Karsin

Go down
Levanto
Levanto
Władca

Karta Postaci - Mr. Levanto Empty Karta Postaci - Mr. Levanto

on Sro Cze 13, 2018 6:52 pm
Imię: Levanto
Stado: Zamglone Szczyty
Płeć: ogier
Wiek: 4 wiosny
Wygląd: Levanto był silnym, wytrzymałym, zwinnym i jednocześnie szybkim mustangiem. Sprawował się wzorowo na długich dystansach. Był maści dereszowatej z ziarnami kukurydzy, a jego wzrost nie przekraczał 149cm- czyli mieścił się idealnie we wzroście czystego mustanga. Miał oczy czarne, smoliste pełne nieufności, ciut nienawiści każdego kogo spotkał. Był pewien, że każdy koń jest przeciwko niemu i planuje zniszczyć go kolejny raz psychicznie - czego nie dopuści. Głowa dość duża szlachetna, a uszy niezwykle ruchliwe. Grzywę posiada bujną, delikatną, jedwabistą w dotyku. Była ona stosunkowo krótka,  a jej czarny włos był cienki. Zad umięśniony, na którym znajdował się nisko osadzony ogon o gęstym, długim włosiu.

.
Charakter:  ,,Był sobie koń... Niegdyś szczęśliwy, radosny, łatwo zawierający nowe znajomości. Zarażał dookoła wszystkich swoim szczerym uśmiechem''  obecnie  przypominał siedem nieszczęść. Oceniając po jego posturze, był on poważny, bez cienia dystansu do życia. Chodził przygnębiony, choć starał się to w miarę skryć w sobie. Jego przeszłość nadal pozostała w  pamięci, aczkolwiek nie znaczy to, że był to dobry temat do rozmów. Levanto od czasu przymusowego opuszczenia stada, nauczył sam podejmować decyzję i stał się w tej chwili swoim własnym przywódcą. Oczywiście prawdziwego władcę szanował i wielbił, choć starał się sam przechadzać po swoich nowych terenach, a samotność stała się jego wzorowym przyjacielem.  
Deresz nie wyglądał na konia bezradnego, wręcz przeciwnie  - wyglądał na trudnego przeciwnika, ze względu na jego spore umięśnienie. Levanto stawał się agresywny, gdy starało się go w pewien sposób ,,złamać'' różnymi technikami występującymi najczęściej w typowych porwaniach. Najlepszym sposobem jest zdobyć jego zaufanie i przy ewentualnych problemach, spróbować nakłonić go do współpracy - coś typu sojusz. Być może zdobędziesz jego serce, a on otworzy Ci się niczym kufer z pieniędzmi zamknięty na kilka kłódek. Póki co deresz ignoruje konie, a gdy jakiegoś wypatrzy z daleka raczej decyduje się znaleźć inne miejsce wypoczynkowe. Poza tym jest  upartym koniem, stawiającym na swoim -  a jeżeli będzie miał cel, będzie bezgranicznie do niego dążył.



Historia:
,,Był sobie koń... Niegdyś szczęśliwy, radosny, łatwo zawierający nowe znajomości. Zarażał dookoła wszystkich swoim szczerym uśmiechem'' Dlaczego te wszystkie dobre cechy charakteru już nie istnieją? Gdzie się podział dawny Levanto i jego kolorowe podejście do życia? Trudno to opisać, chociaż sama jego przeszłość nie jest, aż tak przerażająca jak innych. Zabrali mu zbyt dużo, aby mógł funkcjonować jak kiedyś...
Wiódł spokojne życie, można powiedzieć, że bezproblemowe. Wiadomo - każdy miewa jakieś problemy, aczkolwiek jeżeli jakieś miewał to były one naprawdę małe, które wyjaśniały się zaledwie w jeden dzień.

Deresz zamieszkiwał wielkie Równiny na zachodzie Stanów Zjednoczonych w Ameryce. Żył w stadzie, liczącym kilkaset przeróżnych mustangów, większość z nich bywała bardzo sympatyczna. Ogier pomimo tego, że nie zajmował w stadzie większego miejsca w hierarchii, traktował owe stado jak świętość, jak całą jego całe życie. Podążał za stadem krok w krok, nigdy go nie opuszczał. Logiczne. Zżył się z nim tak bardzo, że przymusowe opuszczenie go, zniszczyło go psychicznie, a cała radość źrebięcia opuściła go. Jak to się stało?
Levanto zamieszkiwał gorące tereny, ale oczywiście nie ma porównania z Saharą. Tak też pewnego słonecznego dnia,  wybrał się ''zadupiem'' w poszukiwaniu wody z kilkoma nieznajomymi przedstawicielami jego rasy. Trawa tam była sucha, zżółkła ze słońca. Ciężko było znaleźć tam chociażby mały strumyczek wody do napojenia, aż tylu koni. Być może nie było to rozsądne, stado powinno podążać za swoimi, ale Levanto po prostu usychał, jak większość koni. Miejsce to otaczały góry, pagórki, więc wystarczyło rozejrzeć się trochę po nowym terenie, aby cokolwiek dostrzec. Wydawało się to proste, więc myślał, iż nie nie zajmie mu to długo, a nikt nie zauważy jego krótkiego zniknięcia. Niestety sprawy potoczyły się inaczej, ludzie, którzy zamieszkiwali drugą stronę zauważyli ich niemal od razu podczas wędrówki. Nieznajomi zmyli się, natomiast deresz padł ich ofiarom. Jako, że mustangi były silnymi zwierzętami, bardzo wytrzymałymi nie dawał za wygraną, szczególnie, że był kompletnie dziki i nigdy nie spotkał się z takimi stworzeniami jak ,,ludzie'' dlatego od razu dostrzegł w nich wroga. Uśpili dzikie zwierzę, a Levanto obudził się w niewielkiej drewnianej zagrodzie.  Oczywiście początkowo czuł zaniepokojenie, mieszające się ze stresem. Nie wiedząc co się dzieje, zaczął nerwowo krążyć po danym mu wyznaczonym otoczeniu. Jego uszy nasłuchiwały niemal każdy odgłos. Raz na jakiś czas parskał nerwowo, oglądając się na boki, jednakże nigdzie nie dostrzegł swojego stada, ani terenów na których zamieszkiwał. Nawet rys gór nie było widać, więc nawet nie wiedział jak dotrzeć do tych terenów. Kilka godzin później zebrało się parę mężczyzn, a gdy otworzyli bramę zagrody ogier zerwał się do wyjścia, które zamknęło mu się przed nosem. Wydawał z siebie parę nerwowych odgłosów, gestów odstraszających, ale mężczyzna nawet nie myślał, aby wypuścić go na wolność.

Spędził parę nieprzespanych nocy, czując brak sił. Nie jadł nic przez te dni, nie wiedział dlaczego ludzie nie użyczyli mu choć trochę odrobinę owsa. Trawy również tu nie było, wszędzie pylił się piach, na które w dzień padało mocne słońce. Pewnego dnia, zaszczycił go obecnością ten sam mężczyzna, niosąc na ramieniu ogłowię, a wzdłuż kości promieniowej znajdowało się siodło, na którym zwisał popręg.
Nie opisując już tego jak mężczyzna złapał Levanto, ponieważ historia i tak wydaje się być już dość długa, pomijając jak go osiodłał i jakie emocje towarzyszyły dereszowi, oraz jego wielki bunt... człowiek w końcu dokonał tego, siedząc już wygodnie w siodle. Taktyki jego były brutalne, myśląc, że uda mu się zapanować nad silnym zwierzęciem... jednak nie powiodło się to tak, jak ustalił to mężczyzna. W niewiarygodnie krótkim czasie leżał już na ziemi, a ogier z  ukazując białka oczu, po prostu wykonał skok, przelatując nad płotem.
Nie opisując już jak udało mu się pozbyć sprzętu, po jakimś czasie trafił dość osłabiony na tereny Karsin.
Nie planował rozpocząć nowego życia, na nowo z kolorowym uśmiechem na pysku, aczkolwiek dokonał wyboru co do stada. Po pierwsze w mniejszym stopniu  przypominały mu niektóre miejsca, jako tereny rodzinne, w którym przeżył miły czas.
Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach