KARSIN

KARSIN

pbf o koniach
 
IndeksIndeks  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Wejście na wulkan Torrelis

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
AutorWiadomość
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Wejście na wulkan Torrelis    Nie Cze 17, 2018 6:18 pm

/Krótsze bo spoza domu

Działałem… tak jak na Fryza przystało. Coś się mnie ewidentnie boi i ucieka… to to gonię. Coś mnie goni to uciekam. Podejście miałem proste i byłem pewien, że skuteczne. Na swój fryzyjski sposób. Dlatego teraz rzuciłem się w pogoń za ogierem, który szybko zniknął mi za horyzontem. Ej! Tak się nie robi! – chciałem zaprotestować, ale drań by mnie pewnie i tak nie usłyszał. Ciężko westchnąłem, po chwili przechodząc do kłusu. A później stępu. Bo galop był taki męczący. Szedłem więc powoli z głową przy ziemi, próbując natrafić na jakiś jego ślad. Może się zgubił i zawrócił? Może błądzi po omacku, nie wiedząc jak opuścić tereny przy wulkanie? Szedłem dalej spokojnie i czujnie, z liną gotową do rzutu, jeśliby się gdzieś pojawił. A jeśli rzeczywiście bym na niego natrafił, to momentalnie zarzuciłbym mu sznury na szyję.
Powrót do góry Go down
Levanto
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Wejście na wulkan Torrelis    Nie Cze 17, 2018 10:10 pm

//Espilce podszedł do Levanto, czy nie?

Obserwował nieznajomego, trzymał pysk przy ziemi, jakby próbował wywęszyć swoją ofiarę. Nie przejął się tym zanadto, znajdował się wyżej od przeciwnika, a w razie ,,w" po prostu zbiegłby z dróżki i pobiegłby drugą stroną. Nie czuł się na chwile obecną w niebezpieczeństwie...
Powrót do góry Go down
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Wejście na wulkan Torrelis    Pon Cze 18, 2018 6:50 am

/A udało się na niego ponownie natrafić? Fryz dał radę jakoś go dogonić? Smile

W końcu… znowu na niego natrafiłem? Zgubił się? Czy po prostu miałem szczęście? Był wyżej… ale ja znałem tutejsze ścieżki a on nie. Nagle ruszyłem galopem jedną z nich, znikając mu z oczy za jakimś wzgórzem czy innym krzakiem. Liczyłem, że ogier zostanie na miejscu lub pobiegnie jakąś ślepą… a ja wtedy szybko dobiegnę gdzie był przed chwilą, jeśli został w miejscu, lub ruszę za nim w pogoń, jeśli pogalopuje w ślepą ścieżkę. Jeśli mi się udało znaleźć wystarczająco blisko, to podjąłem próbę narzucenia liny na jego szyję, w razie sukcesu lekko za nią szarpiąc aby go poddusić i zmusić do posłuszeństwa.
Powrót do góry Go down
Levanto
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Wejście na wulkan Torrelis    Wto Cze 19, 2018 12:39 pm

//Levanto zrobił sobie postój, więc myślę, że dogonił 

Nieznajomy próbował wywęszyć go, niczym prawdziwy Sherlock. Początkowo Levanto poczuł niezwykłą falę bezpieczeństwa, dopóki rzeczywiście nie stracił go z oczu. Odwrócił łeb, skanując drugą część terenów, chcąc upewnić się czy rzeczywiście kary nie przyprowadził ze sobą więcej wspólników. Jednak nie widząc nikogo podejrzanego, wrócił ciekawskim wzrokiem do ogiera. Jednakże... ku jemu zdziwieniu, nie było go. Zaczął rozglądać się gorączkowo za siebie, lecz nic nie zauważył. Potrafił rozpoznać charakter konia po jego sylwetce i oczach. Nie wyglądał na kogoś, kto łatwo odpuszczał - tym bardziej względem niego. W końcu rzucił się za nim biegiem, pomijając fakt, iż mustang trzymał naprawdę sporą odległość od niego. Usłyszał stukot kopyt, po chwili wyłoniła się za nim sylwetka wysokiego ogiera. Uszy wtuliły mu się w potylicę, miał ochotę rozpocząć z nim zaciętą walkę. jednak fryzyjski biegł energicznym galopem, a on stał w miejscu. Nie musiał się długo zastanawiać, co ma zrobić. Ruszył z miejsca galopem, jednakże nie mógł pozwolić sobie na cwał. Ścieżki bywały czasem bardzo ostre. 
Po chwili wylądował w ślepym zaułku, zahamował gwałtownie a spod jego kopyt uniósł się piach.  Był w czarnej dziurze, jednak nie postanawiał się poddawać. Doskoczył do niego, wbijając swoje zęby w jego kark
Powrót do góry Go down
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Wejście na wulkan Torrelis    Wto Cze 19, 2018 12:59 pm

Zniknąłem za jakimiś krzakami czy wzgórzami próbując nieznajomego zajść jakoś od tyłu, od boku – no od strony, gdzie się mnie nie spodziewał. I nagle rzuciłem się w jego stronę szybkim galopem… szybkim, jak na Fryza, bo niestety byliśmy stworzoni do wyższych celów i nie należeliśmy do zbyt szybkich, co nieznajomy drań złośliwie wykorzystał, rzucając się do ucieczki… w na szczęście ślepy korytarz. No to miałem go! Pogalopowałem za draniem, próbując zarzucić mu liny na szyję. Trafiłem? Pewnie tak, bo ogier nawet nie próbował uskoczyć. Zamiast tego… zamiast tego rzucił się na mnie. Kwiknąłem z bólu, gdy wgryzł się mi w kark. Cofnięcie czy uskoczenie tylko powiększyłoby rany więc naparłem na niego, próbując wykorzystać swoją masę, starając się go powalić i przygnieść. Niezależnie, czy mi się udało, spróbowałem wykręcić łeb, by też go ugryźć, by skłonić go do puszczenia mojego karku. Jeśli nie pomogło, to próbowałem mimo wszystko się szarpnąć, by uwolnić swój kark. Niezależnie, jak mi poszło, to starałem się narzucić kolejne liny na jego pysk, jakoś go obwiązać liną, by uniemożliwić mu gryzienie.
Powrót do góry Go down
Levanto
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Wejście na wulkan Torrelis    Wto Cze 19, 2018 3:06 pm

Nawet nie pomyślał o linie, nawet jej nie zauważył. Za bardzo skupił się na obronie, chciał sprawić ból ogierowi i uciec z tego miejsca.  Nie dlatego, że się bał - dlatego, że nie lubił żadnego towarzystwa, a tym bardziej towarzystwa kogoś, kto poddusza go linami.  Nie puszczał jego karku, co spowodowało tym, że ogier naparł na niego. Mustang był silny, aczkolwiek  ogier był od niego sporo wyższy, ponadto miał większą masę. Zapierał się mocno, sam zaczął napierać na niego. Wykręcił mu łeb, wbił swoje zęby. Deresz kwiknął, kładąc uszy po sobie. Postanowił uskoczyć gwałtownie, gdy ten nadal będzie na niego napierać, przez co ogier może stracić równowagę. Zwinnie uniósł tylne kopyta, trafiając go prosto w bok. Użarł go w szyję, wyrywając mu linę z pyska. Ruszył w stronę wyjścia z zaułka, ale czy mu się udało?
Powrót do góry Go down
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Wejście na wulkan Torrelis    Wto Cze 19, 2018 6:52 pm

Trafiłem z liną na szyję nieznajomego ogiera, ale moja radość wkrótce zamieniła się w ból. Naparłem na drania, ale niewiele mi to dało – hultaj zaparł się… więc mocniej natarłem na niego, gryząc go by mnie puścił… gdy on nagle uskoczył. Poleciałem do przodu, tracąc równowagę, ale jakoś udało mi się uniknąć przewrócenia… ale już nie zadnich kopyt intruza, które mnie trafiły w bok. Zarżałem znowu z bólu, czując kolejne ugryzienie… ale nie, nie pozwoliłem sobie wyrwać liny. Zbyt doświadczony byłem, by taki manewr mógł się udać. Nie, gdy miałem łobuza. Ponownie szarpnąłem więc za linę, podduszając go i nie pozwalając mu uciec. I starałem się zarzucić kolejny sznur na obie przednie lub obie zadnie nogi nieznajomego, mając nadzieję, że po zaciągnięciu ten straci równowagę i upadnie na ziemię, a ja wtedy go przygniotę i spróbuję kolejnym sznurem obwiązać mu pysk. Ale czy miałem na to szansę?
Powrót do góry Go down
Levanto
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Wejście na wulkan Torrelis    Wto Cze 19, 2018 8:03 pm

Miał nadzieje, że ogier straci równowagę, jednak on zabłysnął swoją genialną równowagą- tym bardziej, że w tym samym czasie dostał z kopyt mustanga. Uszy miał położne ku sobie, nie zmieniły swojej pozycji od zabłądzenia w ślepej uliczce. Natomiast na jego pysk wdarł się grymas, grymas przez to, iż nieznajomy pozbierał się po tym niespodziewanym kroku deresza, wyglądało na to, że zdołał pojąć taktykę, zapewne posiada w tym duże doświadczenie. Jeszcze bardziej zdenerwował go sam fakt, że nie udało mu się wyrwać liny. Miał spore nadzieję, że zrobi to tak gwałtownie i niespodziewanie, że ogier nawet nie zauważy, że nie posiada liny w pysku. Ku jemu zdziwieniu tak się nie stało. Poddusił go, a przez jego gardło wydobyło się delikatne kaszlnięcie. Chcąc uniknąć całkowitej utraty tlenu, co równało się z utratą przytomności - stawił dęba, trafiając jednym kopytem w jego chrapy, a drugim zacnie w jego ganasz. Nie umkło mu jego uwadze, również lina lecąca w jego stronę. Deresz zwinnie wierzgnął, unosząc tylne kopyta najwyżej jak się dało.
Powrót do góry Go down
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Wejście na wulkan Torrelis    Wto Cze 19, 2018 8:08 pm

Moja równowaga nie była jakaś genialna, ale jednak masa trochę mnie stabilizowała. Nie byłem zbyt szybki czy silny, by bardzo się wychylić. I byłem dość… szeroki, więc mogłem stać stabilniej, przyciskając każde swoje kopyto do ziemi całkiem zadawalającą masą. No i miałem na tyle doświadczenia, że wiedziałem, że większość ofiar próbuje wyrwać mi sznur z pyska, więc na co ale na to, to nie zamierzałem pozwolić. Poddusiłem drania, próbując narzucić na jego przednie nogi linę, ale niestety ten podniósł przody bardziej, niż się spodziewałem, przy okazji trafiać mnie w chrapy. Kwiknąłem z oburzeniem… i skoczyłem do przodu, próbując w niego wpaść, licząc na to, że skoro stoi dęba, to go to przewali i upadnie na ziemię. A ja wtedy spróbuję doskoczyć do niego, przygniatając go do podłoża i w miarę możliwości obwiązując mu pysk liną, aby tak nie gryzł.
Powrót do góry Go down
Levanto
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Wejście na wulkan Torrelis    Wto Cze 19, 2018 10:17 pm

Cisnął w niego zdeterminowane spojrzenie. Podczas, gdy ten uskoczył do mustanga - on w tym samym czasie wybił się do góry, zwinnie obracając się w drugą stronę - wymierzając mu bolesnego kopniaka w ganasz tylnymi nogami. Miał nadzieję, że trochę go to zaćmi. Jednak deresz nie uniknął zderzenia się z nim, a jego pozycja nie obroniła go przed zderzeniem się z ziemią. Ogier uderzył w niego, gdy jego tylne kopyta jeszcze dobrze nie dotknęły podłoża. Wylądował na brzuchu, spiął mięśnie jeszcze bardziej, niż wcześniej - ponieważ znajdował się w bardzo niebezpiecznej pozycji. Prawie stał już na prostych nigach, gdy poczuł jak czyjeś ciało przygniata go do posadzki. Ryknął cicho, obracając łeb w drugą stronę - chwytając go w czasie lotu zębami za ucho jak najbardziej się tylko dało. Nie żałował mu bólu, dlatego też (jeszcze w czasie lotu na ziemię Levanto) zawadził prawym kopytem o jego ciało, chcąc aby ten poleciał razem z nim.
Powrót do góry Go down
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Wejście na wulkan Torrelis    Wto Cze 19, 2018 10:23 pm

Spojrzenie intruza mi się nie podobało. Był przecież… stosunkowo niewielki. To jak mógł być taki dziki, zwinny i bojowo nastawiony?! Było to dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Kwiknąłem po kolejnym kopniaku. Na szczęście, przez to że byłem dużo wyższy od drania i odruchowo cofałem głowę, to strzał z zadu nie był zbyt silny – w końcu na wysokości mojego łba jego kopyta hamowały, pełną prędkość osiągając wcześniej i niżej. A ja w końcu wpadłem w niego, powalając go na ziemię i przyciskając go do niej. Miałem go! W końcu! Kwiknąłem znowu z bólu, gdy mnie chwycił za ucho. I gdy mnie podciął… oczywiście poleciałem na niego, przygniatając go całym swoim ciężarem do ziemi. Szarpnąłem za linę, którą miał na szyi, podduszając go, być może jeszcze dokładając kopyto, by go mu położyć na szyję. I spróbowałem sznurami obwiązać mu pysk, by nie mógł gryźć i przednie nogi, by nie był w stanie nimi kopać ani nawet by nie próbował wstawać.
Powrót do góry Go down
Levanto
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Wejście na wulkan Torrelis    Sro Cze 20, 2018 8:08 pm

Wiedział, że ogier spadnie prosto na niego. Nie mógł pozwolić na to, aby potężny fryz zmiażdżył mu kości. Dlatego też zwinnie odsunął się kawałek od niego, aby ten upadł na podłożę - a nie na niego. Szybko wstał na równe nogi, czując wypełniającą go satysfakcję. Jednakże zapomniał o jednym, małym szczególe - Otóż liny znajdującej się na jego szyi. Poddusił go na co mustang wgryzł mu się w bok, podkopując kopytem jego chrapy, ciągnąc mocno za sznur - mając nadzieję, że ten je jednak puści... W końcu leżał na ziemi, otóż znajdował się w bardzo niebezpiecznej sytuacji.
Powrót do góry Go down
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Wejście na wulkan Torrelis    Sro Cze 20, 2018 8:19 pm

Próbowałem przygnieść drania, ale ten się odsunął, co nie do końca było takie złe, bo w tym momencie liny, które miał na szyi, zacisnęły się nawet mocniej, podduszając go i utrudniając oddychanie. Kwiknąłem z bólu, gdy drań mnie użarł, chociaż ciężko mu było solidnie się wgryźć, skoro trzymałem go bardzo krótko za sznur. Ponownie szarpnąłem za liny licząc na to, że podduszany ogier w końcu straci przytomność. Nie zamierzałem popuścić nawet odrobiny liny. Był w stanie rzeczywiście wstać? Nawet jeśli to cały czas miał głowę przy ziemi, w bardzo niewygodnej pozycji, a ja swoimi nogami próbowałem go podciąć i w razie możliwości jakoś przeturlać się na niego, starając się go jednak przycisnąć i unieruchomić swoim ciałem. W razie sukcesu próbując obwiązać mu pysk i przednie nogi sznurami.
Powrót do góry Go down
Levanto
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Wejście na wulkan Torrelis    Sro Cze 20, 2018 9:51 pm

Zaczął podduszać go liną, a łeb trzymał nienaturalnie nisko ziemi. Wierzgnął parę razy, jednakże ostatkami sił wybijał tylne kopyta w powietrze. Zaczęło mu brakować tlenu, kaszlał przeraźliwie - ponadto starał się przysunąć bliżej ogiera tak, aby lina znajdująca się na jego szyi poluźniła się. Poczuł jak traci grunt pod nogami, mając dość spore mroczki przed oczami. Poczuł już tylko ciężar na swoim ciele - wykonał dwa słabe ruchy ciałem, a następnie jego powieki oklapły. Stracił przytomność, dusząc się z braku tlenu. Szybko się poddał, był to dla niego jak cios w policzek. W końcu mustang nie uważał się za słabego
Powrót do góry Go down
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Wejście na wulkan Torrelis    Sro Cze 20, 2018 10:01 pm

Podduszałem drania liną, mając nadzieję, pozbawić go przytomności a przynajmniej ograniczyć jego siły – w końcu organizm z ograniczoną dostępnością powietrza nie mógł w pełni funkcjonować. Czułem, że jestem blisko. Że drań zaczyna kaszleć i słania się. Aż w końcu… w końcu się przewrócił! Miałem go! Widziałem, że stracił przytomność. Kiedyś byłem Uzdrowicielem, więc potrafiłem to rozpoznać. Gdy byłem pewien, że nie oszukuje, popuściłem linę aby go nie udusić po czym szybko obwiązać mu pysk a następnie ciasno związać obie przednie nogi i następnym sznurem obie zadnie. W końcu! Był mój! Jakoś zarzuciłem go sobie na grzbiet i szybko ruszyłem w stronę zamku, mając nadzieję, że dojdę na miejsce, nim drań odzyska przytomność.

z/t
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wejście na wulkan Torrelis    

Powrót do góry Go down
 
Wejście na wulkan Torrelis
Powrót do góry 
Strona 8 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
 Similar topics
-
» Wejście główne
» Brama wejściowa [Podwórze]
» Wejście do kryjówki Ghosta w piwnicy.
» Hall Wejściowy
» Główne wejście

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
KARSIN  :: Stado Krwawej Zemsty :: Terytoria SKZ :: Podnóże wulkanów-
Skocz do: