Karsin

Go down
Apocalipse
Apocalipse
Zwykły koń

Uśmiech Apokalipsy Empty Uśmiech Apokalipsy

on Czw Maj 25, 2017 10:22 pm
Imię: Apocalipse.
Stado: Brak.
Płeć: Klacz, odpowiem bez wahania.

Wiek: Pięć lat ma za sobą.

Wygląd: Nie jest już tak drobna jak niegdyś, jej ciało jest pięknie umięśnione, nogi długie i szczupłe, lecz jednocześnie mocne. Jak na klacz arabską jest wysoka, ma bowiem 155 cm w kłębie. Jej łabędzia szyja wygięta jest w delikatny łuk, a na niej osadzona jest szlachetna głowa o lekko szczupaczym profilu. Uszy są duże i czujne, czubkami zwrócone do wewnątrz.
Cała naznaczona jest białą barwą. Jak duch. Trup. Śnieg. Kreda. Wszystko jedno. Jedynie pysk jest mocno przydymiony, kopyta czarne i oczy również tak ciemne, że zdają się wciągać w swoją otchłań. Grzywa jest średniej długości, opadająca subtelnymi falami na zgrabną szyję. Ogon również leciutko pofalowany, zawsze dumnie uniesiony, sięgający do pęcin. O ile ktoś lubuje się w delikatnych, orientalnych rysach, Apocalipse będzie w jego oczach wprost cudna.

Charakter: Harda, to na pewno. Rzadko zdarza jej się kłamać, jest w stanie wypluć najgorszą prawdę w pysk rozmówcy. Mało mówi, dużo myśli. Skąpo odpowiada na pytania, nie rozwleka swoich wypowiedzi do rozmiarów kilometrowych zwojów papirusów. Jej oszczędność w wypowiedziach sprawia, że czasem ciężko z nią rozmawiać.
Jej charakterystyczną cechą jest uśmiech. Wcale nie przyjazny czy uroczy. Co to, to nie! Zdradza nutkę szaleństwa i sprytu. Można też dostrzec politowanie. Ten z lekka kpiący uśmieszek nie schodzi jej nigdy z pyska. Nawet, gdy widzi gnijące truchła czy gdy ktoś rozcina jej mięśnie jeden po drugim.
Zawsze mówi cicho i opanowanie. Potrafi jednak wydobyć z siebie taką siłę głosu, jakiej nikt by się po niej nie spodziewał.
Boi się wody. Na oblanie wodą reaguje większym przerażeniem, niż gdyby ktoś miał ją zastrzelić czy rzucać w nią nożami. Pije rzadko, a jeśli już to robi, robi to z ogromną ostrożnością. Rzecz jasna, o wejściu do wody nie ma mowy. Mimo tych dziwnych cech, Apocalipse z zasady jest uprzejma i dość miła. Stety, niestety... jak wiadomo... zasady są po to, aby je łamać.

Historia: Ósmego dnia tygodnia bogowie ze wszystkich religii zasiedli razem przy uroczystym obiedzie. Gdy Budda podawał Ozyrysowi talerz pieczonych ziemniaków, Bachus porządnie wstawiony zawołał: "Glbls gbbdsl gsumbuddulls". Wisznu zinterpretował jego wypowiedź następująco: "Stwórzmy klacz idealną". Tego popołudnia postanowiono dwie rzeczy: stworzą klacz idealną oraz zmniejszą ilość dni tygodnia, usuwając z kalendarzy jeden dzień weekendu. Żadne z tych postanowień nie wyszło na dobre.
Gdzieś tam, w baaardzo odległym miejscu urodziła się mała Apocalipse. Właściwie, Hasley. Na chudych, nieporadnych nóżkach stanęła chuda, nieporadna reszta zmizerniałego ciała. Co poradzić? Arab to arab. Jednak jakiegoś powodu ludzie się nią zachwycali. Dziwne istoty.
Dorastała w prestiżowej hodowli w otoczeniu dwunogów. Jej rówieśnicy nie przykładali zbytnio uwagi do jej dziwnych upodobań. Grunt, że była śliczna.
Pewnie teraz wydaje się wam, że Apocalipse była klaczą idealną; że to o niej rozmyślali bogowie. Gdzieżby tam?! Chodziło o jej bliźniaczą siostrę. Złoto wewnątrz i na zewnątrz. Oczywiście, póki mała Apocalipse nie spaliła jej żywcem przy pierwszej okazji.
Kochała ogień. Całym sercem. Postanowiła, że da się mu pochłonąć, ukazując swoje bezkresne posłuszeństwo.
Podczas burzy wymknęła się z boksu. Gdy piorun rozjaśnił jedno z drzew, zerwała gałąź i stworzyła wokół siebie ognisty krąg. Zamknęła oczy i czekała.
Gdy je otworzyła, była na Karsin, na terenie stada Wielkiej Tajemnicy. Do niego dołączyła.

***

Przeżyła tu kilka przygód, spotkała parę koni... nic szczególnego. W końcu zniknęła i nikt jej nie widział przez dwa lata. Teraz powróciła, ale w jakim celu? Tego nie wiadomo..


Ostatnio zmieniony przez Apocalipse dnia Pią Lut 22, 2019 12:29 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach