Karsin

Go down
Aposia
Aposia
Zwykły koń

Czas na małą Apokalipsę Empty Czas na małą Apokalipsę

on Pon Cze 11, 2018 9:57 pm
Imię: Apokalipsa. Zdrobnienia? Aposia, bądź Apo.
Stado: Załóżmy, że brak
Płeć: No ba, że piękna
Wiek: Młoda, niedoświadczona czterolatka
Wygląd: Więc tak, zacznijmy opisywać wygląd. Zacznijmy od tego, że nie jest mieszańcem. Wręcz przeciwnie. Jest pełnej krwi koniem szwarcwaldzkim. Nie jest jednak ona normalnej wysokości koniem tej rasy. Jak na nią jest ona wyjątkowo wysoka, gdyż mierzy sobie równo metr siedemdziesiąt jeden i trzy milimetry. Ach tak! Zapomniałam wspomnieć, iż klacz ta jest brudnokasztanowata. Głowa, jak przystało na szwarcwalda, mała, o równie małych uszach. Na delikatnym pysku widnieje śnieżnobiała łysina. Długa, dobrze umięśniona, łukowato wygięta szyja a z niej spływa falami długa, biała grzywa. Łopatki długie, ukośnie ustawione. Mały kłąb łączy szyję z mocnym grzbietem. Kłoda zwięzła i okrągła w przekroju. Dostatecznie, szeroka, lecz nieco płytka klatka piersiowa. Zad długi, lekko ścięty, bardzo dobrze umięśniony. Kończyny suche, na jednej z nich pończoszka ciągnąca się od jednej z małych kopyt, do popiersia. Niewielkie szczotki pęcinowe. No i tak w skrócie wygląda Apo. A! I jeszcze przycięty w jednej trzeciej ogon, bliźniaczo podobny do grzywy.
Charakter: Echhhhh... Z tym będzie najgorzej. Dobra. Muszę dać radę! *motywacja level Pro* Okej. Wypadałoby od czegoś zacząć, więc zaczniemy od wad. A co! Żeby potem pozytywy i rzeczy neutralne na osłodę. Pierwsza rzecz, której nie powinniście się spodziewać po tej postaci to rozbudowane odpowiedzi. Znaczy... Nie zrozumcie mnie źle! Będą się co jakiś czas pojawiać, jednakże na tyle sporadycznie, że nawet szkoda mówić. Cóż... Przejdźmy dalej. Dobra. Kolejną rzeczą jest tak zwany czarny humor, który nie każdy zrozumie. Chyba każdy wie o co mi chodzi. Dalej. Dla niektórych wada, dla niektórych zaleta. Nie przywiązuje się łatwo i na początku jest baaaaardzo nieufna. Uwierzcie. Czasem sama nie jestem pewna, czy ona MNIE- swojej "właścicielce" ufa. Nawet nie ma co się nad tym rozwodzić. Po prostu przejdziemy dalej. Jest do bólu szczera, no chyba, że od kłamstwa zależy jej życie. W innych przypadkach mówi prawdę. Wiecie, taki typ osoby, która zawsze powie co myśli. Jeśli to wszystko przeczytaliście, to mam dla was nagrodę. Przechodzimy do zalet! Kto się cieszy? Bo ja nie. Jak pomyślę, że muszę napisać jeszcze to i historię to aż mi się niedobrze robi, ale cóż chcę zacząć pisać na fabule to muszę to napisać, więc bez dalszego przedłużania wkraczamy w świat zalet. Tak na marginesie, to zdaje mi się, że będzie ich trochę mniej, ale cóż zrobisz. Zacznijmy więc. Na pewno to, że nigdy nie będzie wtrącać się w rozmowy. Już w swoich własnych niezbyt chce jej się gadać. Co jeszcze ma sobie dokładać problemów? Drugą zaletą Apokalipsy jest... Czekajcie. Ja to na spontanie piszę, więc muszę się namyśleć. Jest dość spokojna. Raczej nie sprawiała problemów wychowawczych. W sumie... bez przedłużania przejdźmy do rzeczy neutralnych. Trudno jej okazywać emocje. Można uznać, że innych cech nabierze po pobycie na Karsin, więc na tym koniec.
...na razie.
Historia: Jeeej! Wiecie co? Historia jest chyba jedyną rzeczą, do której podchodzę na poważnie. Cóż. Jeśli tak, to ja kończę te monologi i zostawiam was z "porywającą i niesamowicie ciekawą lekturą",  jaką jest historia Apokalipsy. Let's start the show.
Apokalipsa urodziła się jako córka dwóch championów rasy szwarcwaldzkiej. Miała spokojne dzieciństwo. Na świat przyszła w prestiżowej stajni w Pakistanie. Żyć nie umierać. Miała okazję zostać najlepszym koniem swojej rasy. Dopiero potem właściciel zorientował się, jak niewybroażlanie wysoka. Zainteresowanie kupców od razu spadło do minimum. Przez półtorej roku właściciele próbowali się jej pozbyć. W końcu ktoś zdecydował się kupić Aposię. Nabywcą okazał się być górnik imieniem Victor. Kupił on ją ze względu na śmierć jednego z koni pracujących w kopalni. Na początku właścicielce nie byli skorzy sprzedać klacz do pracy, jednak w końcu dali się przekonać. I tak rozpoczęła się ciężka, a za razem satysfakcjonująca ją praca. Jej "dzienny rozkład zajęć" wyglądał mniej więcej tak: Pobudka, śniadanie, praca, obiad, praca, kolacja i wieczorne zajęcia z Victorem. Bowiem tak, dbał on o klacz jak o swój największy skarb. Po kolacji zostawał z nią, czyścił ją w jej podziemnym boksie, sprawdzał stan jej kopyt, a następnie na odchodne dawał jej kawałek marchwi i całował w chrapy. Podobało jej się to. Chciałaby, by takie życie trwało wiecznie, jednak po dwóch i pół roku pracy ściany kopalni soli, w której pracowała, zaczęły się osuwać. W trakcie jednego z kursów trzeba było szybko ewakuować wszystkich na powierzchnię. Victor pędem podbiegł do Apokalipsy i odpiął ją od wagonów. Następnie zaczął krzyczeć. Klacz zrozumiała surowy ton właściciela i czym prędzej wybiegła z podziemi. Zacisnęła powieki i zaczęła biec ścieżką, której zdążyła się nauczyć na pamięć. Gdy wybiegła oślepiło ją światło słoneczne, od którego zdążyła się odzwyczaić. Nie wiedząc co dalej że sobą zrobić poszła w lewo. W ten sposób, po kilku godzinach wędrówki została złapana przez urocze małżeństwo. Wzięli oni klacz, zdjęli z niej chomąto, nakarmili i napoili. Następnie, pełna powątpiewań w swoje działanie, Apo zasnęła. Gdy się obudziła, leżała na ziemi w nieznanym sobie miejscu- na wyspie Karsin.
I co? Może być? Mam nadzieję, że się spodobało. No cóż... I jeśli dostanę akcepta, to... Do zobaczenia na fabule?


Ostatnio zmieniony przez Aposia dnia Pon Cze 25, 2018 9:24 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach