KARSIN

KARSIN

pbf o koniach
 
IndeksIndeks  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Długoterminowa cela

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość
Night
Władca
avatar

Age : 15

PisanieTemat: Re: Długoterminowa cela   Czw Lut 08, 2018 10:28 pm

Nie udało mi się złapać jego grzywy? Trudno... Znam jego słaby punkt, a rzecz którą mam w pobliżu pomoże mi go szantażować... Stałam obserwując go, a ten chyba nie wiedział co zrobić. Nie dało się nie zauważyć, że ten był zmęczony i musiał odpocząć to samo było ze mną. Zarzuciłam grzywą i spojrzałam na niego ze złośliwym uśmiechem. I co poddajesz się czy walczysz dalej? Spytałam dając mu prawo wyboru chociaż mogłam wykorzystać okazję i go zaatakować, ale po co? Ciężko westchnęłam i przeciągnęłam się cofając się o krok. Czekałam na to co on zrobi i co wybierze, bo w sumie... Może mnie wypuści albo po prostu będę musiała go dalej atakować no cóż to od niego zależy.

_________________
Powrót do góry Go down
Espilce
Morderca
avatar


PisanieTemat: Re: Długoterminowa cela   Czw Lut 08, 2018 11:09 pm

No oczywiście, że swoją grzywę chroniłem. Chyba każdy normalny ogier troszczy się najbardziej o tym, co najcenniejsze, czyli grzywę. W końcu czy to nie grzywa tworzyła konia i decydowała o jego piękności? Zdecydowanie tak! Przecież każdy fryz to wiedział! W każdym razie, skoro udało się na chwilę przerwać walkę, to postanowiłem ten moment wykorzystać na odpoczynek.
- Co? Ja się nigdy nie poddaję! – zarżałem. Po co o to pytała? Specjalnie mnie prowokowała? Jeśli tak, to jej się udało. Nagłym ruchem chwyciłem jakąś sieć i spróbowałem ją narzucić na klacz, mając nadzieję, że ta całkiem ją obwinię a przy próbie szarpania, wierzgania, rzucała, złośliwa kobyła się w nią jeszcze mocniej zaplącze.
Powrót do góry Go down
Night
Władca
avatar

Age : 15

PisanieTemat: Re: Długoterminowa cela   Czw Lut 08, 2018 11:18 pm

No nie powiem byłam w szoku słysząc jego odpowiedź, ale... Spodziewałam się tego. Zaśmiałam się tylko. Skoro tak... Westchnęłam i widząc sieć momentalnie znalazłam się bardzo blisko, a nawet za blisko niego. Korzystając z okazji użarłam go odbiegając parę metrów. Co by mu teraz... Rzuciłam się znowu w jego stronę zwinnym ruchem odwróciłam się i wystrzeliłam zadnimi kopytami w jego stronę i potem ugryzłam parę razy, a przynajmniej próbowałam, bo mógł przecież uciec. Niezależnie od tego co zrobił szybko byłam gdzieś indziej. Teraz zaczęłam mu się przyglądać i obmyślałam co teraz zrobić. Użyć swojego przyjaciela czy dalej walczyć ''starymi'' metodami? Nie no szkoda marnować sztyletów... Teraz czekałam znowu na to co on zrobi.

_________________
Powrót do góry Go down
Espilce
Morderca
avatar


PisanieTemat: Re: Długoterminowa cela   Pią Lut 09, 2018 9:10 pm

Oznajmiłem klaczy, że ja się nie poddaję… ale ta chyba nie przejęła się tym zbytnio. Zawahałem się, gdy się zaśmiała. Źle jej z oczu patrzyło, ale mimo tego spróbowałem zarzucić na nią sieć. Niestety uskoczyła przed siecią i użarła mnie. Kwiknąłem z bólu, szybko ponownie przygotowując sieć do użycia i jeśli rzeczywiście zbliżyła się do mnie, to wyczekałem na odpowiedni moment i ponowiłem próbę zarzucenia siatki na jej grzbiet. To w końcu ją miałem? Jeśli jednak znowu odskoczyła, to próbowałem jakoś ją zagonić do rogu, mając w pogotowiu sieć by w razie sprzyjających okoliczności zarzucić ja na klacz, powalić ją na ziemię i całkiem obwiązać linami, by nawet nie myślała o wyplątaniu się z sieci.
Powrót do góry Go down
Night
Władca
avatar

Age : 15

PisanieTemat: Re: Długoterminowa cela   Pią Lut 09, 2018 9:19 pm

Starałam się do niego zbliżyć by go znowu zaatakować, ale nawet nie zauważyłam, że ten ma przy sobie sieć i momentalnie ta wylądowała na mnie. Zaczęłam się niespokojnie wiercić i szarpać co sprawiło, że zaplątałam się jeszcze bardziej. Wywróciłam oczami i pomimo, że walka z siecią nie miała sensu starałam się jakoś uwolnić co sprawiało, że bardziej się zaplątywałam. No to masz mnie. Prychnęłam wywracając po raz kolejny oczami. W sumie... Jakbym była rozsądniejsza nie byłoby mnie tu. Teraz po prostu stałam czekając na to co on zrobi, a jak próbował mnie powalić na ziemie jakoś udawało mi się go unikać jednak nie wiem czy dam radę żyć z tą siecią... Ale jak dam się skuć to pewnie zdejmie tą sieć, a ja będę wolna! No... Tak jakby wolna, bo musiałabym się jeszcze uwolnić, ale to będzie chyba proste no chyba, że ten się bardziej zabezpieczy.

_________________
Powrót do góry Go down
Espilce
Morderca
avatar


PisanieTemat: Re: Długoterminowa cela   Sob Lut 10, 2018 6:00 pm

Zbliżała się znowu do mnie… ale tym razem byłem szybszy. Zarzuciłem sieć na jej szyję i zarżałem triumfalnie! Miałem ją! Widziałem, jak zaczyna się szarpać i wiercić, ale tylko bardziej się plątała w sieć. I dobrze, mogła stać spokojni.
- Tak! Mam Cię! Więc spokój! – rozkazałem jej, próbując ją powalić na ziemię, ale mocno się zapierała. Wredne kobyle! – Przestań się tak zapierać! I tak Ci to nic nie da! – zarżałem na nią. Podszedłem z jakimiś linami do niej i spróbowałem jej ciasno związać przednie nogi. A jeśli mi się udało… to owszem, naparłem na nią, próbując ją powalić.
Powrót do góry Go down
Night
Władca
avatar

Age : 15

PisanieTemat: Re: Długoterminowa cela   Sob Lut 10, 2018 6:38 pm

Ciężko westchnęłam obserwując jak ten próbuje mnie powalić na ziemię. Zignorowałam jego rozkaz wywracając oczami i uśmiechając się głupio. Co mnie tu bawiło? Przecież nic śmiesznego w tej sytuacji nie ma. Postanowiłam nie dodawać żadnych komentarzy do jego wypowiedzi, bo nie było w tym sensu. Gdy ten próbował mi związać przednie nogi ja starałam się uciec, ale mu się niestety udało jednak kiedy się na mnie naparł starałam się utrzymać na nogach, ale jak dalej próbował to powalił mnie na ziemię. I po co ci to? Prychnęłam rozglądając się. Teraz po prostu czekałam co ten zrobi, bo w sumie nie miałam jak się wyrwać.

_________________
Powrót do góry Go down
Espilce
Morderca
avatar


PisanieTemat: Re: Długoterminowa cela   Pon Lut 12, 2018 2:27 am

Próbowałem powalić złośliwą klacz na ziemię, ale ta nie sprawiała wrażenia mającej zamiar współpracować. Co za wredna i złośliwa kobyła mi się trafiła! Zmieniłem taktykę i spróbowałem związać jej przednie nogi… co mi się w końcu, po paru próbach, udało. Gdy sznury opasły ciasno jej nogę, ponownie na nią naparłem. Raz, drugi, trzeci… łatwo nie było, ale owinięta siecią i ze związanymi przodami nie mogła się zbyt długo opierać. A gdy w końcu ją powaliłem… to na natychmiast położyłem się na niej, obciążając ją swoim ciałem, by nawet nie próbowała wstawać.
- Po co? Dowiesz się… mam dla Ciebie… niespodziankę! – parsknąłem złowieszczo, złośliwie się uśmiechając i próbując związać jej również zadnie nogi, możliwie ciasno.
Powrót do góry Go down
Night
Władca
avatar

Age : 15

PisanieTemat: Re: Długoterminowa cela   Pon Lut 26, 2018 8:08 pm

//Przepraszam, że czekałeś aż tak długo :/
Leżałam sobie pod nim myśląc co ten może mieć na myśli. Zdarzyło mi się skrzywić gdy pomyślałam o jego zamiarach. Gdy ten chciał mi związać zadnie nogi po prostu próbowałam jakoś walczyć, ale gdy ten próbował do skutku to dał rade, bo w końcu kiedyś musiało mu się to udać. Wywróciłam oczami i po prostu czekałam na to co ten zrobi. Miał niespodziankę? To nie wróży nic dobrego no chyba, że się mylę, ale... Czy kiedyś się pomyliłam co do jego zachowania? No właśnie nie... Wiedziałam, że by mnie tu przyprowadzić użył podstępu, ale co zrobiłam? Uwierzyłam mu. No cóż... Już tego nie cofnę, a teraz po prostu muszę czekać na to co ten zrobi.

_________________
Powrót do góry Go down
Espilce
Morderca
avatar


PisanieTemat: Re: Długoterminowa cela   Czw Mar 01, 2018 7:37 pm

/Nie szkodzi, ostatnio też miałem mniej czasu

Po związaniu Night przednich nóg, skupiłem się na zadnich. Również zawzięcie nimi rzucała, złośliwie utrudniając mi zadanie… ale zbyt długo opierać się nie mogła, gdy przody były już związane a ona sama owinięta w sieć i przygnieciona. Po kilku kolejnych ciężkich chwilach, gdy zawzięcie walczyliśmy, w końcu zarzuciłem sznury na jej tylne kończyny, ciasno go ściągnąłem i mocno zawiązałem.
- No to koniec Night, teraz będziesz grzeczniejsza? – upewniłem się. Wstałem z niej i wziąłem jakiś kaganiec. Starałem się odwiązać z siebie jej pysk – tylko drobny fragment, by nie mogła za bardzo machać głową ale na tyle duży, by dało się wepchnąć kaganiec jej na pysk, co właśnie próbowałem zrobić. Jeśli mi się udało, to ciasno zapiąłem paski od niego. Niby nie gryzła… ale wolałem nie ryzykować. Jeszcze by zębami próbowała uwolnić swoje kończyny a tego bym nie chciał.
Powrót do góry Go down
Juet
Nowicjusz
avatar


PisanieTemat: Re: Długoterminowa cela   Sro Sie 08, 2018 11:25 pm

// Tymczasowo przejmujemy teren.

Wpadł na mnie, tak bezczelnie na mnie wpadł, tak zwyczajnie i jeszcze nie przeprosił, ba nic a nic nie powiedział, nawet skruchy na jego pysku nie było widać. Spojrzałem tylko na niego wspominając kogoś, kto za taki numer już dawno rozniósłby czaszkę ofiary na drobne kawałeczki. Fajny był z tego kogoś gość.

Tereny stada SKZ do wybitnie ciekawych nie należą dlatego jego członkowie większość czasu spędzają albo na ziemiach innych stad albo na drugim piętrze zamku Karisto, na piętrze z celami, czerwonymi pokojami, izolatkami. Pielęgnujemy tutaj nasz wewnętrzny spokój i równowagę. Niczym tybetańscy mnisi wyciszamy się w potokach krwi wypływających z ran, które zadaliśmy. Osiągamy tutaj Zen i oczyszczamy innych z grzechów. Niektórzy nie wytrzymują naszych rytuałów, ale ci, którzy przetrwają mają możliwość stania się końmi czystymi, jak łzy strzygonia.
Wprowadziłem łaciatego do dużej sali. Gdy przeszliśmy przez pierwsze drzwi obróciłem się i zamknąłem je dokładnie, na klucz, który zostawiłem w zamku. Nie miałem ochoty zawracać sobie później głowy szukaniem go.
-Zapraszam dalej.-powiedziałem usłużnym tonem i posłałem ogierowi ciepły, lecz widocznie wyuczony uśmiech.
Przeszedłszy przez krótki acz szeroki pseudo korytarz wchodzi się do dalszej części pokoju czyli do właściwej celi, na środku której jest słup do wiązania złapanych.
Jeśli ogier posłusznie, jak pies wszedł do części w której spędzimy większość czasu popatrzyłem na niego spokojnym wzrokiem. Starałem się odgadnąć jakie tortury najlepiej wyciągnął z niego informacje.
-Śmiało, rozgość się.-zachęciłem go do rozluźnienia się.
Na krótką chwilę zniknąłem za ścianą. Poszedłem w stronę sprzętu, odetchnąłem głęboko, finalnie wybierając grubą, skórzaną obrożę na krótkim łańcuchu.
Kolejny raz przekroczyłem próg części celi przeznaczonej do tortur. Zamknąłem za sobą drugą parę drzwi, również na klucz (tym razem zabrałem go ze sobą)
-Mam nadzieję, że nie będziesz uciekał.-powiedziałem spokojnie.
Dopóki on nie jest unieruchomiony dopóty drzwi zostaną zamknięte. Ruszyłem ze sprzętem w stronę rannego. Nie wykonywałem żadnych gwałtownych ruchów, na razie nie chciałem go stresować, ponieważ to utrudniło by i mi i jemu życie.

Tarant dał sobie zapiąć ciasno obrożę na szyi i przypiąć do słupa. Świetnie. Łańcuch jest na tyle długi by ogier mógł się podrapać po nadgarstkach, lecz jeśli zaswędzą go pęciny, będzie miał z tym problem. Zabezpieczona ofiara nie miała możliwości ucieczki dlatego otworzyłem wrota, które przed chwilą zamknąłem i znów wybrałem się w stronę sprzętów po odpowiednie przybory. Łaciaty ma chwilę na przyzwyczajenie się do nowej sytuacji.

Tarant stawiał opór i usiłował uciekać? Cóż chyba poganiam się z nim po celi chwilę. Nawet jeśli go od razu nie złapię to zaraz on powinien się zmęczyć. Ile można uciekać z tak poważnie zranioną nogą? Jeśli w końcu udało mi się go złapać to przyczepiłem łańcuch, którego długość jest taka sama, jak w pierwszym przypadku, do słupa i wybrałem się po sprzęt dając młodemu chwilę oddechu.
Powrót do góry Go down
Tantzano
Rekrut
avatar

Age : 12

PisanieTemat: Re: Długoterminowa cela   Czw Sie 09, 2018 4:34 pm

Tak, jak się spodziewałem, poszliśmy na tereny Krwawej Zemsty. Wspaniale Ireyasu Kysadierze Tantzano dałeś się tak po prostu złapać psu z Krwawej Zemsty. No po prostu super! Beształem się w myślach. Nie wierzyłem w to, co się dzieje. Właśnie w tej chwili kroczyłem, a bardziej kuśtykałem za jednym z członków SKZ jak zbity pies. Zacząłem myśleć o tym, jak bardzo głupi jestem, jak to się stało, że właśnie teraz, zamiast chociaż próbować się wyrywać, podążałem za Karym, niczym w transie. Mimo tego, patrzyłem dokładnie na drogę, którą szliśmy i próbowałem zapamiętać jak najwięcej z niej. Kto wie? Może kiedyś ta wiedza mi się przyda. Wątpiłem w to, ale musiałem znaleźć jakieś wytłumaczenie. Właśnie przechodziliśmy przez zamek. W dalszym ciągu starałem się zapamiętywać trasę. Po przejściu kilku kolejnych korytarzy i wejściu na drugie piętro, w końcu dotarliśmy do celi. Cały czas zastanawiałem się nad aktualnym sensem swojego życia. Bo w sumie, jeśli przez resztę życia mam mu usługiwać, to może lepiej popełnić samobójstwo? Nie. Jeszcze nie. Później przyjdzie na to odpowiednia pora. Wszedłem za porywaczem do celi. Po wejściu zaciekawił mnie tylko jeden szczegół. Klucz. Od. Celi. Zostawiony. W. Zamku. Spojrzałem na niego tęsknym wzrokiem, gdy tylko weszliśmy. Zatrzymałem się na sekundę wpatrzony w ten mały kawałek metalu. Z transu wyrwały mnie słowa mojego "towarzysza". Znak, że trzeba iść dalej. Odwróciłem wzrok od mojej nadziei na ucieczkę. Wewnętrznie płakałem, że nie zacząłem się wyrywać, jednak wiedziałem, że i tak nie mam szans. Później przyjdzie pora na ucieczkę. Najpierw dam sobie chwilę na wyleczenie nogi. na słowa ogiera, spojrzałem na niego i dostrzegłem sztuczny, wyuczony uśmiech. Spojrzałem na niego z wyrzutem. To wszystko twoja wina! Weszliśmy wgłąb pomieszczenia, gdzie Drugi nawet nie przywiązał wagi do tego, by jakoś mnie przywiązać. Następnie wszedł za "przedziałkę" Miałem szansę uciec! Miałem szansę w końcu dostać się na moje tereny. Miałem szansę opuścić to miejsce. Mimo wszystko nie skorzystałem z niej. Zamiast tego usiadłem na zadzie [Like that dop. aut.] i czekałem na przyjście Karego. Oj głupi ja, bardzo, bardzo głupi ja. Kiedyś zgubi mnie moja własna głupota. A kiedy? To tylko czas pokaże. A więc czekałem na mojego porywacza. Wkrótce wrócił ze skórzaną, i widocznie wytrzymałą obrożą. Wbrew swojemu instynktowi, dałem sobie posłusznie założyć ją na szyję. Cały czas jednak mój umysł podpowiadał mi coś innego. Następnie mój porywacz przywiązał mnie do słupa, nieopodal którego siedziałem. Gdy tylko ten mnie przywiązał otworzył drzwi i znów wyszedł za przedziałkę. Byłem ciekawy, z czym wróci tym razem.
Powrót do góry Go down
https://www.wattpad.com/user/camparix
Juet
Nowicjusz
avatar


PisanieTemat: Re: Długoterminowa cela   Czw Sie 09, 2018 11:25 pm

Nie wiem czy uległość i spokój ogiera mam odczytywać jako regenerowanie sił do starcia, które niebawem nastąpi, czy łaciaty zwyczajnie się poddał totalnie.Może to moje szarmanckie zachowanie tak na niego zadziałało?
Jakkolwiek bym to interpretował nie musi mnie to interesować bo wróg jest już uwiązany.
Schowałem się na chwilę za ścianą i zacząłem szperać w sprzętach w poszukiwaniu przyborów medycznych. SKZ tnie innych a nie leczy. W końcu doszukałem się jakiegoś zwiniętego w kłębek bandaża, fiolki z maścią o wątpliwej konsystencji, niewielkich nadrdzewiałych obcęgów i jakiejś szarawej szmaty. No cóż, nic lepszego tutaj nie będzie, biorę to co mam. Delikatnie trzymając szklany pojemniczek w pysku, w końcu nie chciałem aby mi pękł i pokaleczył wargi, powróciłem do celi. Trzasnąłem za sobą metalową kratą. Położyłem rzeczy ładnie pod słupem. O ja cię kręcę, mój pierwszy prawdziwy pacjent!! Obszedłem ogiera dookoła by stać przy jego prawej przedniej nodze.
-Podnieś ją.-rozkazałem stanowczo.
Jeśli on podniósł kończynę, tak jak prosiłem, to przyjrzałem się ranie. Nie będę specjalnie dla niego zamawiać wykwalifikowanego szamana aby ogarnął to zadrapanie, więc muszę się tym sam zająć.
Wziąłem obcęgi w pysk i bez ostrzeżenia złapałem nimi jedną z wielkich drzazg zbitych w strzałkę rannego (nie pytaj mnie, jak trzymałem te obcęgi). Szybkim ruchem wyszarpnąłem kawał drewna z jego nogi.
Nie jestem profesjonalistą, więc nie wiem czy dobrze robię usuwając ciało obce z rany, no ale przecież to nie może tam tkwić w nieskończoność. Jeżeli ogier nie szarpał się zbytnio lub nie mdlał z bólu to kontynuowałem wyciąganie odłamków z kopyta. Kiedy wszystkie leżały już na podłodze umorusane we krwi i innych płynach wytarłem końcówkę kończyny kawałkiem ręcznika, jako tako pomiziałem to maścią i zabrałem się za bandażowanie.

Jeśli ogier stawiał opór przed moją chęcią pomocy mu to napisz co robił i ja odpiszę na to.  Embarassed

//Po wyłączeniu kompa ogarnęłam, że nie dodałam zdjęcia pomocniczego.



Ostatnio zmieniony przez Juet dnia Pią Sie 10, 2018 1:16 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Tantzano
Rekrut
avatar

Age : 12

PisanieTemat: Re: Długoterminowa cela   Pią Sie 10, 2018 12:49 am

Gdy tylko udało mi się dostrzec Karego, wstałem i położyłem swoje uszy po sobie widząc słoik z cieczą niewiadomego pochodzenia. Mimo wszystko, nie ufałem mu (czyt. słoikowi dop. aut.). Kary wszedł do mojej celi i trzasnął drzwiami. Przyglądałem się uważnie, jak Drugi ustawia dokładnie rzeczy przy słupie. Nie no. Perfekcjonista się znalazł... Odparłem sarkastycznie w myślach. Mój "towarzysz" obszedł mnie dookoła, po czym ustawiła się obok mojej prawej przedniej nogi. Gdy tylko mój oprawca wydał rozkaz, spojrzałem na niego nieco niepewnie, jednak po chwili wahania podniosłem nogę. Widziałem kątem oka, jak ten przygląda się moim ranom. Następnie wziął w pysk (nie pytam jak) nieco przerdzewiałe obcęgi i bez najmniejszego ostrzeżenia chwycił nimi jedną z drzazg wbitych w moją strzałkę. Szarpnął za nią, co spowodowało, delikatnie mówiąc, "wyjęcie" jej z mojej nogi. Cicho jęknąłem z bólu, jaki zadał mi mój "lekarz". Po trzeciej, może czwartej drzazdze przestałem już jęczeć, gdyż przyzwyczaiłem się do tego... specyficznego uczucia. Gdy już myślałem, że zaraz zemdleję, zamiast chłodu metalowych obcęgów, poczułem, że coś miękkiego dotyka mojego kopyta. Nieco się rozluźniłem, jednak nie bardzo. Zwyczajnie rozluźniłem mięśnie szyi. Później poczułem na swojej nodze palący gorąc, który stopniowo ustępował miejsca przyjemnemu rozgrzaniu kończyny. Cicho westchnąłem. Karus przyłożył jakiś materiał do mojej rany. Prawdopodobnie bandaż. Przymknąłem oczy i wypuściłem wstrzymywane powietrze. W myślach odetchnąłem głośno, ale nie chciałem dać mu tej satysfakcji.
Powrót do góry Go down
https://www.wattpad.com/user/camparix
Juet
Nowicjusz
avatar


PisanieTemat: Re: Długoterminowa cela   Pią Sie 10, 2018 5:33 pm

Myślami odetchnąłem z ulgą, że on nie utrudniał mi leczenia. Powinno być z nim łatwo. Popatrzyłem dumny na swoje dzieło. Łaciaty miał opatrzone całe kopyto, również od spodu, bandaż ciasno oplatał koronkę, pęcinę i kończył się nieco poniżej połowy nadpęcia.
Skinąłem głową do siebie i nie zwracając już dłużej uwagi na niższego wziąłem wszystkie medyczne przybory odniosłem na miejsce.
W miejscu ,,Sprzęt" było naprawdę dużo przedmiotów godnych uwagi. Ja jestem prostym koniem, nie lubię wydziwiać, nie lubię przepychu i jak to się mówi przerostu formy nad treścią, dlatego też wróciłem do celi dzierżąc w pysku ostry, srebrny nóż z uchwytem z ciemnego drewna, liny i kaganiec z wytrzymałych, choć niegrubych, skórzanych pasów. Trochę tego było, jednak i tak wziąłem mało. Położyłem to obok wejścia i spojrzałem na ogiera.
-Jak się nazywasz?-zapytałem dla ocieplenia atmosfery, poza tym jak zacznę go ciąć może już nie być tak chętny do współpracy i udzielenia mi tej informacji.
Podszedłem do niego i zacząłem okrążać uważnie badając każdy skrawek jego ciała. Oceniałem umięśnienie, wady, szukałem blizn, widocznych słabych punktów wrażliwych na dotyk. Przy okazji podczas każdego wdechu skupiałem się na wyłapaniu zapachów aby choć częściowo móc stwierdzić z jakiego stada więzień pochodzi.
Cieszyłem się niezmiernie z powodu udanego porwania. Teraz będę miał okazję przetestować część rzeczy, jakie nauczył mnie mój Pan. Ćwiczenie na klaczach jest również miłe i przydatne, jednak wszyscy wiemy, że ogier to ogier a klacz to klacz. Inna psychika.
-Z jakiego stada jesteś i jaką masz rangę?-zadawałem krótkie pytania kontrolne, aby zobaczyć czy młody będzie kłamał i jakie sygnały świadczące o kłamstwie wysyła.
Po skończonym okrążeniu stanąłem na przeciwko niego, między nim a kratą. Wbiłem w niego intensywne spojrzenie. Założę się, że jest z Piorunów lub Szeptu. Delikatna, spokojna woń, nieco słona, ledwo wyczuwalna. Pioruny? Zastanawiałem się w oczekiwaniu na jego odpowiedź. To stado nie jest liczne, więc niesamowitym szczęściem by było gdybym złapał konia należącego do niego. Mógłby mi przekazać unikatowe informacje o dużej wartość.
Może powinienem się też zająć jego łbem? Poprawić opatrunek na potylicy? Nie to by wymagało odpięcia obroży a nie chce mi się w to bawić teraz. Machnąłem swobodnie ogonem uwolnionym na łące od bandaża.
Powrót do góry Go down
Tantzano
Rekrut
avatar

Age : 12

PisanieTemat: Re: Długoterminowa cela   Pią Sie 10, 2018 10:12 pm

Trochę zdziwiłem się, że, jako tako współpracowaliśmy. Myślałem, że będzie się śmiał z mojej uległości, a tu co? No właśnie nic. Poczułem do niego teraz odrobinę szacunku. Widać było dumę w jego oczach, gdy przyglądał się bandażowi na mojej kończynie. Może pierwszy raz kogoś bandażował? Nie wiem. Widocznie tak, jeśli cieszył się jak źrebak, który stoi na nogach pierwszy raz. A co by było gdyby jeszcze wybrał drogę medyka? Na tę myśl uśmiechnąłem się złośliwie. Koń (kiedy kończy ci się słownictwo) wszedł znowu za ścianę, tym razem odnosząc to, co wcześniej przyniósł (no łał dop. aut.). Wrócił niosąc ze sobą zwykły, srebrny nóż z rączką z ciemnego drewna. Całkiem ładny, jak na mój gust. Oprócz niego przyniósł kilka lin, i kaganiec stworzony, z co prawda wąskich, ale wytrzymałych kawałków skóry. Odłożył t o niedaleko krat i spojrzał na mnie. Nie wiem w jaki sposób, ale to jedno spojrzenie sprawiło, że poczułem takie dziwne, a za razem fajne i ciekawe uczucie gdzieś tam w środku. Nosz kurna! Czemu ja czułem się tak dobrze i bezpiecznie w jego towarzystwie?! Na jego pytanie odpowiedziałem niemal natychmiastowo.
- Ireyasu Kysadier Tantzano - odparłem spokojnym, acz stanowczym tonem. Kary podszedł do mnie i zaczął mnie oglądać. Uważnie. Bardzo uważnie. Za każdym razem, gdy ten wydychał powietrze, po moim ciele przebiegał przyjemny dreszcz. Kolejne z pytań ogiera należało raczej do tych w stylu "Powiedz z jakiego jesteś stada, nawet, jeśli nigdy mi się ono nie przyda*. Cóż. Mimo wszystko postanowiłem na nie odpowiedzieć. Już miałem dość niszczenia swojego ciała jak na jeden dzień (?)
- Rekrut Stada Szalejących Piorunów - powiedziałem wpatrując się w "jakże ciekawą", szarą ścianę przede mną. Zastanawiałem się, co ze mną zrobi. Co się ze mną stanie. Z zamyślań wyrwał mnie dźwięk przecinanego, przez ogon Drugiego, powietrza.
Powrót do góry Go down
https://www.wattpad.com/user/camparix
Juet
Nowicjusz
avatar


PisanieTemat: Re: Długoterminowa cela   Pią Sie 10, 2018 10:55 pm

No dobra, takiego imienia się nie spodziewałem. Oczy nieco mi się rozszerzyły ze zdziwienia, jednak szybko to ukryłem, bo w sumie imię to imię. Zazwyczaj nie wybieramy go sobie. No chyba, że jesteś mordercą i uciekłeś do innej krainy zacząć życie od nowa.
Po okrążeniu go czekała mnie kolejna niespodzianka. Wydawało mi się, że ogier nie kłamie, inni zazwyczaj walczyli, rzucali się, przeklinali. Chociaż w sumie innych nie pytałem nigdy o imię i stado, zwyczajnie od razu przywiązywałem do drzewa i brałem się za pokrywanie. Może to przez ranę się tak zachowuje. Chce uniknąć dodatkowych obrażeń?
Pójdę mu na ?rękę?kopyto? i dopóki on będzie robił to co chcę nic mu raczej chyba nie zrobię.
No i plany poszły sobie w las.
-Obiło mi się o uszy, że inne stada planują nawiązać sojusz przeciwko SKZ.-zacząłem, odwracając się i biorąc linę. Podszedłem do konia o imieniu Ireyasu Kysadier Tantzano i o ile on się na to "zgodził" obwiązałem mu ją ciasno wokół lewej tylnej nogi. Drugą końcówkę sznura przymocowałem do jednego z metalowych pierścieni w podłodze. Postarałem się by plecionka z wielu nici była dość napięta.
Jeśli to mi się udało to podszedłem w stronę kraty i wziąłem w pysk nóż.
Stanąłem obok IreKysTana.
-Powiedz mi wszystko, co wiesz na ten temat.-uśmiechnąłem się i przyłożyłem ostrze do boku górnej części jego szyi.-Proszę.-dodałem naciskając na skórę Ire aż powstało małe nacięcie, z którego powoli wypłynęła mała, samotna kropla krwi. Jeśli młody zaczął posłusznie odpowiadać ja spokojnie jechałem nożem po jego ciele, raz naciskając mocniej, raz słabiej, czasem trochę krwi uciekło czasem nie.
W końcu, gdy dojechałem niemalże do łopatki zatrzymałem się i odsunąłem sztylet od niego. Przekręciłem go w pysku tak by ostra krawędź nie miała możliwości dotknąć łaciatego i przyłożyłem swoje chrapy do miejsca, które przed chwilą stykało się z tnącym metalem. Nawet jeśli on nie udzielił odpowiedzi lub zwyczajnie skończył już mówić, ja bez skrępowania pociągnąłem pyskiem wzdłuż jego szyi, dokładnie śledząc trasę noża ale od tyłu. (Nóż jechał od góry szyi po łopatkę, chrapami jadę od łopatki do góry szyi).
Cudowna sierść, miękka, ale w umiarkowany sposób i ten przyjemny zapach morza. Dojechawszy chrapami aż do samej obroży skrzywiłem się nieco na jej jestestwo. Jak ona śmie przerywać mi rozkoszowanie się sierścią rannego, pojmanego przeze mnie więźnia?
No, ale żeby nie było tak kolorowo na zakończenie głaskania szybkim ruchem ugryzłem ofiarę w pierś. Było to raczej użarcie ostrzegawcze, dla zabawy a nie po to by skrzywdzić.
-Ilu macie członków i jak wielu z nich to wojownicy?-kontynuowałem przesłuchanie przechodząc na drugą stronę więźnia. Tym razem ostrze przyłożyłem do łopatki, mocno naciskałem ciesząc się, że skóra i w tym miejscu zaraz ulenie i zacznie wypływać jucha.

Powrót do góry Go down
Tantzano
Rekrut
avatar

Age : 12

PisanieTemat: Re: Długoterminowa cela   Sob Sie 11, 2018 12:13 am

Spojrzałem z delikatnym wyrzutem w kierunku karego, gdy zdziwił się na dźwięk mojego imienia. Ja rozumiem. Można nie rozumieć sensu czyjegoś imienia, ale nie trzeba od razu patrzeć na tą osobę jak na ufoludka. Myślałem, że będzie to dla niego zdziwienie, że tak szybko odpowiedziałem, ale nie myślałem, że aż tak duże. Prychnąłem cicho z pogardą. By korzystał, a nie marnował czas na dziwienie się. Co prawda nieco przeszkadzało mi, że nie dowiedziałem się jego imienia, jednak dzięki temu mogłem nazywać go w myślach Bezimiennym. Lepsze to niż nic. A więc zaczął mówić. No to przynajmniej dowiedziałem się czegoś nowego. Ale... Czemu ja nic o tym nie wiedziałem do tej pory? Nie no. Zaraz się fochnę. Kary odwrócił się, podszedł do miejsca, w którym zostawił rzeczy, po czym wziął jedną z lin w pysk. Mój "przyjaciel" wrócił do mnie i podążył w stronę mojej lewej tylnej nogi. Gdy dotarł już do celu obwiązał kończynę mocno trzymaną w pysku liną, drugą jej końcówkę przymocowując do jednego z pierścieni zakotwiczonych w podłodze. Poczułem jak bardzo lina jest napięta, gdy chciałem podnieść nogę odrobinę do góry. Nic z tego. Ani drgnie. Zamknąłem oczy próbując skupić się na mojej obecnej sytuacji. A więc tak. Byłem na terenach Krwawej Zemsty. Zostałem złapany przez wyższego ode mnie o jakieś... siedemnaście centymetrów konia. Na domiar złego mam poważnie kontuzjowaną prawą przednią nogę, a przeciwległą kończynę mam unieruchomioną na podłożu. No i jak ja się z tąd wykaraskam? Jak na razie nie mam najmniejszych szans. Postanowiłem więc być uległym, bo nie miałem najmniejszej ochoty zostać zlanym. Ogier znów odszedł ode mnie. W momencie, gdy doszedł, znów, do miejsca w którym zostawił "zabawki". Przez chwilę w nich szperał, jednak już po chwili natrafił na upragniony przedmiot. Wziął go w pysk i wrócił do mnie. Podszedł do mnie i przyłożył nóż niedaleko obroży, zadając w tym samym momencie pytanie, na które odpowiedzi stety, czy nie, ale odpowiedzi nie znałem.
- Sam dopiero się o tym dowiedziałem - odparłem zgodnie z prawdą. Mimo tego, że odpowiedziałem poczułem, jak srebrne ostrze wbija się w moją tkankę skórną. Mimo bardzo delikatnego bólu nie zwracałem uwagi na strużkę krwi spływającą po moim karku. Cały czas uparcie wpatrywałem się w ścianę przede mną. Nóż zaczął zjeżdżać wzdłuż mojej szyi, od czasu do czasu zatrzymując się w wyznaczonym przez Bezimiennego miejscu, by wydobyć ze mnie jeszcze jedną kroplę krwi. Po pewnym czasie narzędzie zaczęło zjeżdżać na moją łopatkę , jednak ostrze oderwało się już od mojej skóry. Widziałem kątem oka, jak Ogier przekręca otrze w pysku kierując ostrą część "do zewnątrz". Chwilę później dostrzegłem jego chrapy zbliżające się do miejsca, w którym uprzednio był nóż. Przyznam, że ciepłe chrapy były miłą odmianą od chłodnego metalu. Kary zaczął wodzić nosem po trasie, którą wcześniej wyrysował ostrzem. Czułem jego ciepły dotyk na szyi. I jak zwykle, coś musiało przerwać tą jakże przyjemną, dla mnie, chwilę. Drugi trafił chrapami na skórzaną obrożę, która dalej nienawistnie wisiała na mojej szyi. Już było tak przyjemnie, a nagle Bezimienny użarł mnie w pierś. Nie było to co prawda jakieś baaaaardzo bolesne. Bardziej jak upomnienie. Kurde. Więc wracamy do przesłuchania... Nie no suuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuper...
- W SSP jest jedenastu członków. Z tego ośmioro z nich to wojownicy i wojowniczki, dwoje artystów i jeden medyk- odparłem. Kary obszedł mnie dookoła tak, że teraz znajdował się przy mojej prawej łopatce. Wbił ostrze w mój mięsień mając z tego widoczną satysfakcję. Może i on się cieszył, ale ja zastanawiałem się, czy warto mdleć, czy jeszcze nie. Po chwili wybrałem jednak drugą opcję. A nuż wydarzy się jeszcze coś ciekawego. Nie chciałbym stracić takiej okazji.
Powrót do góry Go down
https://www.wattpad.com/user/camparix
Juet
Nowicjusz
avatar


PisanieTemat: Re: Długoterminowa cela   Sob Sie 11, 2018 12:51 am

Dlaczego nie podałem swojego imienia? Cóż nie lubię gdy ofiara zwraca się do mnie w ten sam sposób co przyjaciel. Jeszcze bym zaczął jej współczuć, przywiązał się. Utrudniłoby mi to wykonanie zadania i sprowadziło na mnie kłopoty. Gdybym jeszcze zajmował wysokie stanowisko w grupie, to miałbym to gdzieś, lecz jako podwładny większości członków stada nie mogę sobie pozwolić na jakiekolwiek wpadki.
Hmm. Zastanowiłem się chwilę nad jego odpowiedzią. Zazwyczaj wszystkie spiski pochodzą od niższych warstw, od koni na dole hierarchii. Poza tym walka nie uda się jeśli nie wezmą w niej udziału wszyscy należący do stada. Czy to możliwe, że ten cały spisek przeciwko SKZ jest na razie luźnym pomysłem władcy?
Tnąc go nożem zobaczyłem, że to nie strach nim rządzi ani obawa przed obrażeniami, gościu jest zwyczajnie twardy. Uległ wiedząc, że nie ma szans na ucieczkę, a teraz stał jak kamień i gapił się w ścianę. Uśmiechnąłem się w myślach, zdobył u mnie małego plusa.
Hmm czyżby tarant nie spodziewał się, że go ugryzę? Przecież to normalne, o to chodzi w przesłuchiwaniu. Nie udzielił mi takiej odpowiedzi jakiej sobie życzyłem, więc dostał ostrzegawcze kąśnięcie.
-MMhhm-mruknąłem na znak tego, że za drugie pytanie otrzymał maksymalną ilość punktów. Jednak cały czas po głowie chodził mi ten spisek, chodził i nie dawał spokoju. Zmrużyłem oczy wbijając nóż w jego ciało, pociekła krew i chociaż wcześniej ogier nie zwracał specjalnej uwagi na rany, liczyłem, że teraz będzie inaczej. Jednym, mocnym szarpnięciem łba przejechałem ostrzem po ciele więźnia od łopatki kilkanaście centymetrów w stronę jego zadu, mocno dociskałem nóż, który w końcowej fazie ruchu wypuściłem z pyska. Ten z impetem przeleciał kawałek i z metaliczny brzdękiem rzucony zaległ na twardej, kamiennej posadzce. Nim jednak upadł zdołałem wgryźć się w kłąb łaciatego i szarpnąć nim porządnie. Jeśli to nie sprawiło, że ten się wywalił to ponowiłem próbę popychając go mocno. Jednak z taką raną i będąc tak przywiązanym nie sądzę by udało mu się długo ze mną walczyć o równowagę. Musiał w końcu upaść.
Jeśli to się stało, leżał na ziemi z lewą tylną kończyną wyciągniętą nieco w tył przez sznur, a jego głowa była podtrzymywana w górze przez krótki łańcuch. Stanąłem na nim. Jedną nogą na łopatce drugą naciskałem na szyję podduszając go nieco o pasy obroży. Trzymałem go mocno, większość swojego ciężaru opierając na przodach.
-Irey, zapytam cię o to po raz ostatni.-zacząłem ponownie z miłym uśmiechem i spokojnym tonem.-Co wiesz na temat sojuszu przeciwko mojemu stadu?-zapytałem rozszerzając chrapy, głośno oddychając, byłem wyraźnie zirytowany tym, że muszę się powtarzać. Również mój ton był twardszy, bardziej suchy i dociekliwy. Wbiłem w niego ciemne ślepia, starając się wymusić na nim odpowiedź.
Jeśli nie chciał mówić odjąłem nogę z jego szyi dopiero w momencie gdy już faktycznie widziałem, że zaraz go uduszę.
Jeśli zaczął odpowiadać odpuściłem nieco by mógł złapać trochę tchu i powiedzieć mi o co chodzi z tym tajemnym planem, jednak po wyjawieniu prawdziwych zamiarów władcy poddusiłem go jeszcze kilka sekund, dla przyjemności i efektu.
Patrzyłem na niego z góry i myślałem różne rzeczy. Uśmiechnąłem się do siebie. Może zastosuję technikę Pana? Będę miał chociaż trochę zabawy.
Parsknąłem głośno, przechodząc nad leżącym ogierem. Machnąłem jeszcze raz ogonem i położyłem po sobie uszy. Zabawa będzie, jak on powie mi to co muszę wiedzieć.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Długoterminowa cela   

Powrót do góry Go down
 
Długoterminowa cela
Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
 Similar topics
-
» Cela nr XI

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
KARSIN  :: Stado Krwawej Zemsty :: Terytoria SKZ :: Zamek Karisto :: Drugie piętro-
Skocz do: