KARSIN

KARSIN

pbf o koniach
 
IndeksIndeks  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Niebezpieczne kamykowisko

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Kaz
Władca
avatar

Age : 18

PisanieTemat: Re: Niebezpieczne kamykowisko   Sro Sie 30, 2017 3:29 pm

Spojrzał na nią jakby na idiotkę. Nie odpowiedział jednak nic. Pozostawił swoje zdanie w tajemnicy... Wiecznej tajemnicy. -Rusz się.- W końcu warknął z nie małą obojętnością.
Widząc jak ta po kilku krokach znów się zapiera stwierdził, że nie ma co. Doskoczył do niej i jak to miał w zwyczaju zabrał jej WSZYSTKIE karminy. - Dostaniesz je jak łaskawie pójdziesz za mną.- Pociągnął liny jeszcze raz, a później zaczął iść szarpiąc się z nią co chwilę. Miał nadzieje, że dzięki temu szantażowi ta klacz w końcu się ruszy. W tym momencie Kaz był bezwzględny i nie puści jej na pewno tej próby uwolnienia się płazem.
z/t?
Powrót do góry Go down
Perełka
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Niebezpieczne kamykowisko   Sro Sie 30, 2017 3:48 pm

- Pieniądze nie są ważne. Ważniejsze jest życie - Była nieco poirytowana zachowaniem karego, więc ugryzła go, aż zaczęła lecieć mu krew. Nie zważając na jego wkurzenie kopnęła go jeszcze w brzuch. Wiedziała, że będzie na nią wściekły. Chciała wkurzyć ogiera. Po przejściu paredziesięciu metrów zaparła się mocno i szarpnęła karego za ogon. Przez chwilę szła spokojnie, a po minutce znienacka naskoczyła na ogiera od boku przeważającej go na ziemię. Stanęła dęba i wierzgnęła. Gdy ogier wstał ona kłusowała już grzecznie w stronę zamku. I o ile kary ją złapał poszła już grzecznie za nim.

Z/T
Powrót do góry Go down
Juet
Nowicjusz
avatar


PisanieTemat: Re: Niebezpieczne kamykowisko   Sob Wrz 09, 2017 1:43 am

Powoli zaczynałem się pocić, nie tylko z powodu ciężaru wozu, który byłby o wiele lżejszy gdyby ta kupa mięcha z niego zlazła, ale i z powodu panującej w tych okolicach temperatury. Jednak im bliżej wulkany tym goręcej. Napinałem mięśnie i wysilałem się umiarkowanie. Kto wie ile jeszcze do celu, nie mogę paść w połowie drogi. Swoją drogą, jak to wszystko było transportowane za nim mnie złapał?
Dawałem sobie jednak radę.
-Daleko jeszcze?-powiedziałem między sapnięciami i głośnymi oddechami.
Wyćwiczone ciało i doświadczenie niesamowicie ułatwiały pracę. Skórzane pasy, ocierające się o sierść, rozcierały na mnie pot. Machałem ogonem by się nieco ochłodzić.
Popadamy ze skrajności w skrajność. W lochach za zimno tutaj za ciepło. Ja nie wiem jak żyć...
Rzemyki, mimo iż nie szamotałem się wcale, ledwo dawały radę. Solidne pasy były śliskie od potu i resztek wody. Kolczasta obroża bez łańcucha nie była przeszkodą dopóki fryz nie przypnie do niej łańcucha. Kajdany, z nimi mogę spokojnie stawać dęba i wierzgać, poza tym mocno się poobijały o ostre kamienie, możliwe więc, iż któreś ogniwo jest ledwo żywe.
Ułóżmy plan. Szarpnę się mocno, rzemyki pękną, spróbuję wyślizgnąć się z pasów, odbiec mocno spiętym galopem, o ile się nie wywalę, sprawdzić stan łańcuchów i jeżeli będzie taka możliwość zerwać je, odgonić zbliżającego się, spanikowanego ogiera, uciec. Dalej zobaczy się. Na razie ciągnąłem dzielnie wóz przez to dziwne, pole? Nierówna powierzchnia utrudniała robotę, lecz przecież pracowałem w trudniejszych warunkach.
Powrót do góry Go down
Espilce
Morderca
avatar


PisanieTemat: Re: Niebezpieczne kamykowisko   Sob Wrz 09, 2017 10:15 pm

Uderzeniem bata zmusiłem ogiera do ruszenia stępem w stronę mojej jaskini. Przez pierwsze kilka metrów byłem wyraźnie spięty, jakbym się spodziewał jakiejś sztuczki, podstępu czy otwartego buntu. Juet na początku kilka razy wierzgnął… ale szybko zaprzestał stawiania się i zaczął grzecznie i posłusznie jechać tam, gdzie mu kazałem, tak że po chwili zacząłem się rozluźniać, czerpiąc przyjemność z tej pierwszej w moim życiu przejażdżki. Bo owszem, chyba nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się jechać wozem. My Fryzy chyba byliśmy stworzone do podróżowania w takich warunkach. W końcu takie zimnioki jak Juet były przystosowane do ciągnięcia wozów a takie piękne Fryzy jak ja, do korzystania z uroków podróżowania. Bardzo mi się to podobało, byłem wprost zachwycony. Rozglądałem się na boki, podziwiając przyrodę i zerkałem łakomie na mojego więźnia, obserwując jak pracują jego potężne mięśnie. Widząc jego zad byłem pewien, że gdy tylko dojdziemy na miejsce to chyba będę musiał się ponownie z nim zabawić.
- Nie, zaraz będziemy – odpowiedziałem mu radosnym tonem, po czym się zmiarkowałem, że chyba nie mogę być dla niego zbyt miły, jeśli mam trzymać dyscyplinę – A zresztą co Cię to obchodzi? Masz ciągnąć a nie zadawać pytania! – parsknąłem, po czym sięgnąłem po bat i zamachnąłem się, celując w jego grzbiet. Tak aby wiedział, że dyskusja nie ma sensu.
- Idź dalej kucu, dobra robota mój posłuszny niewolniku! – prychnąłem z radością, szczycąc się tym, że posiadałem takiego olbrzyma. I dla zachęty uderzyłem go ponownie batem, o ile oczywiście pierwsze uderzenie nie spotkało się ze zbyt nerwową reakcją. A jeśli był dalej spokojny… to walnąłem go jeszcze raz by go zmotywować. Takie pomaganie w pracy.
Powrót do góry Go down
Juet
Nowicjusz
avatar


PisanieTemat: Re: Niebezpieczne kamykowisko   Nie Wrz 10, 2017 5:33 pm

Uśmiech już się przygotowywał by wyjść i objawić się na moim pysku, ale druga część wypowiedzi Espilca skutecznie go zniechęciła. Takie przyjazne nastawienie świadczy jednak o tym iż kary w końcu się wyluzował, nawet aż za bardzo.
Ostre ukucie grzbietu sprowokowało mnie do szybszego kroku. Machałem zirytowany ogonem. Ja tu dla niego haruję, robię co on sobie zażyczy, a ten, mimo, że robię wszystko tak jak powinienem, mnie bije. Nawet moi poprzedni właściciele lepiej wiedzieli jak się obchodzić z końmi. Fryz mimo, że sam jest koniem, nie zna żadnych podstaw. Co za tłumok!
Nie wiedziałem czy on gra rolę w jakimś przedstawieniu i właśnie podbudowuje swoje ego prowadząc monologi o tym jaki on potężny, wiedziałem jednak, że w tym krótkim zdaniu zawarł trzy kłamstwa: "kuc", "posłuszny", "niewolnik".
Kolejne uderzenie. Położone uszy. Następne.
Skoczyłem do przodu, szarpiąc gwałtownie wóz. Najsłabszy z rzemyków puścił, jego zerwanie nie da wiele, ale to jest dobry początek. Jedno z kół wpadło w niewielki dołek, zupełnie jakby chciało mi pomóc. Zacząłem się rzucać, uszkadzając kolejne rzemyki, poszło to bardzo szybko, w końcu postarałem się obrócić tak, by stanąć przodem do pojazdu. Obwiązany pasami miałem z tym problemy, ale mocniejsze wierzgnięcie i pasy utrudniające mi wykonanie tego manewru przesuną się gładko po sierści pozwalając mi na częściową ucieczkę.
Mój plan w głowie wyglądał na łatwiejszy do wykonania, nie zamierzam jednak przestać.
Powrót do góry Go down
Espilce
Morderca
avatar


PisanieTemat: Re: Niebezpieczne kamykowisko   Nie Wrz 10, 2017 7:11 pm

Uderzyłem batem Jueta na co ten przyspieszył. Było więc widać, że rzeczywiście lanie batem pomaga w pracy – ewidentnie mu się lepiej szło, skoro to robił jakoś tak raźniej. Był zirytowany? A co mnie to obchodziło. Był tylko moim więźniem. Uderzyłem go więc ponownie batem, by mu to jego irytowanie się wybić ze łba. I kolejny, by oduczyć go również kładzenia uszów. Nagle… nagle on skoczył do przodu. Tak szybko, tak nagle, że stając w wozie straciłem lekko równowagę i prawię bym się wywalił, ale jakoś dałem radę się utrzymać. Czy ja… czy ja słyszałem dźwięk pękających rzemyków? – uświadomiłem sobie a na moim pysku pojawiła się panika, gdy wściekły ogier zaczął wierzgać. Czy miał szansę się uwolnić? Część rzemyków zerwał ale przecież pasy były mocniejsze. Tylko… tylko czy je dobrze zapiąłem? Nie miałem w tym żadnego doświadczenia, nie regulowałem dokładnie długości poszczególnych elementów tylko tak zapiąłem, jak mi się wydawało, że będzie dobrze, nadrabiając to użyciem rzemyków… tych, które chyba okazały się być za słabe.
- Ej? Co ty wyrabiasz!? Spokój! – zarżałem na niego. Ale czy krzyk wystarczy? Chyba powinienem… zareagować i w inny sposób. Dlatego też wziąłem bat i walnąłem ogiera w szyję czy w łeb, skoro stał przodem do mnie i wozu.
- Mówiłem! Spokój! Ani się waż dalej buntować! – krzyknąłem na niego, ale głos zaczął mi się łamać z przerażenia, gdy uzmysłowiłem sobie, że przecież… że przecież są realne szanse, że jakoś uda mu się z tego wszystkiego uwolnić. Chwyciłem łańcuch i zeskoczyłem z wozu, próbując podejść do ogiera, by dopiąć łańcuch do obroży, ale czy już nie było na to za późno?
Powrót do góry Go down
Juet
Nowicjusz
avatar


PisanieTemat: Re: Niebezpieczne kamykowisko   Nie Wrz 10, 2017 11:40 pm

Szarpałem się na tyle mocno, że część pasów się przesunęła i udało mi się mniej więcej obrócić przodem do ogiera. Znów te same emocje co wcześniej. Panika, strach tliły się w jego oczach. Chciałbym go kiedyś porwać, zniewolić, torturować, wykorzystywać. Pragnę go upodlić i upokorzyć najbardziej jak się tylko da. Patrzyłbym na niego, słuchał błagania o litość. Gardzę takimi jak on. Nawet gdy widzi, że przegrywa, że nie ma szans powinien znosić to godnie, bez zwątpienia okazywać swoją siłę i pewność siebie. Jakby tak patrzeć to ani on silny, ani inteligentny.
Kaganiec, który uniemożliwiał mi przechwycenie bata i strzelenie tego zwyrodnialca, ochronił mnie nieco przed uderzeniami, gęsta grzywa również odrobinę stłumiła siłę walnięcia.
Uciekałem w tył, powoli acz skutecznie wyślizgując się z objęć ciasno zapiętych pasów. Uwięziony w uprzęży zobaczyłem zbliżającego się napastnika. Nie mogę dopuścić go do szyi. Usiłowałem ustawiać się do niego zadem i niezgrabnie wierzgać, ale miałem małą możliwość ruchu.
Mocne pociągnięcie w tył i z bólem uszy i szyi udało mi się uwolnić.
On był zbyt blisko, a moje nogi zbyt obwiązane skórzanym tałatństwem. Spróbowałem się wycofać, ale czy zdążyłem się wyplątać i odskoczyć czy może kary wykorzystał chwilę?
Powrót do góry Go down
Espilce
Morderca
avatar


PisanieTemat: Re: Niebezpieczne kamykowisko   Nie Wrz 10, 2017 11:59 pm

Uderzyłem Jueta batem, mając nadzieję, że to wystarczy, aby go powstrzymać przed dalszymi próbami buntu… ale niestety nie wystarczyło. Drań w dalszym ciągu walczył, próbując się uwolnić. Dlaczego mi to robił? Zbyt słabo oberwał? Pewnie tak, bo kaganiec złagodził uderzenie. Cóż, zbyt go rozpuściłem. Za dobry dla niego byłem! Powinienem od początku go trzymać krócej, by znał swoje miejsce! Już miałem go walnąć kolejny raz batem, gdy dostrzegłem, że ten zaczyna się wyplątywać z pasków. Musiałem reagować! Puściłem bat, chwyciłem łańcuch, zeskoczyłem i zacząłem iść szybko w stronę ogiera, mając zamiar znowu go przykuć. Był blisko, jeden krok i mi się uda… ale widząc, że ten się odwraca do mnie zadem zawahałem się. A co jeśli to pułapka? Co, jeśli nagle zacznie kopać? Niby miał skute nogi i był obwiązany paskami, ale czy te wystarczą? Nie, nie mogłem być tego pewien. Marnowałem czas wahając się… aż w końcu podjąłem decyzję. Okrążę go, by doskoczyć do niego od przodu i nie narażać się na kopniaki. Genialny fortel! Zacząłem realizować swoje zamiary, gdy nagle dojrzałem, że ten się coraz mocniej uwalnia. Nie, tylko nie to! Nie miałem czasu do stracenia. Szybko doskoczyłem do niego, próbując dopaść szyi, ale czy całe wahanie z powodu wierzgania nie było zbyt wielką zwłoką i stratą czasu?
Powrót do góry Go down
Juet
Nowicjusz
avatar


PisanieTemat: Re: Niebezpieczne kamykowisko   Pon Wrz 11, 2017 7:25 pm

Bezsensowne szarpanie się wydawało się pogarszać sprawę. Plątałem się coraz bardziej. Widziałem taktyczne zagranie ogiera, tak jak myślałem spróbuje zajść mnie od przodu, korzystając z tego, że nie mogę się tam bronić. Położyłem uszy i zacząłem bić przednimi nogami.
Jednak gdy od wahał się nad realizacją swojego planu ja z każdą sekundą uwalniałem się coraz bardziej.
On szykował się do ataku. Jak żmija wyskoczył w moją stronę. Nie mogłem mu pozwolić na zbliżenie się do mnie. Odskoczyłem panicznie na bok, do mych uszu dobiegł dźwięk pękającego metalu. Zrzuciłem uprząż, która spadła mi pod nogi.
Przez pośpiech nie zauważyłem tego, więc gdy wylądowałem na ziemi prawa przednia kończyna uwięziona w pasach pociągnęła na dno drugie kopyto. Wylądowałem twardo kalecząc sobie nadgarstki o ostre kamienie. Syknąłem z bólu. Z radością jednak stwierdziłem, że łańcuch, który fryz chciał mi przypiąć o obroży nawet mnie nie dotknął. Ale z pozycji w jakiej jestem ciężko wstać ze skrępowanymi nogami. Możliwe, że ogier też się zaplątał w barachło i nie zdąży do mnie ponownie doskoczyć, jednak co jeśli on jest bardziej spostrzegawczy i szybszy niż myślałem? Wtedy zwróciłem uwagę na odległość moich tylnych nóg od siebie. Łańcuch sczepiający je przed chwilą zakończył swój żywot. Teraz się nie uśmiechnąłem, ale gdy będę już wolny to na pewno to zrobię.
Powrót do góry Go down
Espilce
Morderca
avatar


PisanieTemat: Re: Niebezpieczne kamykowisko   Pon Wrz 11, 2017 7:42 pm

Zacząłem okrążać ogiera, chcąc uniknąć jego silnych zadnich nóg. Widząc, że ten jest coraz bliżej uwolnienia już chciałem rzucić się na niego, ale położone uszy spowodowały, że się kolejny raz zawahałem. W końcu udało mi się zignorować obawy i rzuciłem się w jego stronę. Drań uskoczył na co jęknąłem z zawodu… a następnie zarżałem triumfalnie, gdy ten nagle o coś zahaczył, potknął się czy poślizgnął w wyniku czego przewrócił się.
- Mam Cię Kucu! – oznajmiłem głosem zdradzającym skrajne samozadowolenie i rzuciłem się na niego, idąc troszkę wolniej i ostrożniej, jako że jak przystało na fryza byłem raczej leniwy. A jeśli udało mi się do niego dotrzeć, to od razu próbowałem przypiąć mu łańcuch do obroży, co jak byłem pewien, pozwoli mi odzyskać kontrolę nad olbrzymim niewolnikiem. Dałem radę?
- Mówiłem Ci draniu, że jesteś moim niewolnikiem i masz być posłuszny! Bo spotka Cię kara! – zarżałem, nawet nie zwracając uwagi na to, czy kajdany i kaganiec są w dobrym stanie. Nie musiałem się o to martwić. W końcu byłem przekonany, że drań zaraz się uspokoi.
- Wrócisz do wozu i będziesz potulnie szedł dalej? Czy mam Cię do tego przekonać? – groziłem mu.
Powrót do góry Go down
Juet
Nowicjusz
avatar


PisanieTemat: Re: Niebezpieczne kamykowisko   Wto Wrz 12, 2017 11:34 pm

Gdyby nie uprząż byłbym już wolny. Było tak blisko! Jak mogło mi się nie udać? On nie wyglądał nawet jakby się spieszył, panikował. Spokojnie, można powiedzieć nawet, iż od niechcenia doskoczył do mnie i z powrotem podpiął łańcuch do kolczastej obroży, dosłownie w momencie gdy zdołałem się odplątać i odskoczyć w przód by dalej uciekać.
Ostry, nagły ból jaki przeszedł moją szyję mnie nieco zdezorientował. Odwróciłem się przodem do ogiera i machnąłem łbem w tył, pogarszając tym samym swoją sytuację i potęgując dyskomfort. Mimo tego ponowiłem swój ruch, może łańcuch się zerwie? Na pewno nie od takiej siły, był zbyt słabo naprężony i zbyt mało zużyty. Poczułem, jak spiczaste igły wbijają mi się w ciało w niektórych miejscach, powodując minimalny upływ krwi. Nieco się wystraszyłem, mój plan nie obejmował mojego wykrwawienia się. Choć gdyby tak się stało problem walki nie byłby mój.
-Nie masz nic co by mnie przekonało do pracy dla ciebie.-zarżałem głośno. Co prawda cieszyło mnie uczucie bycia potrzebnym, ale na taka cenę się nie zgadzam.
Stanąłem dęba, szeroko, stabilnie ustawiając tylne nogi i machnąłem na raz obiema przednimi, ogon chlasną po ziemi wznosząc kurz i odtrącając drobne kamyki. Zaryczałem głośno. Nie mogę biec w tył to może spróbuję wyrwać mu łańcuch, albo sprawić by go wypuścił. Ze stójki od razu wybiłem się tylnymi nogami i wykonałem mocny skok ku ogierowi. Może nie mogę gryźć, ale mój ciężar raczej dałby radę powalić karego, no i nie zapominajmy o twardych kopytach, które też mogą narobić szkód. Odległość, jaka nas dzieliła nie była duża, jednak fryz jak chce to może być szybki, podjąć próbę ucieczki lub walki.
Powrót do góry Go down
Espilce
Morderca
avatar


PisanieTemat: Re: Niebezpieczne kamykowisko   Sro Wrz 13, 2017 1:35 am

Powoli, niespiesznie, jakby od niechcenia, podszedłem do ogiera, zapinając mu łańcuch do obroży. Byłem przestraszony tym, że może mi zwiać, ale raczej traktowałem to w kategoriach rzeczy mało prawdopodobnych a może nawet niemożliwych. Bo jak niby dałby radę mi uciec? Był obwiązany tymi wszystkimi dziwnymi częściami od wozu, ale nawet po wyplątaniu bym go z łatwością dogonił. W końcu w kajdanach ciężko rozwinąć większą prędkość. Chyba nawet z galopem byłby problem. Zarżałem triumfalnie, przywołując go do porządku, ale on chyba nie zamierzał się słuchać. Skoczył do przodu… ale to nie skończyło się dla niego dobrze. Obroża gwałtownie go zatrzymała, sprawiając mu ból, który w pełni mu się należał za te żałosne próby buntu. Dobrze mu tak! Zaśmiałem się z pogardą, gdy machnięciem próbował się wyrwać. Naprawdę wierzył, że mogę w takiej sytuacji puścić łańcuch? Tylko mocniej się nabił na kolce swoim głupawym zachowaniem!
- Nie mam nic? A łańcuchy, kajdany, baty i noże? – parsknąłem rozbawiony jego żałosnymi próbami buntu. Ale gdy ten nagle stanął dęba, to zawahałem się. Wyglądał przerażająco, gdy jego masywna sylwetka się podniosła. Efekt psuło, że machał obiema skutymi przednimi nogami, a nie na zmianę, tak jak normalnie konie to robią. Wbrew pozorom różnica była istotna – gdyby machał nimi na zmianę, nie zaburzałby sobie równowagi i mógł by to robić znacznie mocniej, gwałtowniej i bardziej stanowczo. No a stojąc szeroko na zadnich nogach mógłby być stabilniejszym i nie przejmować się możliwością przewrócenia. Jak on… jak on w ogóle mógł stać? Nie bał się, że się wywali, skoro zadnie ma skute? Zerknąłem… i z przerażeniem dostrzegłem, że zadnie… zadnie nie były skute! Ale… ale jak?! Powinny być! Zadrżałem, słysząc jego potężny ryk. Jelenie na rykowisku byłyby zazdrosne. Nim zdążyłem zareagować, ten skoczył do przodu, a ja wciąż spodziewając się ruchu skutego konia, nie przewidywałem, że ten jest w stanie wykonać taki gwałtowny atak. Na szczęście uderzył ode mnie do przodu, więc co prawda odrzuciło mnie z metr, gdy się zderzyliśmy, ale przynajmniej uniknąłem wywrócenia, które byłoby bardzo prawdopodobne, w razie ataku od boku. Kwiknąłem z bólu, czując na łopatce siniaki po jego kopycie i cofnąłem się o kolejny krok. Z tego wszystkiego wypadł mi łańcuch z pyska, na którym go trzymałem… ale to wszystko było spowodowane nie jego umiejętnościami, nie jego siłą, co gównie efektem zaskoczenia. Albo tak sobie to przynajmniej tłumaczyłem. Gdy zrozumiałem, że straciłem łańcuch, uświadomiłem sobie, że teraz muszę przejść do kontrataku. Rzuciłem się ponownie w jego stronę, próbując znowu chwycić za łańcuch, by gwałtownym szarpnięciem za niego, wbić mu kolce w szyję, poddusić go i zmusić do posłuszeństwa. Udało mi się odzyskać łańcuch? Jeśli nie, a ten zaczął uciekać, to rzuciłem się za nim w pogoń, próbując wbiec nie w niego, gdzie boleśnie mógłbym nadziać się na jego zadnie nogi, co raczej robiłem delikatny łuk, by uniknąć ewentualnych kopniaków, ale jednak zablokować mu drogę ucieczki i odzyskać panowanie nad niepokonanym, przerośniętym kucem.
Powrót do góry Go down
Juet
Nowicjusz
avatar


PisanieTemat: Re: Niebezpieczne kamykowisko   Pon Wrz 18, 2017 11:56 pm

Czy on myśli, że samą siłą przekona mnie do współpracy? Jeśli tak, to dobrze myśli. Nasza kooperacja nie miałaby dobrych, wytrzymałych fundamentów, ale zawsze to coś.
Widziałem, że moje zachowanie mu w pewnym stopniu zaimponowało, wywołało ten charakterystyczny błysk w oku, który pojawia się zawsze gdy coś się nam podoba. Jednak jego zainteresowanie nagle przeobraziło się w uczucie grozy. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z zerwanych łańcuchów.
Szybko do niego doskoczyłem. Ogier może i nie leżał poobijany na ziemi, lecz da się to zrobić.
Biłem nogami w stronę karego. Poczułem coś twardego pod kopytem. Jeśli stoisz daleko, ale dalej jesteś w zasięgu kopyta to jesteś w najgorszej pozycji. Twarde kopyto połączone z rozwiniętą siłą prostowanej kończyny jest w stanie wyrządzić dużą krzywdę.
Niespodziewanie zauważyłem, że łańcuch na którym byłem trzymany kołysze się u moich nóg. Odskoczyłem gdy przeciwnik zaatakował, cofnąłem się kilka kroków, zrobiłem zwrot na zadzie i zacząłem pruć w stronę obumarłych drzew.
Mój upośledzony, galop, wyglądał bardziej jak skoki gdyż wybijałem się z tylnych nóg, które robiły szerokie kroki, a następnie lądowałem na dwóch przednich. Coś jak skok wyskok, ale dla nieogarniętych. Metalowe ogniwa przypięte do mej szyi obijały się o mnie.
Widziałem że Esp ruszył w pogoń.
Poruszając się  tym dziwnym chodem nie mogłem wierzgać nie tracąc przy tym na płynności i prędkości poruszania się. Fryz bez problemu zatarasował mi drogę, w końcu to nie on miał kajdany na pęcinach. Uznałem jednak, że nie ma potrzeby się zatrzymywać. Kiedy on zobaczy, że nie mam zamiaru ustąpić, i choćbym musiał przebiec po nim, to przebiegnę. Liczyłem, że w ostatniej chwili ucieknie ponieważ zderzenie skutkowałoby upadkiem obojga.
Jeśli odskoczył próbowałem gnać dalej przed siebie, jeśli nie możliwe, że na niego wbiegłem. Oczywiście ten mógł się zachować jeszcze inaczej, lecz w tak krótkim czasie nie zdążyłem wymyślić niczego więcej.
Powrót do góry Go down
Espilce
Morderca
avatar


PisanieTemat: Re: Niebezpieczne kamykowisko   Czw Wrz 21, 2017 12:04 am

Oczywiście, że planowałem przekonać przerośniętego kuca siłą do współpracy. A jeśli mi to nie wychodziło, znaczyło to, że użyłem zbyt mało siły. To przecież było oczywiste – przynajmniej dla mnie. Na razie jednak nie miałem czasu się nad tym zastanawiać – byłem zajęty unikaniem kolejnych kopniaków, gdy ten dań przepuścił szarże na mnie. Kwiknąłem kilka razy z bólu, próbując unikać ataków, tracąc niechcący łańcuch, co łobuz natychmiast wykorzystał, rzucając się do ucieczki. Niech to! Ruszyłem w pogoń, próbując go zajść od boku, by nie dostać strzała z zadu. Przy jego śmiesznym galopie, przypominającym raczej kicanie królika niż trucht takiego przerośniętego kuca, nie miałem większych problemów, by zajść go od boku. Zabiegłem mu drogę, będąc pewnym że ten się zatrzyma, ale on… on dalej galopował. Nie, nie poddam się! Nie zejdę! Nie ruszę się nawet o milimetr! To była próba odwagi, wytrzymałości psychicznej, hartu ducha. Gra w tchórza, którą na pewno bez problemu wygram. On przecież musi się zatrzymać! Musi! Po prostu musi! – powtarzałem po czym nagle… nagle odskoczyłem, gdy drań wcale nie zwalniał. Ale od razu po uskoczeniu, wybiłem się z nóg, odzyskując prędkość i nadrabiając straty, po czym skoczyłem do niego, starając się trzymać jego łopatki a nie cofać się do miejsca, gdzie miał wielkie zadnie kopyta. Wyciągnąłem pysk próbując schwycić zębami łańcuch… i jeśli mi się udało, to gwałtownie odskoczyłem w bok, jednocześnie po podduszając i wbijając mu kolce od kolczatki. Nie zamierzałem popełnić tego samego błędu, więc jeśli się do mnie zbliżał, chcąc mnie kopnąć, to starałem się utrzymywać dystans, nie dopuszczając by mnie znowu walnął kopytem. A jak się rzucał do ucieczki – to mocno się zapierałem, trzymając silnie łańcuch od obroży, licząc na to, że go to poddusi i powstrzyma przed próbami buntu.
- Przestań! Spokój! Pójdziesz grzecznie do wozu! Natychmiast! – zarżałem, próbując go powoli ciągnąć w tamtą stronę… i uciekając gdzieś w bok, gdyby próbował znowu do mnie doskoczyć. A jeśliby mi się udało go tam zaprowadzić... to owszem, starałem się jakoś na szybko narzucić mu losowe paski, pasy i rzemyki licząc na to, że wytrzymają te około dwa kilometry, które zostały do mojej jaskini.
Powrót do góry Go down
Juet
Nowicjusz
avatar


PisanieTemat: Re: Niebezpieczne kamykowisko   Sob Wrz 23, 2017 12:53 pm

Uciekł! Na szczęście, już myślałem, że tego nie zrobi. Upadłbym i wtedy z łatwością by mnie złapał. Skakałem jednak dalej, stawiałem przednie nogi jak najbliżej siebie, żeby łańcuchy nie skrobały mi skóry przy każdym ruchu.
Jego determinacja mi imponowała, przecież mógł mi odpuścić i złapać kogo tylko chciał. Zamiast tracić czas ze mną zdołałby już porwać kilka klaczy. Swoją drogą ciekawe ile źrebiąt już napłodził.
Goniący mnie, mimo moich prób machania głową i manipulowania łańcuchem tak by nie dostał się w jego pysk, pochwycił metalową linę i mocno szarpną. Ni jak nie miałem szans wyhamować. Nagłe pociągnięcie w bok sprawiło, że łeb i szyja, mniej więcej, się zatrzymały kiedy reszta ciała biegła dalej. Sam upadek nie byłby taki zły, gdybym nie upadł na grzbiet i nie przeturlał się w niekontrolowany sposób po kamienistym podłożu. Na chwilę mnie zamroczyło, widocznie uderzyłem łbem coś. Z lekkimi zawrotami głowy wstałem poczuwszy ostre ukucia na szyi. Popatrzyłem na niego przymrużonymi oczyma, właściwie na dwóch nich, nie on jest jeden. Potrząsnąłem łbem by odgonić ból i się skupić.
Myślący przeciwnik trzymał się ode mnie z daleka nie tracąc nade mną kontroli. Moja bezradność była irytująca i wzmagała chęć agresji. Za każdym razem gdy doskakiwałem do niego ten uciekał wbijając i obrożę w ciało. Kierowaliśmy się do wozu. Jak on ma zamiar zaprząc mnie do tego za pomocą rozwalonych lub słabych pasów. Hmm aż tak rozwalone nie są, w końcu pozrywałem tylko rzemyki z reszty się zwyczajnie wysunąłem, wyplątałem.
Stanąłem ładnie na swoim miejscu, zdyszany i poobijany, ale dziwnie zadowolony. Wyprostowałem się dumnie mimo tępego bólu kłębu.
Żeby mnie zapiąć musi podejść, ja spokojnie poczekam aż podejdzie bliziutko, na odległość nogi. Uśmiechałem się półgębkiem. Za każdym razem gdy on się zbliżał. Próbowałem go dosięgnąć tylnym kopytem. Chrzęst kamyczków był bardzo przyjemnym dźwiękiem.
Powrót do góry Go down
Espilce
Morderca
avatar


PisanieTemat: Re: Niebezpieczne kamykowisko   Sob Wrz 23, 2017 7:47 pm

W końcu, po długiej i wyczerpującej pogoni, dałem radę złapać łańcuch od jego obroży. Miałem go! Szarpnąłem, czym niechcący doprowadziłem do jego wywalenia. Nie było to co prawdą moim zamiarem… ale w sumie dobrze wyszło. Miałem nadzieję, że wywrotka skłoni go do uspokojenia się, ale niestety przeliczyłem się. Ten po powstaniu w dalszym ciągu robił wszystko by się uwolnić. Szarżami starał się mnie zmusić do puszczenia łańcucha, ale w tym wypadku nie miał szans. Za każdym razem odskakiwałem, korzystając tego, że ogier ze skutymi przodami, nie miał szans mnie dogonić. I jak słusznie podejrzewałem, Juet w końcu zaprzestał ucieczki. Zmęczenie? A może ból co chwile wbijających się kolców od obroży? W każdym razie najważniejsze dla mnie było, że w końcu stanął grzecznie i posłusznie koło wozu.
- Widzisz? Trzeba było się tak rzucać? – spytałem triumfalnie, podchodząc do niego… i nagle się zatrzymując, gdy zobaczyłem jego uśmiech. Zmrużyłem oczy… on coś kombinował? Tak, zdecydowanie tak – zrozumiałem, gdy oberwałem kopniakiem w przednią nogę.
- Ej! Przestań! – kwiknąłem, próbując zapiąć część pasków – tylko takie, do których byłem w stanie sięgnąć, nie podchodząc do jego zadnich nóg. Nie było ich za wiele, a samo połączenie z wozem nie było za dobre – przez to, że był zapięty tylko na szyi i przodzie, spokojnie mógł się obrócić, a ja nie miałem nad nim żadnej kontroli. No i nie miałem pojęcia, na ile to jest wytrzymałe. Ale gdybym go cały czas prowadził… to może by dało radę? W końcu wóz, beze mnie w środku, był lekki. A ja trzymając go krótko za łańcuch i obrożę, uniemożliwiałem mu niejako robienie dziwnych rzeczy. I jeśli próbował, to szarpnięciami za kolczatkę i bólem mogłem mu mało subtelnie dawać znać, że lepiej by nie rozrabiał.
- Dobra! Idziemy! Za mną! Tylko grzecznie! – poleciłem mu, próbując powoli zmierzać w stronę mojej jaskini. Daleko nie było. Ale czy on mnie posłuchał? I czy daliśmy tam radę dojść?

/być może z/t?
Powrót do góry Go down
Juet
Nowicjusz
avatar


PisanieTemat: Re: Niebezpieczne kamykowisko   Nie Wrz 24, 2017 3:03 pm

Mało brakowało a bym się zaśmiał gdy go uderzyłem kopytem. Dlaczego tego nie zrobiłem? Przez jego spojrzenie wyrażające zaciętość i pewność siebie? Z szacunku do niego? Głupie myśli pływały swobodnie po moim umyśle gdy ten zapinał mnie jako tako, w ledwo żyjącą uprząż, poza tym ciągłe obrywanie kolcami po pokaleczonej szyi również mnie zniechęcało do buntowania się.
Możliwe, że się już przyzwyczaiłem do jego rozkazów, w końcu całe życie mi mówiono co mam robić, z tą różnicą, że wtedy dostawałem za to nagrody na przykład wiadro świeżutkich jabłek albo dzień odpoczynku na zielonej, leśnej polanie. Tutaj, przynajmniej na razie, nie mogłem liczyć na taką zapłatę za pracę. Może później będę się targował o lepsze warunki pracy i podwyżkę. Nie do końca rozumiem co to jest, ale tam gdzie mieszkałem czasami wspominano o takich rzeczach.
Obwieszony, ponieważ nie mogłem powiedzieć, że jestem zaprzęgnięty, tymi pasami stałem dalej dumnie się prostując.
Ogier szedł obok mnie, może nie aż tak obok, trochę mnie wyprzedzał, jak rasowy przywódca stada. Westchnąłem w myślach i przewróciłem oczyma. Powoli podążałem za nim. Uprząż była średnio wytrzymała, wóz ciężki a teren nierówny i śliski. Tyle rzeczy może pójść nie tak, teraz przynajmniej nie rozpraszało mnie ciągłe chlastanie batem po grzbiecie. Obserwując jego zgrabny zadek i falujący w rytm kroków zapewne miękki ogon zastanawiałem się jak daleka jeszcze droga przed nami. Gdyby było daleko kary na pewno kazał by się wieźć. Może jak dojdziemy uda mi się wytargować zdjęcie kagańca albo kajdan. Pff ta jasne, marzenie ściętej głowy.

z/t
Now to your cave, my Master?
Powrót do góry Go down
Reta
Władca
avatar

Age : 15

PisanieTemat: Re: Niebezpieczne kamykowisko   Sob Sty 20, 2018 8:39 pm

Któż by pomyślał że po tak długim czasie Reta pamiętała jeszcze swojego ukochanego przyjaciela Espilca. Nie mając nic do robienia, klacz zdecydowała odwiedzić go. Nie wiedziała gdzie mieszkał, ani gdzie był jego zamek, więc po prostu weszła na jego tereny, wiedząc że I tak po nią przyjdzie. Niech się cieszy że w ogóle pamiętam o jego istnieniu. pomyślała. Chociaż pewnie i tak średnio go to obchodziło. 
Klacz trafiła w to miejsce zupełnie przypadkowo i wcale nie miała nadziei że spotka tą karą piękność… nie. I tym razem nie będzie się bała: miała już wszystko zaplanowane, wiedziała już jak odwdzięczyć się za to co jej zrobił ostatnio. Po dzisiejszym dniu będzie się bał mnie dotknąć. pomyślała przekonana, po czym bez namysłu zarżała, chcąc żeby jej kolega wreszcie się ruszył.

_________________
RETA

Under the bright, but faded lights you set my heart on fire…
❤️ I love you, Fastwind ❤️


moderator
Powrót do góry Go down
Espilce
Morderca
avatar


PisanieTemat: Re: Niebezpieczne kamykowisko   Sob Sty 20, 2018 9:37 pm

Ponownie przechadzałem się terenami niebezpiecznego kamieniska, które mimo wszystko nie było miejsce, które bym często odwiedzał. Bo po co tutaj zaglądać? Trawy mało, stromo, kamyki złośliwie wbijające się w kopyta. Nic ciekawego. I gdy już chciała zawracać i zamierzałem wrócić do siebie… usłyszałem jakiś odległy głos. Rżenie? Tak to brzmiało. Czyżby ktoś utknął w kamienisku i szukał pomocy? Jeśli tak… to chętnie pomogę. Chociaż w wypadku koni z innych stad… to cena będzie spora. Bardzo duża. W przypadku koni z Krwawej Zemsty… oj, to starałbym się takiego konia nie zauważyć bo i po co.

Po krótkiej wędrówce dojrzałem… znajomą klacz (Esp zna jej imię i wie, kim jest?). Czy ja jej… dokładnie w tym miejscu nie znalazłem? Nie tracąc czasu rzuciłem się galopem w jej stronę, próbując zarzucić jej liny na szyję.
- Mam Cię! Znowu! Pójdziesz ze mną! – oznajmiłem jej, o ile udało mi się trafić. Szarpnąłem za sznury, próbując ją siłą zmusić, by ze mną poszła. Ale czy posłuchała?

z/t?
Powrót do góry Go down
Reta
Władca
avatar

Age : 15

PisanieTemat: Re: Niebezpieczne kamykowisko   Sob Sty 20, 2018 11:37 pm

//nic o niej nie wie, nie wie jak się nazywa i myśli że pochodzi z jakiegoś stada SAO


Na szczęście klacz nie musiała długo czekać na Karusa. Stała chwilę, podziwiając jego galop, i uśmiechając się milutkoNo Elo, Espi! Jak tylko do niej podbiegł, ogier zarzucił na nią pięć lin. Reta przewróciła oczami. Nawet się nie przywitasz? westchnęła. Ej, wiesz co? Nawet ładnie galopujesz, ale jak trochę schudniesz, to będziesz zgrabniej wyglądać. powiedziała uśmiechając się złośliwie. Westchnęła teatralnie, słysząc jego CUDOWNY głos, za którym tak bardzo się stęskniła. Poczuła szarpnięcię. Ej, kolego, opanuj się. syknęła, pokładając po sobie uszy. Wzięła w zęby jedną z lin i zaczęła ją mocno gryźć. Udało jej się ją od razu przegryźć. Wzięła kawałek liny i położyła ją na gruby zadek ogiera. Fajny stół. pomyślała idąc posłusznie za fryzem. 

(Z.T)

_________________
RETA

Under the bright, but faded lights you set my heart on fire…
❤️ I love you, Fastwind ❤️


moderator
Powrót do góry Go down
Misterioso
Źrebak
avatar

Age : 17

PisanieTemat: Re: Niebezpieczne kamykowisko   Sob Lip 14, 2018 12:18 am

Mist szedł przed siebie żwawym stępem, radośnie machając ogonkiem. Rozpierała go duma: był przewodnikiem Asołe i prowadził go właśnie w kierunku terenów SWT. Tak jak już to ogierki ustaliły, przechodzili przez tereny SKZ. Myszatek zatrzymał się na chwilę gdy dotarli na wielkie pole kompletnie pokryte różnymi kamykami. Nigdy wcześniej tu nie był i nie spodziewał się że ujrzy na terenach Krwawej Zemsty podobne kamykowisko. No bo niby skąd tu się znalazły te wszystkie kamienie? Dla niego to było niepojęte. Na chwilę zwątpił w swój zmysł orientacji i pomyślał że może pomylił drogę i zaprowadził Kasztanka w jakieś nieznane, może niebezpieczne miejsce. Jednak w powietrzu czuł dosyć wyraźny zapach siarki, co oznaczało że wulkany nie mogły znajdować się bardzo daleko stąd.
- Teraz jesteśmy na terenach Krwawej Zemsty - oznajmił. - A przynajmniej tak mi się wydaje. - dodał szczerze. Nie chciał wprowadzać nowego kolegi w błąd.
Przez te wszystkie problemy z Dasmarą Misterioso nauczył się kłamać i często kłamanie okazywało się być dużo łatwiejsze od mówienia prawdy, więc zadziwiająca była ta nagła szczerość którą obdarzył Asołe. Lecz pewnie kasztanowaty nie zdawał sobie z tego nawet sprawy.
Powrót do góry Go down
Asołe
Źrebak
avatar


PisanieTemat: Re: Niebezpieczne kamykowisko   Sob Lip 14, 2018 2:47 am

Szedłem przy Myszą i nie rzadko zadawałem pytania, czy to o jakąś nieznajomą roślinę, czy o tereny, czy o trasę. Dbałem również o to aby nie zagadać zbytnio towarzysza aby ten się nie rozproszył i nie zgubił ścieżki. Widziałem, jak się cieszy i to wprowadzało mnie w dobry humor. Szły sobie przez niebezpieczne tereny dwa szczęśliwe ogiery.
Miejsce do którego dotarliśmy było dziwne. Zapachu jaki tutaj był nigdy w życiu nie spotkałem. W pierwszym odruchu zaciągnąłem się aby poczuć go bardziej, szybko jednak tego pożałowałem. Odór wgryzł mi się w chrapy drażniąc je okropnie. Uczucie jednak szybko osłabło i dalej irytowało nieco, ale nie przeszkadzało z normalnym oddychaniu.
Popatrzyłem na kumpla. Gdzie on mnie zaprowadził? Zastanawiałem się oglądając dosłownie zapierający dech w piersi widok.
Grunt wyglądał na zatrważająco niestabilny. Miliony kamieni zalegały na ziemi. Kto je tu przyniósł? Po co? Mają tutaj smoki?
Z zachwytu wyrwała mnie wypowiedź towarzysza.
-Dziwnie tu.-powiedziałem w końcu.-Ładnie, ale jakoś tak nieprzyjemnie.-rozwinąłem.-I ten zapach, zawsze tak pachnie na tych ziemiach?-zapytałem, ponieważ nie wierzyłem, że ktokolwiek mógłby wytrzymać długo w takich warunkach.
Zrobiłem ostrożnie kilka kroków w przód. Niepewnie postawiłem przednie nogi na kamieniach. Część była idealnie okrągła, inne ostre i kanciaste. Schyliłem się aby im się przyjrzeć.
-Damy radę przez to przejść.-stwierdziłem bardziej niż zapytałem.
Uśmiechnąłem się szeroko aby dodać nam pewności siebie.
Powrót do góry Go down
Misterioso
Źrebak
avatar

Age : 17

PisanieTemat: Re: Niebezpieczne kamykowisko   Nie Lip 15, 2018 12:11 am

Misterioso zauważył że Asołe też ze zdziwieniem (czy może z zachwytem?) przygląda się kamykowisku. Pewnie też w życiu nie widział tak wielu kamieni naraz w tak nielogicznym miejscu. pomyślał, po czym skierował uszy w stronę kolegi, słuchając jego wypowiedzi. Ładnie, ale nieprzyjemnie. Idealnie to określił. Asołe zdążył już zarobić u Myszatka opinię konia który umie każdą myśl ubrać w idealne słowa. A był dopiero źrebakiem, więc ciekawe co będzie gdy już będzie dużym ogierem! Mist miał ciągle wrażenie że jego głos jest dziecinny, a słowa których używa zbyt banalne. Ot taki kompleks z okresu dojrzewania.
- Tak, przeważnie. A im bardziej się zbliżasz do wulkanów, tym bardziej zapach robi się kłujący i intensywny. - odpowiedział na pytanie kasztanowatego. - Ale myślę że Krwawi są do tego tak przyzwyczajeni że się im to w ogóle nie przeszkadza. - dodał.
Patrzył jak drugi ogierek niepewnie stawia pierwsze nogi na kamieniach. Mist troszkę się bał że jakiś ostry kamień wbije mu się w strzałkę albo inaczej jakoś pokaleczy jego małe kopytka. Odwzajemnił jednak uśmiech Kasztanka i też postawił przednią lewą nogę na dużym, płaskim kamieniu. Potem postawił prawą na podobnym. A co z tylnymi nogami? Przecież nie mógł widzieć gdzie je stawia... Jednak żeby dojść do terenów SWT, musieli przedostać się na drugą stronę kamykowiska, więc Mist wziął głęboki oddech i zaczął stawiać kolejne niepewne kroki, idąc tuż obok Asołe. W razie czego będą się nawzajem ratować.
Powrót do góry Go down
Asołe
Źrebak
avatar


PisanieTemat: Re: Niebezpieczne kamykowisko   Nie Lip 15, 2018 1:08 am

Albowiem przeze mnie przemawia angielska krew dżentelmena, pałacowego konia wyścigowego, który gościł w królewskich stajniach. Znaczy sam nigdy tam nie byłem, ale ojciec mój był. Ojca w sumie nawet nie poznałem. Hmm...Pamięć genetyczna, tak to sobie tłumaczę.
Proszę, niech mi ktoś powie czego ta magiczna kraina nie ma. Morza, góry, pałace, wulkany, wielkie, zębate stwory na bagnach. Bałem się, że choćby żył pięćdziesiąt lat to nigdy nie poznam wszystkich jej sekretów.
Dlatego też krótką chwilę patrzyłem z dziką pasją, ale i zdziwieniem na horyzont.
Przednie nogi stały już stabilnie na niestabilnym podłożu. Zastanawiałem się czy może nie ma innej trasy, ale gdyby była to Pan-Mister nie proponowałby tak szalonego szlaku. Nie musiałem długo czekać, gdy dołączył do mnie, był chyba równie niepewny co ja.
Ruszyliśmy przed siebie. W sumie nie szło się aż tak źle, znaczy nie raz było ślisko, jakiś kamień się osunął pod kopytem, noga czasami wpadła między dwa odłamki a trzeci na złość uderzył ostrym krańcem w koronkę.
Wyciągnąłem łeb do przodu i w dół, oczywiście nie za nisko. Kończyny stawiałem kilka centymetrów szerzej niż normalnie. Krótko mówiąc stuprocentowa, jak najbardziej możliwa asekuracyjna pozycja.
-To co, jeszcze mały kawałek?-odparłem optymistycznie i spojrzałem na kamienie, które ciągnęły się i ciągnęły i dalej i jeszcze trochę.-Pięć minutek i będziemy na miejscu.-zaśmiałem się pokrzepiająco. W cośmy się władowali. Jak się mówi u nas w Brytanii: Point of no return. Nie ma co narzekać, bo czas będzie wtedy leciał jeszcze wolniej.
Powrót do góry Go down
Misterioso
Źrebak
avatar

Age : 17

PisanieTemat: Re: Niebezpieczne kamykowisko   Nie Lip 15, 2018 1:22 am

Obydwa ogierki szły przez kamykowisko bardzo ostrożnie, nie chcieli przecież pokaleczyć swoich drobnych kopytek, które miały ich nosić przez jeszcze wiele wiele lat.
Po kilku krokach Mist, podobnie jak Asołe, zaczął się przyzwyczajać do nowego podłoża i iść trochę pewniej. Uśmiechnął się do kolegi, słysząc pocieszający optymizm w jego głosie. We dwójkę było dużo raźniej i bezpieczniej.
Nagle jednak przez głowę myszatego przebiegła straszna myśl. - Asołe... - zaczął i nie wiedział kontynuować. - Czy ty... Ale ty nie chcesz dołączyć do Krwawej Zemsty, prawda? - zapytał, niepewnie. Był już wręcz przekonany że Kasztanek dołączy do SWT i będą mogli zawsze die razem bawić, a teraz dopiero zdał sobie sprawę z tego że ogierek równie dobrze mógł wybrać każde inne stado. Teraz nagle na terenach SKZ stał się taki optymistyczny... A co jeśli po prostu zaczął się do tych terenów przyzwyczajać, bo miał zamiar na nich definitywnie zamieszkać? To by było straszne! Stałby się na starość niemiły i wredny i już by się nie mogli razem bawić...
Jeśli nie do Wielkiej Tajemnicy, to Mist miał nadzieję że Asołe dołączy chociaż do stada Szalejących Piorunów, z którym SWT miało kocyk, czy też sojusz. Jak zwał tak zwał.
Mia też była w SSP i Mist niedawno (w końcu zaledwie kilkanaście minut temu) postanowił że on też się do tego stada przeniesie.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Niebezpieczne kamykowisko   

Powrót do góry Go down
 
Niebezpieczne kamykowisko
Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» Niebezpieczne bagna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
KARSIN  :: Stado Krwawej Zemsty :: Terytoria SKZ :: Podnóże wulkanów-
Skocz do: