Karsin

Go down
Marcepan
Marcepan
Zwykły koń

《 Marcepan 》 Empty 《 Marcepan 》

on Wto Mar 12, 2019 1:04 pm
Imię: Marcepan, słodki Pan...
Stado: Ukryte Łzy.
Płeć: Pochodzi z Marsa.
Wiek: Podobno wiek nie gra roli, podobno. Marcepan aktualnie ma pięć lat.
Wygląd: Koń Andulazyjski o maści siwej, o równie przeciętnym wzroście, co maść - a mianowanie 150cm. Zgłębiając jego wygląd możemy dostrzec, że od kopyt do przynajmniej połowy nóg, a nawet część podbrzusza posiada on trochę siwo, szaro-buro-ponuro maści jabłkowitej. Podpalony na kruczo-czarno pysk o niezwykłym połysku, niedosłownie spalony! Sprawia wrażenie jakby nosił jakąś maskę, ale tylko na częściu nozdrzy i kawałek za. Potem kawałek znowu siwo-szaro-buro-ponuro maści jabłkowitej i czarne cienie pod oczami, nad też. Oczy tego ogiera są czarne, przez co wtapiają się w "tło" i niektórym w czasie zmroku ciężko jest dostrzec, gdzie Marcepan dokładnie się patrzy. - Na ładne klacze, zawsze! -  Białe, długie rzęsy. A jak długie to i dłuuuuuga grzywa i ogon o kędzierzawej fakturze, niekoniecznie miła w dotyku - trochę taka strzecha. Trochę bardzo. Biała tak samo jak kita na końcu zadu, ale gdzieniegdzie widnieją siwo-żółte paski. Tak więc niezwykle gęsta grzywa frufa gdzie chce, bez grama posłuszeństwa. Marcepan jest ładnie zbudowany, proporcjonalnie. W przyszłości jednak planuje stać się niezłym mięśniakiem! Skoro jest niski, to chce czymś nadrobić.
Charakter: Właśnie, jaki jesteś? Jaki jestem? Kto nie zadał sobie, choć raz takiego pytania w swoim życiu? - Moment na odpowiedź - No właśnie. Marcepan... Marcepan i trzy kropki, wystarczy? Zgrywam się - do roboty! Andaluz jest zwyczajnie dosyć pozytywnie myślącym koniem, o sporej chęci śmiania się i czerpania dobrej aury od innych. Tak więc ucieka daleko, od nerwowych i złośliwych stworzeń. Gardzi złymi - sam jest dobry, tak mu się wydaje. Jednak ciężko inaczej ocenić siebie, będąc na tyle pewnym, że aż ślepym. Każdy z nas ma w sobie tego malutkiego demona, który pojawia się i znika. Dobrego, mikrusiego aniołka też! Odważny, ale nie głupi. Dajmy na to... taka sytuacja - ktoś pali się w wielkim stosie siana, albo próbujesz ratować i sam giniesz, albo szukasz wody i polewasz stosik, sam się nie paląc -. Marcepan nie ma problemu z tym, żeby wykonywać rozkazy, jest więc posłuszny i nie traci na tym jego męska duma. Posiada skąpą cierpliwość do źrebaków, które zadają za dużo pytań i są potwornie głośnie! W ogóle posiadanie potomstwa to według niego odsunięcie się od partnerki, która jak jest - to jest bardzo kochana. Ogier jest zazdrosny, trochę przesadza. Jednak jak się już przed kimś otworzy to boi się o to, że ten ktoś wykorzysta jego newralgiczne punkty psychiki i zechce zatruć mu życie. Ostrożny w poznawaniu nowych znajomych, ale miewa mocne odloty. Odloty egscentryczne, daje się poznać z różnych stron, każdemu inaczej? Zależy od jego wewnętrznego "ja". Raz zabawnie, drugi strasznie, trzeci nijak. W sumie... to trochę jakby chciał schować prawdziwą tożsamość.
Historia: Zabrałeś mi ją, kiedy była mi potrzebna i była pod Twoją ochroną... Marcepan... wiódł niegdyś bardzo ważne życie, był kimś nadzwyczaj wartościowym. Podejmował, a właściwie pomagał podejmować trudne decyzje dla ówczesnego stada. Prawe kopyto władcy, a jak się potem okazało lewe. Było upalne lato, wręcz sama ziemia jakby płonęła. Większość koni leniuchowała w cieniu, a jeszcze inne szykowały się na wypad nad wodę. Chwila, a gdzie niania? Podobno się rozchorowała... A czemu niania? Od kiedy dorosłym potrzebna jest niania, aha! Tu nie chodziło o dorosłych, ale o źrebaki! Cholewka, konewka. Przywódca poprosił o to, aby Marcepan tego dnia zaprowadził je nad wodę, a między innymi w tym małym, rozbrykanym tłumie była jego córka. Córka przywódcy, którą znał bardzo dobrze, a samą rodzinę jeszcze dłużej. Marcepan traktował go jak ojca, którego nigdy nie posiadał. Zgodził się, choć nie znosił źrebków. Wyruszyli i za jakiś czas byli już na miejscu, Marcepan nie miał już ucieczki od tego co stanie się lada moment. Źrebaki wskoczyły radośnie do wody, a on sam zerkał na nie co jakiś czas. Były grzeczne, okolica spokojna... Marcepan uciął sobie drzemkę. Nagle poczuł, że coś go szarpie, a nawet kilka cosi. Wybudziły go spanikowane, przerażone źrebaczki. - Ona się utopiła! Niech Pan wstaje! Poczuł się jakby dostał czymś ciężkim w głowę, a potem to samo położono mu na klatkę piersiową. Leżała na brzegu taka małutka, krucha i nie miała ochoty na zabawę... Oczka nieobecne, nóżki bezwładne... Marcepan pochylił się nad jej malutkim pyszczkiem chcąc usłyszeć jej niewinny oddech, ale było już za późno. Przeżył to jak utratę Swojej młodszej siostry, a od przyszywanego ojca usłyszał... "- Zabrałeś mi ją, kiedy była mi potrzebna i była pod Twoją ochroną." Gorzkie słowa... rozlane po licu pełnym smutku, to zapamiętał. Była mu potrzebna, była ostoją dla władcy, który stracił już i tak swoją ukochaną. Tylko tyle mu po niej zostało, a potem już nawet i to nie... Marcepan opuścił stado i zagubił się... Psychicznie... Zaniedbał fizycznie. Teraz jednak doszedł do siebie i wróciła mu chęć życia! Na Karsin znalazł się całkiem spontanicznie. Nigdy wcześniej nie słyszał o tym kawałku ziemi, a więc możliwe, że mieszkańcy nie słyszeli o jego krainie. Zatem ma nową, białą kartkę papieru i pióro ze sporym doświadczeniem.
Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach