Karsin

Go down
Luizjana
Luizjana
Władca

Różnorodny Las  - Page 4 Empty Re: Różnorodny Las

on Wto Sty 01, 2019 11:23 pm
Nie zdążyła uciec. Kary przygniótł ją do drzewa i już była przegrana.
Pokazała mu zęby i spiorunowała wzrokiem. Nie była zadowolona. Z czego by miała być zadowolona.
Na jego słowa tylko posłała mu spojrzenie z politowaniem nie mając raczej zamiaru inaczej odpowiadać.
Wierciła się jak mogła. Chciała mu to utrudnić. Może w końcu by się zniechęcił.
Znowu trzy liny jednak wsunęły jej się na szyje. Prychnęła zirytowana, ale zaraz potem liny mocniej zacisnęły jej się na karku. Nie miała zamiaru się uspokajać. Szarpnęła się jeszcze mocniej niż wcześniej czując ucisk na szyi. Nie było to przyjemne, ale jedynie czym mogłaby tego zapobiec to posłuszność więc uspokoiła się po kilku minutach szarpaniny.

_________________
Różnorodny Las  - Page 4 Ead3e1c9694a7db69c284844b5379a82
Juet
Juet
Zielarz
Tytuły : Admin Negocjator

Różnorodny Las  - Page 4 Empty Re: Różnorodny Las

on Wto Sty 01, 2019 11:46 pm
Ja się nie zniechęcam, nie kiedy widzę, że meta już blisko. Nie wiem do czego użyję klaczy. Może się nią zajmę jak ogier, może ją komuś oddam, może zwyczajnie zamknę w lochach, bo mogę. Zobaczymy. 
Przycisnąłem ją do drzew i zarzuciłem liny na szyję. Szarpała się okropnie i długo. Ile ona ma siły? Niezła sztuka. Wzdychałem w myślach. Niby fajnie, jednak nie byłem na to gotowy. 
Kara zaczęła się uspokajać, jednak dalej wydawała się spięta i gotowa do walki, a może mi się tylko zdawało? Tak czy inaczej na linach nie zaciągnę jej do lochów, no nie ma bata. Uszarpię się, zmęczę a możliwe, że mi się nie uda bo w między czasie ona się zerwie. 
Dobra, skoro ma już liny na szyi to zróbmy z nich użytek. Zaparłem się i jeszcze mocniej oparłem przodem o klacz, pociągnąłem łbem za sznury zaciskając pętle wokół jej gardła jeszcze bardziej. Ile trzeba trzymać aby ktoś zemdlał? Zastanawiałem się i nie zwracałem uwagi na nic innego, miałem proste zadanie. Dociskać klacz aby nie uciekła i podduszając doprowadzić do utraty przytomności. 
Dzięki temu załatwię nam oboju szybką i bezproblemową podróż do zamku Krwawych.
Zabawnie, co ja mam z tym duszeniem. Ostatnio nawet robiłem to pewnemu ogierowi. Przeznaczenie.

_________________
I am failure and perfection.
Luizjana
Luizjana
Władca

Różnorodny Las  - Page 4 Empty Re: Różnorodny Las

on Sro Sty 02, 2019 9:58 am
Przycisnął ją do drzewa i jedyne co mogła robić to stać. Jednak czując dyskomfort z powodu zaciskających się na szyi lin zarżała z poirytowaniem i wyciągnęła szybko głowę w kierunku lin by następnie je złapać i nie doprowadzić do tego by czasami ją udusił, bo sama nie wiedziała co myśleć o zaistniałej sytuacji. Jednak po krótkiej szarpaninie klacz była na tyle zmęczona, by odpuścić.
W tejże właśnie chwili opadła bezsilnie na ziemie.


//Od razu napisze, że Z/T bo później niby co bym miała pisać jeżeli by ją wziął.

_________________
Różnorodny Las  - Page 4 Ead3e1c9694a7db69c284844b5379a82
Juet
Juet
Zielarz
Tytuły : Admin Negocjator

Różnorodny Las  - Page 4 Empty Re: Różnorodny Las

on Sro Sty 02, 2019 3:12 pm
//Czaję bazę. Wyślę linkacza na PW

Czułem jak klacz mi flaczeje i opada na ziemię. Potrzymałem liny jeszcze kilka sekund, tak dla pewności po czym szybko je rozluźniłem. Chodziło mi o porwanie klaczy a nie zabicie. 
-Ufffff, co za kobyła.-westchnąłem zwieszając łeb. Oddychałem głęboko. Wymęczyła mnie bardziej niż nie jeden ogier. 
-Dobra nie ma co się ociągać.-powiedziałem do siebie od niechcenia. Nie wiedziałem ile dokładnie czasu klacz będzie nieprzytomna, więc zabrałem się do roboty. 
Związałem jej linami pysk aby nie mogła gryźć, przednie nogi spętałem razem w pęcinach i nadgarstkach, a zadnie w stawach skokowych. Popatrzyłem na nią, chyba nigdy jej nie spotkałem. O Bogowie, znowu trzeba będzie się przedstawiać. Jęknąłem w myślach zrozpaczony. Zbliżyłem się do klaczy i położyłem obok niej a następnie wciągnąłem ją sobie na grzbiet i wstałem. 
Nasz zamek nie jest aż tak daleko, zanim nastanie ranek będziemy na miejscu. 

Z/T

_________________
I am failure and perfection.
Sheridan
Sheridan
Amator

Różnorodny Las  - Page 4 Empty Re: Różnorodny Las

on Pon Sty 28, 2019 12:01 pm
Sheridan z impetem wleciał do lasu, odbił się bokiem od drzewa, ocierając swój lśniący bok i nie oglądając się za siebie pognał dalej między drzewa. Rozszerzone nozdrza wciągały głęboko powietrze, badając otoczenie. A On uciekał. Od bardzo wielu dni uciekał, zatrzymując się tylko po to by coś przegryźć i napić się wody, czasami zapaść w sen, niespokojny, pełen koszmarów. Uciekał przed wspomnieniami, przed zapachem krwi, oczami zastygłymi w przerażeniu i bólu. Zawsze, gdy to do niego wracało zaczynał biec, by tamte myśli i przeżycia rozwiał wiatr. Nie rozumiał tego co się z nim dzieje - nie raz i nawet nie dwa widział krew, ba, nawet sam sprawiał, że ta krew się przelewała. Ale to zdarzenie było inne, zabili dziecko. Posoka śmierdziała jak najgorsza trucizna. Trup prześladował go co noc. Gałek ocznych wpatrzonych w ogiera, nigdy nie zapomni. Jednak to co odczuwał Sheridan to nie był strach, lecz pewne napięcie w żołądku, nie dawało mu ono spokoju, nieprzyjemnie towarzyszyło mu od tamtego pamiętnego wieczoru. Po jakimś czasie Czarny zwolnił, a po kilkudziesięciu metrach stanął w miejscu. Wyprostował łeb, uszy postawił na sztorc i rozejrzał się wreszcie na boki. Ujrzał zwykły las, gdzieniegdzie rosły ostre jeżyny, śpiewały ptaki, a raz na jakiś czas można było dostrzec wiewiórkę. Samiec odetchnął z ulgą, że jest sam i zaczął zajadać się trawą.

_________________

KARTA POSTACI
PAMIĘTNIK
POSZUKIWANIA


Wszyscy o miłości pieprzą w kółko,
ale gdzie nie spojrzę wszędzie widzę przemoc.

Różnorodny Las  - Page 4 Tumblr_o41ux2qKLZ1travyco1_500
Burseg
Burseg
Rekrut

Różnorodny Las  - Page 4 Empty Re: Różnorodny Las

on Pon Sty 28, 2019 7:26 pm
Wybrałem się na dłuższy spacer po okolicznych terenach. Ostatnio jakoś koni było mniej. Gdzie się wszyscy podziali? Nie miałem pojęcia. Bo jakoś rzadziej spotykałem członków mojego stada… ale i mnie się widywało intruzów – koni naruszających nasze tereny. Chyba… chyba nawet czułem się w pewien sposób samotny. Może nie było w tym niczego złego? W końcu trochę spokoju, odosobnienia też się przydaje. Pozwala się skupić na swoim wnętrzu, odciąć od świata doczesnego i skierować swoje myśli ku Bogu. Zaduma, zastanawianie się, co w życiu jest ważne, rozważania na temat przeszłości i przyszłości, modlitwa, skupienie się na rozmowie z Najwyższym. Tym się więc mogłem spokojnie zajmować, w trakcie długich wędrówek po pustyni. Chociaż… zapragnąłem iść i dalej. Bóg kierował moimi krokami? W to chciałem wierzyć. Więc spokojnie przemierzałem tereny jakiegoś lasu. Nie były moje, dziwnie się czułem wśród drzew a nie na pustyni, gdzie było jak wierzyłem miejsce odpowiednie dla arabów. Zachowywałem więc czujność i zawahałem się, gdy w pewnej chwili natrafiłem na ślady kopyt. Zbliżyłem do nich pysk, przypatrując im się uważnie. Ich właściciel był raczej większy ode mnie. Ale chyba nie dużo większy, jak mi się wydawało. Na ślady jakiegoś shira raczej nie wyglądały. I pachniały… nieznajomo. Kto to mógł być? Ruszyłem powoli, stępem, cicho i ostrożnie po śladach… aż w pewnej chwili dojrzałem jedzącego trawę konia. Widział mnie? Czy nie zostałem zauważony? Zacząłem się powoli do niego zbliżać… i spróbowałem narzucić na niego sznury z zaskoczenia, o ile nie uskoczył.
- Pójdziesz za mną! – oznajmiłem mu, o ile mi nie uciekł. Szarpnąłem za liny, próbując go lekko poddusić i skłonić, by ruszył za mną w stronę terenów mojego stada. Ale czy posłuchał? Teraz dopiero zacząłem dostrzegać, że był całkiem spory. Ale może zmęczony?

z/t?

_________________
Różnorodny Las  - Page 4 PowitanieKs
Burseg (PW)
Sheridan
Sheridan
Amator

Różnorodny Las  - Page 4 Empty Re: Różnorodny Las

on Wto Sty 29, 2019 6:52 pm
Sheridan wyczuł konia, ale zbyt późno zareagował na zarzucone na niego liny. Nie uskoczył, co skutkowało tym, że teraz jakieś stare, grube liny, zwisały z jego szyi. Ogier automatycznie położył uszy po sobie, cofnął się i zaparł kopytami, jakby tamten próbował go ciągnąć. I nie mylił się, siwy samiec, zaraz zaczął go podduszać, na co Sheridan obnażył zęby. Ze złością wpatrywał się w araba.
- Czeku, k*rwa chcesz? - warknął i szarpnął nagle linę, korzystając z chwili nieuwagi. Napiął także muskuły, by tamten chodź trochę się przestraszył.

//wybacz, że tak mało, ale robię jednocześnie kilka rzeczy Laughing


_________________

KARTA POSTACI
PAMIĘTNIK
POSZUKIWANIA


Wszyscy o miłości pieprzą w kółko,
ale gdzie nie spojrzę wszędzie widzę przemoc.

Różnorodny Las  - Page 4 Tumblr_o41ux2qKLZ1travyco1_500
Burseg
Burseg
Rekrut

Różnorodny Las  - Page 4 Empty Re: Różnorodny Las

on Wto Sty 29, 2019 6:59 pm
Uśmiechnąłem się złośliwie, z nieukrywaną satysfakcją, gdy sznury opadły na szyję nieznajomego ogiera. Widziałem, jak ten się wkurzył i zaczął cofać, napinając liny. No i musiałem przyznać, że nie byłem zachwycony taką sytuacją. Bo… bo nie widziałem w jego oczach strachu tylko właśnie złość. A to było w pewnym stopniu zaskakujące, podejrzane, dziwne… a nawet groźne. Nie bał się mnie? Nie obawiał się, co się może stać? I przeklinał? Poleciałem do przodu, gdy zostałem szarpnięty przez większego i przez to zapewne znacznie silniejszego ogiera ode mnie. Zawahałem się, co zrobić. Atakować go? Uciekać? No ale Bóg był ze mną! Prowadził mnie! Na pewno chciał mi pomóc! Kierował moimi krokami, czynił mnie silniejszym i na pewno skierował moje kopyta w to miejsce, bym schwytał tego bezbożnika. Próbowałem w sobie zwalczyć strach by nie puścić sznurów i nie uciec. I chyba w końcu mi się udało.
- Chcę Cię przesłuchać! Pójdziesz za mną! – zarżałem na niego, a tylko drobne zawahanie głosu mogło zdradzić, jak bardzo się go obawiałem – Ruszaj się! Idziemy! – ponowiłem polecenie, kolejny raz starając się szarpnąć za liny. Naparłem kopytami na ziemię, zaparłem się i próbowałem go siłą ciągnąć, może go w ten sposób lekko podduszając. W końcu ruszył za mną?

z/t?

_________________
Różnorodny Las  - Page 4 PowitanieKs
Burseg (PW)
Sheridan
Sheridan
Amator

Różnorodny Las  - Page 4 Empty Re: Różnorodny Las

on Wto Sty 29, 2019 7:49 pm
Koń wyprostował się, wyżej unosząc szlachetny łeb, zastanawiając się jednocześnie, co za wariat do niego startuje. Przecież od razu było czuć, że od Sheridana bija jakaś taka niepokojąca aura. Słysząc dalsze słowa obcego ogiera, uśmiechnął się drwiąco.
- Przesłuchać? Idziemy? - prychnął - Nie boisz się, że zrobisz sobie sam o mnie krzywdę?
Zapytał, patrząc na posturę tamtego. Nabrał powietrza do płuc i powolutku zbliżył się do siwego, a ciągnięte przez tamtego liny jeszcze bardziej to ułatwiły. Patrząc z góry na samca, bo 17 centymetrów mu na to pozwala, stanął bardzo, bardzo blisko, prawie napierając na niego piersią i dysząc mu prosto na grzywkę.
- Jak śmiesz próbować mnie do czegoś zmusić, nawet nie trzymając taktu i nie przedstawiając się? Przecież muszę wiedzieć, na kim mam się później zemścić lub kogo nienawidzić aż do końca moich, cholernych, dni. - powiedział złowrogo, machając przy tym ogonem na boki, jak wkurzony kocur. Jednak chciał mieć kogoś, kogo mógłby nienawidzić, bo na razie tym uczuciem darzył tylko samego siebie. Ruszył więc z wolna, nawet lekko ciągnąc swojego 'porywacza'

/z.t?

_________________

KARTA POSTACI
PAMIĘTNIK
POSZUKIWANIA


Wszyscy o miłości pieprzą w kółko,
ale gdzie nie spojrzę wszędzie widzę przemoc.

Różnorodny Las  - Page 4 Tumblr_o41ux2qKLZ1travyco1_500
Real Stone
Real Stone
Namiestnik

Różnorodny Las  - Page 4 Empty Re: Różnorodny Las

on Nie Maj 12, 2019 9:53 pm
OBRONA

Tereny niczyje zawsze wydawały mu się bezpieczne, choć na pewno mniej, niż na swoich terenach. Każdy tutaj posiadał równouprawnienie, niezależnie od stada. Gdyby Stone był słaby, mizerny, możliwe że obecność na terenach nie swoich, nieco by go przytłaczała. Lecz znał on swoje możliwości, nie zawsze mu się powodziło, czasem nawet i sam kończył zaplątany w linach, ale nie znaczy, że teraz będzie odczuwał strach przed wychyleniem się. Nie, to nie on. 
Gorący watr owiewał jego spoconą grzywę, a słońce ogrzewało jego muskularne ciało. Pomimo, że nie była to letnia temperatura, na jego skórze był już widoczny pot. Na szczęście wkroczył energicznym stępem, na tereny mocno zalesione, gdzie korony drzew ochraniały jego ciało przed natarczywymi promieniami słońca. Pozwolił sobie na chwilę żywszego kłusa, aby jego skórę otulił chłodny powiew powietrza. Jego stan był naganny. Kończyny oblepione ściółką, która unosiła się groźnie w powietrzu, gdy jego kopyto zetknęło się w powietrzu, w grzywie znajdowały się liście, a w ogonie można było znaleźć przyczepione, niewielkie patyczki i paprochy. Wyglądał niczym zwierzyna niewychodząca od kilku lat z lasu. Pozwolił sobie na krótkie odetchnięcie pod jednym z konarów drzew. Oddech ogiera był płytki, a gardło paliło go z wyczerpania niemiłosiernie. Schylił łeb, zębami poskubując trochę trawy, aby złagodzić pragnienie. Po kilku minutach postanowił ruszyć w dalszą podróż, lecz tym razem pałętał się leniwym stępem. Uszy pozostawiał cały czas na kontroli, które miały wyłapać choć najmniejszy dźwięk zwierzęcia. W nieoczekiwanym czasie słuchawki wyłapały ciche szelesty w trawie, powolne i ciche, jakby nieznajomy osobnik, szykował się na upolowanie swojej ofiary. Ogier stanął gwałtownie, a uszy postawił na sztorc, aby wyłapać kierunek dochodzącego dźwięku. Gdy słuch nakierował go w odpowiednią stronę, jego ślepia wyłapały mały kształt, nieco skulony, przemieszczający się w gęstej trawie. Czarny wilczur wyłonił się z gęstwiny, stając na przeciw Stone'ya. Obserwował go bacznie, jakby czekając na jego podkulenie ogona i szybką ucieczkę, aby wilczur mógł z łatwością zaatakować. Nieznajomy wyłonił zęby z paszczy, oblizując się i zapewne szykując zasadzkę na swojego przeciwnika. Zawarczał cicho, powoli skradając się do ogiera. Był w niebezpieczeństwie,a jego gwałtowny ruch, mógł spowodować poderwanie się wilczura. Można rzec, że był w ślepym zaułku, każda decyzja prowadziła go donikąd. Sprawa była prosta. Gdy wilczur był na tyle blisko, aby gwałtownie ruszyć w jego stronę, kary wiedział, jaki będzie jego następny plan. Wyskoczył w powietrze, zaradnie celując pazurami w jego grzbiet, ogier gwałtownie uskoczył przodami, rozwijając prędkość. Jego kroki stawały się coraz większe, a wiatr stawał się coraz bardziej nieprzyjemny. Czuł za sobą zwinne kroki towarzysza, co oznaczało, że śmiercią byłoby teraz się zatrzymać. Zwolnił jednak nieco, aby pyskiem sięgnąć po obaloną gałąź, leżącą beztrosko na ścieżce, którą się poruszał. Zatrzymał się gwałtownie, aż boleśnie poczuł to w stawach, a następnie jakby wiedząc, że przeciwnik odda kolejny skok w jego stronę, Real uniósł gałąź, jako swoją broń i z zamachem uderzył w wilczura.  Przeciwnik z impetem uderzył w korę drzewa, wydając z siebie przy tym głośny skowyt. Szybko jednak się odkleił i nabrał ponownie sił i tym razem nieco kulejąc, skierował się w jego stronę. Wpatrując się tak w ślepia czarnego, Stone bez problemu zauważył, że jego przeciwnik jest ślepy na prawe oko, co zwiększyło jego szansę na wygraną. Nakierował badyla w jego stronę, uważnie przyglądając się jego poczynaniom. Wilczur jednak nie zaatakował, a wydał z siebie gardłowe wycie, jakby wołał o pomoc. Dla ogiera nie byłoby to zdziwieniem, gdyby w tej chwili wzywał resztę swojej watahy, co nieco go zaniepokoiło. Musiał działać, zabić ślepego wilka i uciec od reszty watahy. Mogło się to wydawać zwykłym tchórzostwem, jednak bezmyślnością byłoby stawanie do walki, wraz z resztą watahy. Ruszył galopem, celując gałęzią w wilka, a następnie zamachnął się, lecz nie poczuł w pysku ciężaru powietrza, a zwykłe powietrze. Poczuł jednak mocne ugryzienie na lewej zadnie, szarpanie i warczenie. Niewiele myśląc, wypuścił badyla z pyska, zarzucając zadnimi, chcąc pozbyć się nieproszonego gościa.  Za pierwszym razem wilk choć lekko, utrzymał się, za drugim jednak razem przeleciał nad ziemią, lądując niefortunnie na grzbiecie. Ponowny skowyt, ponowne wycie, ponowne wzywanie stada. Ogier rzucił się na niego z zębami, chcąc wykorzystać okazję i pochwycić jego karczycho, chcąc zakończyć sprawę raz na zawsze. Zębami prawie dotykał jego skóry, lecz poczuł głębokie draśnięcie na chrapach, a metaliczny posmak dawał znak. Choć było to zrobione z zaskoczenia, więc ogier automatycznie uniósł łeb, aby uniknąć kolejnego ciosu. Czy to koniec? Oczywiście, że nie. Wilczur wstał, jakby się poprawił. Kary uskoczył w krzaki, po jego prawej stronie, gdzie oko było ślepe. Jego słuch jednak go nakierowywał, lecz nie sprawiało to karemu problemu. Poruszał się zacnie wraz z jego ruchami, dopóki nie był na tyle blisko, aby zakończyć sprawę. Zadębował, zanim go zauważył. Kopyta uderzyły w mocno w brzuch, krew rozprysła się na boki. Ostatnie spojrzenie na ofiarę, a następnie było już tylko słychać, tętniące kopyta o ziemie.

z/t

_________________
Juet
Juet
Zielarz
Tytuły : Admin Negocjator

Różnorodny Las  - Page 4 Empty Re: Różnorodny Las

on Pon Wrz 09, 2019 8:02 pm
Po szybkim skoczeniu do mojej siedziby i zebraniu potrzebnych rzeczy ruszyłem do Lasu. Swobodnie kłusując wyrobiłem się na czas, a właściwie to byłem przy dużym świerku przed czasem. Poprawiłem paski sakiewki przyczepionej do lewej przedniej nogi  i paski futerału do noża, przyczepionego do prawej przedniej nogi. 
Stałem dumnie wyprostowany, ale dość luźna to postaw była. Położyłem się pod drzewem i zamknąłem oczy czekając na karego towarzysza. 
Przyznam, że byłem podekscytowany wizją wspólnego zbierania ziół. Nigdy jeszcze nie zbierałem Paproci Światów, a o zażywaniu jej to już nie mówię. Zbiorę najwięcej jak się da, w domu przyrządzę i wszamię ją, albo spalę. Może nie zrobię tego sam, może nie dzisiaj, ale kiedyś to zrobię. Bo w końcu na kim niby mam testować nowe leki i receptury?
Słońce zachodziło szybko, niebo z każdą minutą było ciemniejsze. Już zaraz będzie pora zaczynać.

_________________
I am failure and perfection.
Aristo
Aristo
Pomocnik

Różnorodny Las  - Page 4 Empty Re: Różnorodny Las

on Wto Wrz 10, 2019 3:55 pm
Aristo o wyznaczonej porze przykłusował w wybrane przez Jueta miejsce. Nowy znajomy już go oczekiwał, leżąc pod dużym, rozłożystym świerkiem. Uśmiechnął się do niego. U boku dyndała mu sakwa, którą przerzucił przez grzbiet. W końcu Juet kazał mu się przygotować, a Aristo pomyślał, że fosforyzująca paproć byłaby wspaniałym prezentem dla jego ukochanej. - No to co? Komu w drogę temu czas? - zapytał czekając aż zielarz podniesie się z aksamitnego, zielonego mchu, po czym obaj zaczęli zagłębiać się w głuchą, leśną knieję, gdzie panował przyjemny chłód.
- Opowiesz mi coś o sobie? Posiadasz jakichś krewnych? - zagaił rozmowę, spoglądając ku niemu z uprzejmym zainteresowaniem. Pragnął dowiedzieć się czegoś więcej o nowo poznanym ogierze, który pełnił bardzo ważną rolę w jego stadzie.

_________________
„... Zanim Bóg ukończył wielkie dzieło stworzenia i ulepił z gliny człowieka, zwrócił się do wiatru południowego słowami: Uczynię z ciebie stworzenie, w które włożę potęgę i chwałę moich przyjaciół, a poniżenie nieprzyjaciół moich. Wiatr odpowiedział - Stwórz. Wtedy wziął Bóg garść wiatru i stworzył zeń konia.
- Ja ciebie stwarzam koniem i nazywam arabskim. Przywiązuję dobro i szczęście do kosmyka twojej grzywy nad czołem. Bogate łupy będą zdobyte na twoim grzbiecie, a moc będzie z tobą, gdziekolwiek byś się znalazł...”


Różnorodny Las  - Page 4 D70529c6257acb01


Libertà,

Quanti hai fatto piangere.

Senza te

Quanta solitudine.

Fino a che

Avrà un senso vivere

Io vivrò

Per avere te.
Juet
Juet
Zielarz
Tytuły : Admin Negocjator

Różnorodny Las  - Page 4 Empty Re: Różnorodny Las

on Wto Wrz 10, 2019 8:34 pm
Odpoczywałem czekając na karego. To będzie ładny spacer. Kwa kare konie idące nocą przez lat, otoczone neonowym fioletem. Zastanawiam się jak te paprocie w sumie rosną. Czy rośnie jeden pęczek wśród pola zwykłych paproci, a może właśnie będzie ich cały dywan? Byłem podekscytowany tym, że nie wiem czego się spodziewać. 
Usłyszałem jego kroki i otworzyłem oczy, patrzyłem jak idzie w moją stronę. Leniwymi ruchami podniosłem się z ziemi i wytrzepałem nieco. 
-Dokładnie.-odpowiedziałem na jego zdanie przywitaniowe. Wziął torbę, to dobrze, widać podchodzi do sprawy poważnie.
-W tym lesie powinno coś być, słońce jest już bardzo nisko, ale i tak nie musimy się spieszyć.-powiedziałem zapowiadając, że nie będę jakoś żwawo szedł i bardziej skupię się na podziwianiu pięknych widoków.
Nie musiałem długo czekać aż Aristo zada mi pytanie. Ciekawe czy chciał je zadać od początku, a wyprawa to tylko pretekst żeby mieć okazję do rozmowy ze mną. Hmm....nie będę tworzył teorii, bo wyjdzie że jestem egoistyczny i myślę, że wszyscy myślą o mnie. 
Odwróciłem łeb gdy on mówił, po czym znowu spojrzałem przed siebie. 
-Jedynym koniem z jakim jestem jakoś związany jest Tantzano. Inne konie to przelotne znajomości, widziało się je kilka razy, ale nic większego się z tego nie wywiązało.-powiedziałem spokojnie.-Mam jednak nadzieję, że rodzina nam się kiedyś powiększy.-zacząłem zastanawiając się jak zareaguje ogier. Nie rozmawiałem nigdy z kimś, w sumie obcym, na takie tematy.-Chciałbym mieć źrebaka. Moglibyśmy z Tantem jakiegoś przygarnąć i opiekować się nim. Byłoby cudownie.-zamyśliłem się na chwilę. Będę kiedyś musiał Tantowi o tym wspomnieć, ciekawe czy on też tak na to patrzy czy widzi naszą przyszłość bez źreba.
-A ty? Masz tutaj kogoś bliskiego?-zapytałem zerkając na karego, a następnie rozejrzałem się lekko by spróbować wyłapać wzrokiem fioletową paproć.

_________________
I am failure and perfection.
Aristo
Aristo
Pomocnik

Różnorodny Las  - Page 4 Empty Re: Różnorodny Las

on Sro Wrz 11, 2019 5:07 pm
Uniósł brwi na jego słowa. Nie sądził, aby wychowanie źrebaka przez dwóch ogierów było dobrym pomysłem. Przecież każdy mały koń potrzebował matki. Nie skomentował jednak tego, bo w gruncie rzeczy rozumiał jego pragnienia. One były całkiem naturalne. W końcu sam w przyszłości również pragnął mieć potomka, ale własnego, nie adoptowanego. 
- Ja mam tu partnerkę oraz siostrę. Siostra co prawda należy do innego stada, ale obecnie przebywa na terenie naszego i próbuję ją namówić, aby tu pozostała. Chciałbym, żeby była przy mnie, bo oboje wiele przeszliśmy i wiem, że przy mnie będzie bezpieczniejsza - wyjaśnił. - A co właściwie stało się z Twoją rodziną? Jeśli oczywiście wolno wiedzieć - sprostował nie chcąc uchodzić za wścibskiego natręta. Słońce szybko chowało się za drzewami, przeto robiło się coraz chłodniej. - Jak myślisz, uda nam się znaleźć tę paproć? Mówisz, że są one naprawdę rzadko spotykane? - spytał podekscytowany wspólną wyprawą do lasu, w którym stawało się coraz ciemniej i mroczniej, w miarę jak słońce schodziło coraz niżej, by wkrótce ustąpić miejsca księżycowi i gwiazdom.

_________________
„... Zanim Bóg ukończył wielkie dzieło stworzenia i ulepił z gliny człowieka, zwrócił się do wiatru południowego słowami: Uczynię z ciebie stworzenie, w które włożę potęgę i chwałę moich przyjaciół, a poniżenie nieprzyjaciół moich. Wiatr odpowiedział - Stwórz. Wtedy wziął Bóg garść wiatru i stworzył zeń konia.
- Ja ciebie stwarzam koniem i nazywam arabskim. Przywiązuję dobro i szczęście do kosmyka twojej grzywy nad czołem. Bogate łupy będą zdobyte na twoim grzbiecie, a moc będzie z tobą, gdziekolwiek byś się znalazł...”


Różnorodny Las  - Page 4 D70529c6257acb01


Libertà,

Quanti hai fatto piangere.

Senza te

Quanta solitudine.

Fino a che

Avrà un senso vivere

Io vivrò

Per avere te.
Juet
Juet
Zielarz
Tytuły : Admin Negocjator

Różnorodny Las  - Page 4 Empty Re: Różnorodny Las

on Pią Wrz 13, 2019 2:03 pm
Wypowiedziałem mu na głos swoje nadzieje na przyszłość, swoje plany i wątpliwości. Chyba nie zareagował na nie, przynajmniej nie w żaden wyraźny sposób. Odbiłem piłeczkę parafrazując jego pytanie. 
Nie wiem czy spodziewałem się, że kary będzie mieć rodzinę czy bardziej preferuje samotne życie, ale no nieco się zdziwiłem. Wiele koni nie ma tutaj bliskich. Przybrane źrebaki, ewentualni partnerzy tak, ale żeby znaleźć tu rodzeństwo. To rzadkość.
-Szczerze nie wiem, nie miałem jej jeszcze zanim tu trafiłem.-zacząłem przypominając sobie swoje dawne życie-Byłem młody, silny i ktoś mnie zwyczajnie kupił do pracy w lesie, potem uciekłem. Oto moja skromna historia, nic wielkiego.-powiedziałem i posłałem karemu przyjemny uśmiech.
Postanowiłem podrążyć nieco temat jego rodziny.
-Siostrę mówisz, że masz. Nie często się spotyka tutaj rodzeństwo.-przyjrzałem się karemu. Ciekawe czy są podobni do siebie.-Rodznoa, przyszywana?-zapytałem ciekaw tego jak wielkie szczęście arab miał w znalezieniu kobyły.

Szedłem i rozglądałem się nieco za paprocią, ale nie robiłem tego jakoś mocno aktywnie. Fioletowe światła same rzucą się w oczy.
-Wiesz.. tu nie chodzi o rzadkość ich występowania..-mówiłem, nieco się zawieszając, gdyż oglądałem się do tyłu, a niemówienie pozwala na lepsze skupienie wzroku i widzenie w ciemności.-Tylko o to, że trzeba ich szukać w nocy i nie wiadomo gdzie dokładnie.-wyjaśniłem mówiąc już normalnie. Rzuciłem towarzyszowi szybkie spojrzenie, po czym nagle odwróciłem łeb i spojrzałem prosto.
Ledwo widoczne, fioletowe światełko zaczęło mrygać jakieś pięćdziesiąt metrów od nas.
-Zaczyna się.-mruknąłem cicho, w sumie to można by to nazwać szeptem, ale po co.
Zatrzymałem się i patrzyłem jak przed nami rośliny się budzą. Jedna po drugiej, Paprocie Światów zaczęły oświetlać las purpurowym blaskiem. Cała łąka. Wyglądało to naprawdę pięknie. Czarne pnie drzew otoczone falującym dywanem fioletu. Westchnąłem cicho.
-Cóż, teraz aż mi żal zrywać takie cudo.-zaśmiałem się do Aristo i ruszyłem stępem do roślin.

_________________
I am failure and perfection.
Aristo
Aristo
Pomocnik

Różnorodny Las  - Page 4 Empty Re: Różnorodny Las

on Pią Wrz 13, 2019 4:22 pm
- A zatem Ty też miałeś do czynienia z ludźmi? Okropne istoty. Uważają się za panów świata i sądzą, że mogą zrobić z nami wszystko - sprzedać, zajeździć, zabić. I mówisz, że zdołałeś im uciec? Urodziłeś się w niewoli i wcześnie zostałeś rozdzielony z rodziną, dlatego jej nie pamiętasz? - zaczął go wypytywać, ponieważ jego historia bardzo go zaintrygowała. A na wspomnienie o ludziach aż się wzdrygnął, ponieważ pobyt wśród nich był najgorszym okresem w jego życiu. - Tak, mam rodzoną siostrę. Ma na imię Podkowa i jest ode mnie o rok młodsza. Prawdę mówiąc miałem dwie siostry, ale ta druga została wraz z rodzicami, podczas gdy ja i Podkowa postanowiliśmy wyruszyć w świat, aż dotarliśmy tutaj, gdzie zdecydowaliśmy się pozostać - opowiedział mu w wielkim skrócie swą historię. - My urodziliśmy się jako wolne konie, ale jakiś czas spędziłem w niewoli, gdy zostałem schwytany przez ludzi. To był najgorszy okres w moim życiu - stwierdził, gdy wtem jego uwagę przykuły fioletowe, fosforyzujące światełka, które rozbłysły w kilku miejscach, kiedy tylko zaczęło zmierzchać. - Czy to te paprocie? - zapytał zafascynowany ruszając w stronę najbliższego światełka, które rozbłysło pod wielkim, wiekowym dębem o grubym, omszałym pniu i rozłożystych konarach.

_________________
„... Zanim Bóg ukończył wielkie dzieło stworzenia i ulepił z gliny człowieka, zwrócił się do wiatru południowego słowami: Uczynię z ciebie stworzenie, w które włożę potęgę i chwałę moich przyjaciół, a poniżenie nieprzyjaciół moich. Wiatr odpowiedział - Stwórz. Wtedy wziął Bóg garść wiatru i stworzył zeń konia.
- Ja ciebie stwarzam koniem i nazywam arabskim. Przywiązuję dobro i szczęście do kosmyka twojej grzywy nad czołem. Bogate łupy będą zdobyte na twoim grzbiecie, a moc będzie z tobą, gdziekolwiek byś się znalazł...”


Różnorodny Las  - Page 4 D70529c6257acb01


Libertà,

Quanti hai fatto piangere.

Senza te

Quanta solitudine.

Fino a che

Avrà un senso vivere

Io vivrò

Per avere te.
Juet
Juet
Zielarz
Tytuły : Admin Negocjator

Różnorodny Las  - Page 4 Empty Re: Różnorodny Las

Yesterday at 9:02 pm
Wysłuchałem jego monologu o tym jacy ludzie są straszni. Niby prawda. Ale z drugiej strony wiem, że nie zawsze jest źle. Czasem mają serce na dłoni i naprawdę kochają konie i inne stworzenia. Zależy zwyczajne na kogo się trafi. Ja nie mam jakoś specjalnie złych wspomnień, pomijając to, że to wszystko było dawno temu, a mózg lubi płatać figle. Wszystko się rozmywa, zmienia, jest oszukane, aż w końcu nie wiadomo co się działo naprawdę. Można poczuć się zagubionym, bo nie wiadomo w co wierzyć i co mówić.
-Tak, dlatego.-odpowiedziałem prosto na pytanie karego. Szczerze mówiąc nie pamiętałem rodziny jeszcze zanim trafiłem na karsin. Chyba nie były to konie ważne dla mnie, takie które mój umysł uznałby za godne zapamiętania.-Miałem trochę szczęścia przy ucieczce, a i moja fizyczna siła mi pomogła. Ludzie to bardzo delikatne istoty.-dodałem lekko zamyślony.
-Podkowa..-szepnąłem.-Już gdzieś to słyszałem to imię, ale nie wiem czy spotkałem się z nią kiedykolwiek.-rzekłem przeklinając w myślach moją "idealną" pamięć, aż boję się co będzie na starość, własnego imienia przypomnieć sobie nie będę mógł.
-Nie dziwię się, że źle wspominasz ludzi.-zacząłem zerkając na araba.-Bycie w niewoli od urodzenia boli mniej niż nagła utrata wolności.-wyraziłem swoją opinię, wiedząc, że gdyby teraz mnie ktoś schwytał to byłoby to niesamowicie upierdliwe, bo już wiem jak to jest być sobie królem, stanowić o sobie i mieć świadomość, że nikt, za nic nie ma prawa mówić ci co masz robić i myśleć.

Paprocie Światów powoli, jedna po drugiej zaczęły rozświetlać las, tworząc swoisty dywanik. Oczarowany widokiem ruszyłem za Aristo.
-Tak, to one.-odpowiedziałem.-Teraz widzisz jak łatwo je znaleźć nocą.-zaśmiałem się z "zachowania" rośliny. Gdy inne mają kolce, brzydkie zapachy, są trujące, to ta paprotka aż krzyczy ,,Jestem TUTAJ!!". Odważna bestia, pewna siebie.
Gdy podeszliśmy do cudu natury schyliłem się i złapałem za dość sztywną, mięsistą łodyżkę zębami. Zacisnąłem szczęki mocno i szarpnąłem płynnie. O dziwo ładnie się zerwało. Liść był mój, trzymałem go w pysku i widziałem jak po kilku minutach jego światło przygasa lekko. Delikatnie wsadziłem go do sakiewki przyczepionej do nogi.
-Wyrywanie jednej roślinie wszystkich liści mogłoby się zakończyć śmiercią rośliny, więc lepiej będzie brać po jednym lub dwóch liściach z pęczku.-poleciłem karusowi. Ogrodnikiem nie jestem, ale no jak się drzewu utnie wszystkie konary z liśćmi to ono umiera. Zastosowałem więc taką logikę do paproci.
Spojrzałem na towarzysza, po czym ruszyłem dalej, co jakiś czas schylając się i zrywając po kilka liści z grupek paproci. Sakiewka moja nie była duża, ale swoje pomieści. Na pewno starczy mi tych roślin na długo.
-Do czego ich użyjesz?-zapytałem się Aristo z ciekawości. Machnąłem leniwie ogonem, uderzając niechcący o Paproć.

_________________
I am failure and perfection.
Sponsored content

Różnorodny Las  - Page 4 Empty Re: Różnorodny Las

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach