okazję do ćwiczeń bez użycia pomocy.
Przez łeb przeleciała mi myśl, że za ścianą trawy może być każdy, dwumetrowy ogier Shire'a lub mały Kucyk górski, a tego pierwszego bez sznurów może być ciężko uziemić.
Wypadłem naprzeciw nieznajomemu.
Błyskawicznie oceniłem swoje szanse na wygraną. Nie ma ze mną szans. Jedynym jego ratunkiem byłaby ucieczka, tyle że było już na nią za późno. Niezależnie od reakcji ogiera, ja już siłą rozpędu leciałem na niego, celując zębiskami w połowę długości jego grzebienia grzywy.

Jeśli udało mi się go złapać, to naparłem na niego, całą swoją masą oraz siłą, w dół, by upadł i aby przyszpilić go do ziemi.
Jeśli i to się udało, to bez pardonu i jakiegokolwiek wahania położyłem się na nim, jak na dywanie. Z doświadczenia wiem, iż to ogranicza ruchy, utrudnia oddychanie, osłabia ofiarę. Moje zadnie nogi co prawda dalej opierały się o ziemię, lecz przód i brzuch zalegały na łaciatym. Nie chciałem w końcu go zgnieść tylko przytrzymać w miejscu.
Jeżeli ta cała operacja powalenia na ziemię się udała, a ja spoczywałem na ogierze, puściłem jego grzywę i popatrzyłem na niego wzrokiem pełnym zarówno złości, jak i nijakiej obojętności.  Głośno, z pogardą prychnąłem w jego stronę.
Tantzano
Tantzano
Szeregowy
Tytuły : Admin Pomocnik
https://www.wattpad.com/user/camparix

Zwykła Łąka - Page 2 Empty Re: Zwykła Łąka

on Wto Cze 26, 2018 11:45 pm
Gdy stałem tak z opuszczoną nisko szyją usłyszałem za sobą cichy szelest. Odczekałem sekundę, następnie dwie, cały czas będąc spiętym. Kątem oka zauważyłem zbliżającego się, karego ogiera, którego widziałem już wcześniej. Biegł na mnie i nie wyglądał, by miał zamiar się zatrzymać. Nie miałem nawet zamiaru robić nic, by mu zaszkodzić. Gdybym zaczął walczyć nie dość, że bym się zmęczył i jeszcze bardziej nadwyrężył nogę, to jeszcze nie miałoby to żadnego sensu. Przez chwilę zawahałem się, czy jednak nie walczyć. Czułem jak Kary łapie mnie zębami za grzbiet, jednak nie obchodziło mnie to. Rozluźniłem mięśnie, by choć minimalnie zamortyzować upadek. Dałem sobą pomiatać. Nie leżało to w sumie w mojej naturze, jednak teraz i tak bym nic nie wskórał. Czułem jak, ciężkie, jednak na swój sposób zgrabne ciało ląduje na mnie. Patrzyłem na ogiera bez żadnego, nawet najmniejszego stęknięcia. Wziąłem głęboki oddech. Tak jak przewidywałem, przeciwnik położył się na mnie. Jak gdybym był fotelem, bądź innym dywanem. Osadziłem swój własny łeb na ziemi. Czułem, że jego zadnie nogi dotykają ziemi, i że przednie ma nieco uniesione. Czyli jednak dał mi nieco wygody. Ledwo dostrzegalnie postarałem się poruszyć przednimi nogami, by sprawdzić, czy Karus nic mi nie złamał. Lewa poruszała się bez problemu, natomiast prawa dalej była sparaliżowana. No to jesteśmy w czarnej D... Pomyślałem pesymistycznie. Leżałem teraz na ziemi będąc przygniatanym przez karego konia zimnokrwistego. Gdyby nie zaistniała sytuacja, mógłbym stwierdzić, iż przygniatający mnie osobnik był całkiem przystojny. Długa, czarna grzywa i równie kruczoczarna sierść w akompaniamencie muskularnej sylwetki... Nawet, nawet... W końcu "zamachowca" puścił moją grzywę. Spojrzał na mnie z dziwną mieszaniną uczuć na pysku. Z jednej strony wyglądał na złego i to tak bardzo, że mógłby mnie z łatwością zabić, a z drugiej strony przyglądał mi się nadzwyczaj obojętnie. I nagle, ni z tąd ni z owąd pełen pogardy prychnął na mnie. Spojrzałem na niego z wyczekiwaniem i jeśli nie zszedł po około pięciu, może sześciu minutach zapytałem:
- Długo masz tak zamiar na mnie leżeć?

_________________
Sasageyo Sasageyo
Shinzou wo Sasageyo!
Subete no gisei wa ima kono toki no tame ni
Sasageyo Sasageyo
Shinzou wo Sasageyo!
Susumu beki mirai wo sono te de kizuke



Juet
Juet
Uczeń
Tytuły : Admin Negocjator

Zwykła Łąka - Page 2 Empty Re: Zwykła Łąka

on Sro Cze 27, 2018 12:38 am
Prychnąłem na niego z pogardą. Co to za koń, co się nie broni, nawet nie próbuje? Pewnie wszystkie instynkty jakie miał wyparowały pod wpływem małej ilości drapieżników na wyspie.
Nie chodzi o to by czuć satysfakcję przy pokonywaniu przeciwnika, który do ostatniego tchu ma głupią nadzieję na łaskę lub ratunek, to jest mi niepotrzebne, bo mi chodzi o wykonanie zadania, osiagnięcie wyznaczonego celu. Proste.
Nie wiedziałem do końca co mam z nim zrobić, zabrać do lochów? Do mojego Pana? Zabić tu i zostawić?
Chwilę więc leżałem tak na nim, rozważając różne opcje. Skoro chudzielec (porównuję do siebie) daje mi czas do namysłu to po co mam się spieszyć. A nóż, kto wie? Może problem rozwiąże się sam, ponieważ młody się zwyczajnie udusi pode mną? Nie ma na to chyba niestety szans. Pomyślałem kiedy usłyszałem jego pytanie.
Spojrzałem na niego obrażonym wzrokiem, po którym było widać, że zostałem wyrwany z głębokiego zamyślenia.
Zmrużyłem oczy, wyciągnąłem szyję w stronę jego ucha. Nie przysunąłem łba blisko, jedynie odrobinę, mógłbym ofiarę bez trudu ugryźć w szyję.
-Będę leżał tak długo, jak mi się zachce.-odpowiedziałem zdawkowo mocnym, stanowczym głosem.
Nie widziałem potrzeby aby krzyczeć czy być niemiłym, a końcu tylko zdarłbym sobie gardło.
Cofnąłem głowę do poprzedniej pozycji.
-Nie mów kochaniutki, że ci się gdzieś spieszy.-powiedziałem z lekkim sarkazmem lecz w myślach ugryzłem się w język. Trzecie słowo bowiem wymsknęło mi się przypadkiem. Za dużo czasu spędzam z klaczami. One by każdego nazywały kochanie, słodziutki, miły.
Uznałem w końcu, że znam jedno takie przyjemne miejsce, trochę daleko stąd, ale co tam, krótki spacer nam nie zaszkodzi, i właśnie tam zabiorę moją zdobycz.
Bez jakiegokolwiek ostrzeżenia wstałem z intruza, otrzepałem się z pyłu, który nawet nie wiem kiedy osiadł na mnie i na zakończenie procesu czyszczenia strzeliłem elegancko ogonem.
-Idziemy.-rozkazałem pewien, że tak wystraszony i posłuszny ogier nie będzie sprawiał problemów.
Spojrzałem na łaciatego, jeżeli nie wstawał to podszedłem do jego zadu i mocno, nie szczędząc na sile i nawet nie starając się aby wyglądało jakbym się starał być delikatny, wżarłem mu się solidnie zębami w tył. Jedno ugryzienie powinno wystarczająco go zmotywować do wstania.

_________________
KP

I am failure and perfection.
Tantzano
Tantzano
Szeregowy
Tytuły : Admin Pomocnik
https://www.wattpad.com/user/camparix

Zwykła Łąka - Page 2 Empty Re: Zwykła Łąka

on Sro Cze 27, 2018 5:19 pm
Podczas, gdy Kary leżał sobie w najlepsze i najwyraźniej rozmyślał, co ze mną zrobić zaczęło ze mnie uciekać wcześniej nabrane powietrze. Cicho jęknąłem, gdy poczułem, że powoli nie mam czym oddychać. Mój oddech stał się płytki i urywany. Zacząłem odczuwać bardzo nieprzyjemny brak tlenu. Zacząłem oddychać przez usta. Dalej Grubasie! Złaź już! Zacząłem mieszać tylnymi nogami na tyle, na ile pozwalał mi na to siedzący na mnie ogier. Po chwili dołączyłem do nich przednią lewą. Poczułem na swojej skórze oddech cięższego osobnika, a potem leżący na mnie zaczął odpowiadać na wcześniej zadane przeze mnie pytanie.
- No chyba nie - mruknąłem na tyle niewyraźnie, by ten nie zrozumiał o czym mówiłem. Zadrżałem. Nie było to jednak obawą strachu, a tym bardziej tego, że jest mi zimno. Co wy? Zimno w takim miejscu? No cóż mniejsza o to. Zauważyłem, że Kary nie krzyczał. Piękniś dba o swój głosik... Cofnął głowę. Na jego kolejne słowa uśmiechnąłem się tylko z pogardą. Może i byłem na przegranej pozycji, ale przynajmniej mi nie odbiło. może na moim pysku widniał jedynie uśmiech, jednakże w duchu zwijałem się ze śmiechu. Nie dość, że boi się o swój głos, to jeszcze zachowuje się jak klacz. Kabaret! Gdy już myślałem, że się uduszę poczułem, że Kary się ze mnie podnosi. Wziąłem głęboki oddech. Noż w końcu! Drugi otrzepał się, zmiatając z siebie cały kurz na mnie. Na zakończenie zamachnął się ogonem. Znów oberwałem. Syknąłem cicho z bólu. Leżałem. Próbowałem łapać jak najwięcej powietrza w swoje płuca. Cóż... Jeśli Duży w ogóle się na coś przydał, to wróciło mi czucie w nodze i mogłem nią już normalnie funkcjonować. Usłyszałem rozkaz. Nie wykonałem go. Usłyszałem, jak tamten przemieszcza się w stronę mojego zadu. Chwilę później poczułem, jak wgryza mi się z całej siły w zad. No to żeś się doigrał!Bez przedłużania wstałem i bez ostrzeżenia wierzgnąłem. Przeszywający ból przeszedł przez zranioną nogę, jednakże nie zwracałem na niego uwagi. Już się przyzwyczaiłem. Miałem wrażenie, że w coś trafiłem, ale czy było one zgodne z prawdą?

_________________
Sasageyo Sasageyo
Shinzou wo Sasageyo!
Subete no gisei wa ima kono toki no tame ni
Sasageyo Sasageyo
Shinzou wo Sasageyo!
Susumu beki mirai wo sono te de kizuke



Juet
Juet
Uczeń
Tytuły : Admin Negocjator

Zwykła Łąka - Page 2 Empty Re: Zwykła Łąka

on Sro Cze 27, 2018 6:07 pm
W sumie, w sumie to będę mówił, jak chcę. Mogę go nazywać kochanie, cudowny, cukiereczku. Jakkolwiek! Bo to ja, a to, jak się zachowuję i wyrażam to moja sprawa. Nie podoba się to dobrze, twój problem. Podbudowywałem swoją teorię w myślach zirytowany, że zaczynam się tłumaczyć sam przed sobą.
Wstałem elegancko wytrzepując się na poduszkę moją. Jakoś się tym nie przejąłem, w końcu on też zaraz wstanie i się sam oporządzi.
Nie wstawał? Nieco mnie to zdziwiło, lecz nie dałem po sobie poznać, od razu przeszedłem do etapu fizycznego motywowania do bycia posłusznym.
Ugryzienie poskutkowało, aż za dobrze.
Łaciaty sprawnie wstał, a ja przez to, iż to tej pory był potulny straciłem nieco czujność. Nim zdołałem unieść łeb wyżej ogier wystrzelił, chyba na oślep, zadnimi do tyłu. Błyskawicznie, odruchowo zamknąłem oczy, zaokrągliłem szyję chcąc się odsunąć.
Twarde kopyto bez żadnego problemu dosięgnęło mojego czoła rozcinając skórę między oczyma. Z pionowej, nieco zaokrąglonej, kilkucentymetrowej rany zaczęła powoli wyciekać krew, nie wiele widocznie rana głęboka nie była.
Skrzywiłem się, w głowie na chwilę mi pociemniało.
Zapobiegawczo, ślepy przez ułamek sekundy, zadębowałem nisko, mocno machnąłem przednimi nogami. Nie liczyłem, że trafię w cokolwiek, chodziło o odstraszenie przeciwnika.
Wizja równie szybko co zniknęła pojawiła się z powrotem.
Stałem spięty, uszy wtulone w grzywę, nozdrza rozszerzone a wściekły wzrok wbity w agresora.
-Przesadziłeś Kundlu.-wycedziłem przez zęby.
Łeb mnie bolał, ale skoro przeżyłem wypalanie znaku gorącym piętnem na żywca, to ból po zwykłym kopniaku jest dla mnie niczym.
Rzuciłem się na łaciatego z zębami. Celowałem w szyję od dołu, jeśli ten się jakoś bronił to kierowałem się wtedy w przedramię prawej przedniej. Tak, jak poprzednio nie szczędziłem na sile.
Jeśli udało mi się go jakoś złapać, nie ważne za jaką część ciała szarpnąłem go mocno w moją stronę zarzucając przy tym potężnymi przodami aby uderzyć mniejszego w bok.

_________________
KP

I am failure and perfection.
Tantzano
Tantzano
Szeregowy
Tytuły : Admin Pomocnik
https://www.wattpad.com/user/camparix

Zwykła Łąka - Page 2 Empty Re: Zwykła Łąka

on Sro Cze 27, 2018 7:40 pm
Fakt. Trafiłem w coś. Upewnił mnie o tym... głuchy odgłos? Spojrzałem na niego i przez ułamek sekundy miałem możliwość zauważenia ściekającej z jego czoła krwi. Przynajmniej wiedziałem już, dlaczego odgłos wydawał mi się taki pusty. Prawdopodobnie dlatego, że niezwracanie uwagi na atakowanego przez siebie konia świadczyło o zerowym ilorazie inteligencji. Patrzyłem, jak Kary zapobiegawczo staje dęba. Cóż... Niewiele to dało, gdyż zdążyłem się już odsunąć na bezpieczną odległość. Widziałem, jak pod kruczą sierścią spinają się wszystkie mięśnie. Uszy Karego były ciasno przytulone do potylicy. Oczy wpatrywały się we mnie z wściekłością. Kundlu?
- "Kundlu"? Czyli teraz już nie "kochaniutki"? - zapytałem z sarkazmem.
Zauważyłem, że przygotowuje się, by się na mnie rzucić. Celował w dół szyi. Stanąłem dęba. Niestety, gdy tylko opadłem na nogi poczułem, jak "coś" wgryza się w moje prawe przedramię. Korzystając z okazji, że Drugi nie interesuje się moim zadem, strzeliłem barana. Po takim wybiciu, powinien puścić. Jednak czy to zrobił? Musiałem się przekonać. Mniejsza o to.


//Sorki, że tak krótko

_________________
Sasageyo Sasageyo
Shinzou wo Sasageyo!
Subete no gisei wa ima kono toki no tame ni
Sasageyo Sasageyo
Shinzou wo Sasageyo!
Susumu beki mirai wo sono te de kizuke



Juet
Juet
Uczeń
Tytuły : Admin Negocjator

Zwykła Łąka - Page 2 Empty Re: Zwykła Łąka

on Sro Cze 27, 2018 10:14 pm
To się nie nazywa zerowy iloraz inteligencji tylko przyzwyczajenie lub rutyna. Praktycznie zawsze kiedy ktoś mnie widzi niezwłocznie się poddaje. Głupi myślałem, że to będzie taka sama sytuacja, jednak myliłem się. Mój błąd, przyznaję.
Normalnie z trudem powstrzymywałbym się od ucieczki przed dębującym znienacka ogierem, lecz zbyt wiele razy spotykałem takie zachowanie aby choćby spróbować odskoczyć. Mimo wszystko zahamowałem nieco i wiedząc, że szyi nie dosięgnę, pokusiłem się na nogę.
Złapałem mocno i nie puszczałem, co prawda mocno mną zachwiało gdy łaciaty uderzył mnie niczym kozioł, ale ja byłem od niego cięższy. Wbiłem się kłami jeszcze mocniej, oczywiście uważając aby przez przypadek nie odgryźć mu kawałka mięsa. To by było już zbyt mocne, lecz jestem pewien, że nawet jeśli bym to zrobił to ogier dalej by walczył i się opierał.
Jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie.
On mnie "baranem" trącił to ja go też popieszczę.
Zebrałem się w sobie, szarpnąłem Małego za kończynę po czym szybko ją puściłem i płynnie powtórzyłem akrobację, którą przed chwilą zaprezentowała mi moja ofiara.
Mój łeb zderzył się z jego ciałem prawdopodobnie zostawiając na jego sierści niewielkie plamy z mojej krwi.
Mój plan był dobry gdyby nie mroczki przed oczyma.
Małe czarne robaczki przysłaniały mi otoczenie.
-Przestań się opierać.-poprosiłem ładnie rozkazując.
Mimo, że nie wiedziałem po co chcę zatrzymać ogiera i zawlec go gdzieś daleko to wiedziałem jedno, on jest mój. Ugryzłem go=Kupiłem go. Jest mój!! Tylko on chyba jeszcze tego tak nie pojmuje.
Ponowiłem atak tym razem celując w kark i usiłując ponownie powalić go na glebę.
Jeżeli on w obronie stanął na tylnych to ja zrobiłem to samo i zacząłem wtedy walkę w powietrzu na przednie nogi.

_________________
KP

I am failure and perfection.
Tantzano
Tantzano
Szeregowy
Tytuły : Admin Pomocnik
https://www.wattpad.com/user/camparix

Zwykła Łąka - Page 2 Empty Re: Zwykła Łąka

on Sob Lip 07, 2018 8:01 pm
Gdy wybiłem się z czterech kopyt, poczułem, że momentalnie lecę w dół. Cóż, nic dziwnego, jeśli Kary cały czas trzymał mnie za nogę. Ogier ściągnął mnie natychmiastowo na ziemię.Poleciałem w dół. Miałem bardzo, ale to bardzo bolesny upadek. Chcąc chronić kark, zwinąłem się na tyle, na ile mogłem i przekoziołkowałem do przodu. Trafiłem potylicą w kamień. Splunąłem krwią.
- Oż ty ... *tu wstaw sobie pasujące, a za razem niecenzuralne przekleństwo* - warknąłem przez zaciśnięte zęby. Kary w końcu puścił moją nogę, na której zauważyłem wyraźne ślady zębów. I jeszcze jeden pretekst, by spotkać się z medykiem. Prędko wstałem i odskoczyłem, przez co uniknąłem zderzenia jego z moim brzuchem. Plan byłby idealny, gdyby nie zranione kopyto. Z całej siły wylądowałem na prawej, przedniej nodze. Ugięła się ona pode mną. Runąłem na ziemię. Wszelkie emocje ły nade mną górę. W jednym momencie poczułem strach, ból, szczęście, złość, smutek, stres, motywację i rozluźnienie. Moje źrenice rozszerzyły się. Przestałem cokolwiek słyszeć, widzieć, bądź czuć. Czy to już koniec? Czy ja... umarłem? Nie wiedziałem jednak wtedy, że po prostu zemdlałem.

_________________
Sasageyo Sasageyo
Shinzou wo Sasageyo!
Subete no gisei wa ima kono toki no tame ni
Sasageyo Sasageyo
Shinzou wo Sasageyo!
Susumu beki mirai wo sono te de kizuke



Juet
Juet
Uczeń
Tytuły : Admin Negocjator

Zwykła Łąka - Page 2 Empty Re: Zwykła Łąka

on Sob Lip 07, 2018 10:57 pm
//Mam nadzieję, że dobrze odczytałam to, gdzie masz rany, miłej lektury.

Walka nie całkowicie szła tak, jak ją zaplanowałem. Ofiara bowiem była dość zwinna i silna, w końcu nie walczę z klaczą, a z ogierem z krwi i kości.
Łeb mój nie natrafił na ciało łaciatego. Trochę mnie to w duszy zasmuciło, bo chciałem mu przybić krwistą pieczątkę. Marzenia małego źrebaka legły w gruzach przez ciebie! Zadowolony? Dlaczego uciekasz?
Jeszcze kilka sekund się szarpaliśmy, lecz w pewnym momencie walki ogier upadł na ziemię. Doskoczyłem do niego, jednak już gdy to robiłem zauważyłem, że coś jest nie tak. Wyhamowałem tuż przed nim. Minęła sekunda, dwie, trzy. Przyglądałem mu się. Może to jakaś zasadzka, podpucha? Skrzywiłem się kiedy zobaczyłem ilość krwi, jaka opuściła ciało mojej ofiary. Super. Pomyślałem.
No nic, innym razem. Przewróciłem oczyma, obróciłem się tyłem do leżącego i ruszyłem powoli w stronę najbliższego drzewa. Po takiej walce trzeba zregenerować siły. Niby potyczka nie była wymagająca, ale smak tych liści coś w sobie miał, że przyciągał mnie.
Już zacząłem wchodzić między wysokie źdźbła słomo-trawy kiedy jedna, głupia, zbłąkana myśl odwiedziła mój umysł. Równie szybko, co się pojawiła to zniknęła, jednak była na tyle dziwna, że aż się zatrzymałem. Zmrużyłem oczy patrząc przed siebie, na akację, która krzyczała: Chodź do mnie! Skosztuj mych liści!! Czekam!
-Ehhhh-westchnąłem cicho, zrezygnowany.
Odwróciłem łeb i spojrzałem na leżące kilka kroków ode mnie ciało.
Zamknąłem oczy i pokręciłem łbem robiąc przy tym niechętnie obrót o 180°.
-Same problemy...-zacząłem lecz nie dokończyłem z powodu załamania się nad tym co właśnie robię.
Powolnym kłusem podbiegłem do łaciatego. Dalej oddychał. Zabić kogoś podczas walki to jedno, a zostawić bezbronnego i w dodatku rannego, to drugie.
Niby wybrałem ścieżkę medyka, lecz nawet nie zacząłem się uczyć, ba nawet nie zacząłem się przygotowywać do tego by się szkolić na szamana. Podstawowe informacje mam, bo każdy coś tam w życiu słyszał o opatrywaniu ran. Sporo nauczyłem się od mojego Pana, który ranił mnie a następnie na moim ciele demonstrował różne techniki udzielenia pomocy. Tyle, że mój Pan ma zawsze wszelki potrzebny ekwipunek przy sobie.
Ja natomiast nie mam nic oprócz kawałka bandaża obwiązanego wokół części mojego ogona. Żałowałem, że nawet liny nie mam żeby udusić krwawiącego i ukrócić jego cierpienia.
Machnąłem porządnie ogonem, wierzgnąłem kilka razy, w końcu bandaż się poluzował i spadł. Cóż, mój opiekun jeszcze się uczy wiązać ogony w poprawny sposób. Złapałem materiał w zęby, a ten od razu się elegancko rozwinął.
Dobra, dostosuję się. Poprawiłem nieco ułożenie łaciatego, teraz leżał wzorcowo, na boku. Podszedłem do głowy ogiera i przyjrzałem się ranie. Do dzieła Przyszły Medyku, gorzej być już nie może, najwyżej szybciej umrze przez moje działania. Przez obecną wszędzie krew moje kopyto, które przytrzymywało opatrunek gdy go wiązałem, nieco się ślizgało. Koniec końców udało mi się jako tako opatrzyć pierwszego pacjenta. Biała tkanina obwiązana była dookoła szyi rannego. Przylegała ciasno do potylicy, z której krwawienie już ustępowało. Widać skaleczenie nie było aż tak duże. Może tarant nawet nie wiedział o nim.
Delikatnie położyłem się ściśle przy wrogu. Oczywiście w innej pozycji, ja położyłem się na brzuchu, z kłębem i grzbietem skierowanym do nieba. Przednie nogi wyciągnąłem luźno przed siebie, wzdłuż jego leżącej szyi.
Popatrzyłem na zraniony łeb. Teraz delikatny nie będę. Złapałem go zębami za grzywę i wciągnąłem sobie jego głowę na swoje przednie kończyny, tak by czerep był wyżej niż reszta jego ciała.
Zauważyłem wcześniej, iż zakrwawiona jest również jedna z pęcin towarzysza. Leżąc teraz, w pseudoobjęciach z moją własnością na nogach, mogłem się tamtej ranie przyjrzeć. Szybko stwierdziłem, że to jednak nie jest moja liga, ja się nie znam. Potrzeba tu kogoś z lekarskim doświadczeniem.
Westchnąłem.
-Oby żaden drapieżnik nas nie znalazł.-zażyczyłem sobie, prosząc bogów o łaskę.
Szczęście, że południe minęło już jakiś czas temu, teraz tylko wytrzymać do wieczora. Przeleciałem wzrokiem po przeciwniku. Zaśmiałem się krótko. Teraz ja robię mu za poduszkę. Powróciłem wzrokiem do opatrunku. Krwawienie widocznie zmalało, ale nie ustało. Parsknąłem zniesmaczony. Ułożyłem swoją głowę na głowie łaciatego, tak aby docisnąć jeszcze bardziej nasiąkający krwią bandaż do potylicy i zatamować upływ juchy. Czułem, jak ganasze i sanki robią się lekko wilgotne. Mam nadzieję, że dam radę się potem domyć.
W sumie teraz nie zostaje mi nic innego jak czekać. A potem co? No właśnie, nie wiem.
Tantzano
Tantzano
Szeregowy
Tytuły : Admin Pomocnik
https://www.wattpad.com/user/camparix

Zwykła Łąka - Page 2 Empty Re: Zwykła Łąka

on Sob Lip 14, 2018 9:10 pm
Cóż... Może i Kary chciał po prostu zapieczętować moją przegraną. Nie moja wina! Nie wiedziałem o tym. I odpowiadając na jego pytanie, które zostało zadane mi telepatycznie, to tak. Byłem szczęśliwy, że rozwiałem marzenia "małego źrebaka". Nie miałem zamiaru się poddawać. Jednak, jak mogliśmy to przeczytać w moim poprzednim poście, zemdlałem. Nie wiedziałem co się wokoło dzieje. Słyszałem co prawda różne dźwięki, lecz nie mogłem się ruszyć, czy nic powiedzieć. Później odleciałem całkowicie. Śniły mi się Wiecznie Zielone Łąki i ja galopujący po nich. Lecz później w mojej wizji, nie wiadomo skąd, pojawił się Kary. w sumie... jeśli już nie żyję... Tak... on ciągle myśli, że zginął Muszę przyznać, że jest całkiem przystojny. Szkoda, że nie mieliśmy trochę więcej czasu dla siebie... Może wtedy udałoby się nam to wyjaśnić... I właśnie w tym momencie z rozmyślań wyrwał mnie głos mego towarzysza.
- Mhm... - mruknąłem cicho w odpowiedzi na jego błagania. Wydając ten gardłowy dźwięk poczułem, że:
- Po pierwsze, leżę jakoś inaczej
- Po drugie, coś delikatnie uciska mi potylicę
- I po trzecie, ktoś delikatnie się o mnie oparł.
Otworzyłem delikatnie oczy. Zastanawiałem się, czy jest noc. Najwyraźniej się nieco myliłem. Był wieczór. Otworzyłem je szerzej... I od razu zamrugałem ze zdziwienia. Karosz położył sobie mój łeb na nogach, a on sam położył swój łeb na mojej potylicy (?) i bynajmniej nie wyglądał, jakby chciał mnie udusić.
- Dyakuyu Kary - szepnąłem widząc, jak jego sanki i ganasze powolnie wilgotnieją z powodu mojej juchy. Parsknąłem cicho. Czy to naprawdę ten sam koń, którego spotkałem mniej więcej dwie- trzy godziny temu?

_________________
Sasageyo Sasageyo
Shinzou wo Sasageyo!
Subete no gisei wa ima kono toki no tame ni
Sasageyo Sasageyo
Shinzou wo Sasageyo!
Susumu beki mirai wo sono te de kizuke



Juet
Juet
Uczeń
Tytuły : Admin Negocjator

Zwykła Łąka - Page 2 Empty Re: Zwykła Łąka

on Sob Lip 14, 2018 10:35 pm
Mruknął coś, to chyba było westchnięcie, pewnie przez sen, nieświadome. Zignorowałem to, bo i po co się przejmować? Ponieważ jego łeb był pod moim (tak opierałem się mniej więcej tam, gdzie jego potylica była), nie zauważyłem, jak młody otwiera oczy. Pomijam już fakt, że mało mnie to obchodziło, bardziej zainteresowany byłem lataniem wzrokiem po otoczeniu i pilnowaniu nas, znaczy mnie, bo gdyby co, to ja daję w długą a ranny służy jako pokarm dla lwa i opóźnia jego atak na mnie. Priorytety.
Autentycznie się zdziwiłem tym co on powiedział. Uniosłem łeb i popatrzyłem na leżącego oceniająco. Jego akcent i wymowa brzmiały bliskowschodnio. Ale co ja się dziwię, nie miałem okazji z nim długo pogadać to i się zaskakuję, że nic o nim nie wiem.
Wydawało mi się również, że się przesłyszałem. On mi dziękował? Jakby nie patrzeć to ja doprowadziłem go do tego stanu. No nie moja sprawa, może lubi takie rzeczy. Pomyślałem.
-Żyjesz? To się zbieraj.-rzekłem luźno i sprawnie wyślizgnąłem nogi spod jego głowy, dynamicznie, lecz w miarę delikatnie. Wstałem, odsunąłem się od niego o krok i kilkoma spięciami mięśni w odpowiednich miejscach ciała prowizorycznie otrzepałem się.-Idziemy.-rozkazałem sucho.
Już wieczór, a ja nie mam ochoty spędzać nocy na prawie że otwartej przestrzeni z zerową widocznością. Rozejrzałem się dookoła, unosząc wysoko łeb. Co jak co, teraz nie miałem nawet cienia obawy, iż łaciaty się na mnie rzuci. A może ma coś w zanadrzu? Czekałem cierpliwie aż ten się podniesie. Wbiłem w niego wzrok i jeśli zdecydował się mnie posłuchać to obserwowałem jego wysiłki.
Jeśli nie chciał pójść w moje ślady i podnieść się z ziemi, to dla zachęty szczypnąłem go zębiskami w zad, uprzednio stawiając swoją nogę w taki sposób, że gdyby rannemu przyszło do głowy mnie kopnąć to zamiast w łeb trafi w kończynę.

_________________
KP

I am failure and perfection.
Tantzano
Tantzano
Szeregowy
Tytuły : Admin Pomocnik
https://www.wattpad.com/user/camparix

Zwykła Łąka - Page 2 Empty Re: Zwykła Łąka

on Pon Lip 16, 2018 11:24 pm
Może i właśnie on doprowadził mnie do tego, ale z drugiej strony, gdyby nie on, to pewnie wyzionął bym już ducha. Znów usłyszałem jego głos. Tak, żyję Pomyślałem, jednak głos nie wyszedł z mojego gardła. Ugrzązł w nim. Już miałem zamknąć z powrotem powieki, gdy nagle poczułem, jak Kary wyjmuje nogi spod mojej głowy. Podniosłem ją, by uniknąć zderzenia z twardą ziemią. Spróbowałem wstać, od razu stając na trzech nogach. Pierwsza próba okazała się niewypałem. Druga też. Za trzecim razem udało się. Stałem, co prawda niepewnie, ale jednak, na trzech nogach. Zaczynało się ściemniać. Miałem tylko nadzieję, że Kary wie co robi. Nie miałem najmniejszej ochoty zginąć poprzez zagryzienie przez dzikie zwierzęta. Mimo obaw towarzysza nie zacząłem go atakować. Miałem trzy powody.
1. Nie chciałem marnować sił i martwić się o jeszcze większą kontuzję,
2. Nie zamierzałem marnować czasu na niepotrzebną walkę,
3. Jakby na to nie patrzeć uratował mnie.

_________________
Sasageyo Sasageyo
Shinzou wo Sasageyo!
Subete no gisei wa ima kono toki no tame ni
Sasageyo Sasageyo
Shinzou wo Sasageyo!
Susumu beki mirai wo sono te de kizuke



Juet
Juet
Uczeń
Tytuły : Admin Negocjator

Zwykła Łąka - Page 2 Empty Re: Zwykła Łąka

on Wto Lip 17, 2018 1:33 am
Zabawnie było patrzeć, jak mały, tymczasowy inwalida walczy z bólem aby wykonać moje polecenie. Nie dziwne więc dlaczego na moim pysku zagościł krzywy uśmiech złośliwości.
Kątem oka spojrzałem na ranną nogę ogiera, zmrużyłem oczy na ułamek sekundy. W takim stanie nie mam zamiaru zabierać go w moje ulubione miejsce, krew może przyciągnąć drapieżniki, a ja nie mam ochoty się z nimi użerać.
Zachęcając łaciatego do rozpoczęcia wędrówki hasłem: ,,Idziemy", sam ruszyłem w mi znanym kierunku.
Sądząc po braku buntu z jego strony, byłem pewien, że ruszy za mną, w końcu byłem tak naprawdę jego jedyną nadzieją na przeżycie, jedyną ochroną przed zamieszkującymi sawannę stworami.
Szedłem tak zostawiając rannego nieco w tyle, może ze dwa metry za mną.
Skoro już go złapałem, mógłbym go trochę pomęczyć, jest uległy, na pewno podzieli się ze mną informacjami na temat swojego stada. Rozmyślałem, jak by tu wykorzystać okazję.
-Szybciej.-powiedziałem ostro, nie bacząc na stan ofiary. Skoro sam wstał i idzie to znaczy, że może się poruszać szybciej, niż teraz. Czy on specjalnie tak wolno stawia te kopyta? Przewróciłem oczyma. Zaczyna mi to wchodzić w nawyk. Mimo tempa, cieszyłem się, że nie muszę mojego więźnia nieść na grzbiecie. Pomyślałem, po czym szybko i mocno uderzyłem nogą w ziemię, aby nie zapeszyć.
Szelest wysokiej trawy utrudniał nasłuchiwanie i zwracał na nas uwagę. Trudno, duży jestem, poradzę sobie. Zaczynam gadać do siebie, czy to normalne? Chyba nie. Ćśś, przestań, no żesz...Ehh.

_________________
KP

I am failure and perfection.
Tantzano
Tantzano
Szeregowy
Tytuły : Admin Pomocnik
https://www.wattpad.com/user/camparix

Zwykła Łąka - Page 2 Empty Re: Zwykła Łąka

on Sob Lip 21, 2018 6:39 pm
Warknąłem cicho patrząc na złośliwy uśmieszek Karego. Gdy tylko ten wydał komendę jasno sugerującą wymarsz zacząłem iść za nim jak najszybciej mogę. Mimo wszystko zostawałem około dwa metry za nim. Tak naprawdę tylko dzięki niemu mogłem dalej żyć. Mimo tego, że jak na osobę ranną szedłem dość przyzwoitym tempem Dużemu to nie wystarczało. Gdy wydał kolejną komendę miałem nadzieję, że się przesłyszałem. Jednak nie. Szybciej w jego mniemaniu naprawdę znaczyło szybciej. A więc zacząłem iść, jak na moje możliwości, niewyobrażalnie szybko. Potknąłem się, jednak mimo tego nie wytraciłem pędu. Miałem chociaż nadzieję, że drugi cieszy się, że nie musi mnie nosić na własnym grzbiecie. Zawsze było to dla niego jakieś ułatwienie. Nieco obawiałem się o na... Nie! W tym momencie zaprzestanę. Ze względu na szelest traw obawiałem się, że ktoś, lub coś, nas wytropi. Cóż to był JEGO pomysł, by mnie fatygować.

_________________
Sasageyo Sasageyo
Shinzou wo Sasageyo!
Subete no gisei wa ima kono toki no tame ni
Sasageyo Sasageyo
Shinzou wo Sasageyo!
Susumu beki mirai wo sono te de kizuke



Sponsored content

Zwykła Łąka - Page 2 Empty Re: Zwykła Łąka

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach